Odpowiedzi

2010-02-24T17:00:02+01:00
Znieczulica chorobą społeczną?

Czasami zastanawiamy się nad tym, czy jeśli potrzebowalibyśmy pomocy (np. zostaliśmy napadnięci), to czy otrzymalibyśmy ją od obcej nam osoby. Tak naprawdę trudno jest odpowiedzieć na to pytanie, jednak ja spróbuję to zrobić.
W dzisiejszym świecie słyszy się dużo o różnych pobiciach lub napadach na niewinne osoby. Często dowiadujemy się, że człowiek, który mógł pomóc takiej osobie, tak naprawdę ominął ją wielkim łukiem, nie zastanawiając się co się z nią stanie. To bardzo przykre kiedy znów słyszy się, że umarł niewinny człowiek, ponieważ nikt nie udzielił mu tak potrzebnej pomocy!
Jednak (na szczęście) można jeszcze usłyszeć o osobie, która za bliźniego była gotowa oddać bardzo dużo, nawet poświęcić swoje własne życie. Niestety zdarza się to bardzo rzadko we współczesnym świecie.
W tych czasach tak naprawdę dla większości ludzi najważniejsze jest bogacenie się, przez co nie obchodzi ich los innych. Dążą do tego na szkodę dla własnych znajomych, a nawet rodziny, bardzo dobrze określa to cytat: „Po trupach do celu”. Ludzie nie mają czasu na myślenie czy nie pomagając innym robią źle, teraz obchodzą ich tylko pieniądze. Myślą, że jak będą bogaci to będą także szczęśliwi, wiele osób nie dostrzega, że tak naprawdę szczęścia nie przynosi zbieranie pieniędzy, tylko dzielenie się nimi. Wiele niepełnosprawnych, cierpiących itd., potrzebują tego bardziej niż my ludzie zdrowi.
Myśle, że we współczesnym świecie rzeczywiście jest więcej osób „chorych na znieczulice” niż tych, których można nazwać prawdziwymi samarytaninami. Mam jednak nadzieję, że to się zmieni i ludzie zaczną widzieć sens w pomaganiu innym.


lub


Czy to prawda, że znieczulica jest chorobą społeczną? Czy naprawdę musi tak być, że gdy człowiek potrzebuje pomocy my tego nie zauważamy? To zależy tylko i wyłącznie od nas samych.

Idąc ulicą widzimy człowieka, który leży na chodniku, nie rusza się... I co wtedy robimy? Jest parę możliwości. Zazwyczaj przechodzimy obojętnie, bo przecież to nie jest nikt znajomy, to po co mu pomóc? A nie daj Boże jak okazuje się, że ten ktoś jest np. Cyganem, pijakiem, lub człowiekiem bez pieniędzy. Wtedy tym bardziej go ominiemy. Co innego jak by ten ktoś okazał się bogatym, pachnącym człowiekiem. A gdyby był na dodatek osobą publiczną, lub wokół zdarzenia było by więcej gapiów, od razu rzucilibyśmy się na pomoc. Przecież moglibyśmy byś nazwani mianem bohatera, a nawet sam poszkodowany, z racji tego, że jest "kasiasty" w ramach rekompensaty dał by nam trochę grosza za "wspaniałą postawę godną obywatela".

STATYSTYKI

Tak właśnie myśli przynajmniej 40% Polaków. To przykre, ale taka jest rzeczywistość. Tylko ciekawa jestem, gdyby poszkodowaną osobą okazał się ktoś z rodziny, co byśmy czuli wtedy? Przecież taka znieczulica do drugiego człowieka zabija nas samych! Każdy oczekuje pomocy, ale czy my sami pomagamy innym w potrzebie? Powinnyśmy się nad tym zastanowić. Nikt z nas nie jest święty. Ja też nie, ale staram się pomagać innym, przynajmniej wtedy kiedy mogę i wiem, że dam radę. Tu nie chodzi tylko o pomoc choremu człowiekowi, ale też pomoc np. w szkole, w pracy. Trzeba pomagać innym, nawet w najdrobniejszych sprawach...

BOLESNA PRAWDA

Niestety, z przykrością stwierdzam, że znieczulica jest wśród nas. Można to zmienić, nauczmy ludzi pomagać sobie nawzajem, ale pamiętajmy o jednym: "Zacznijmy zmieniać świat od samych siebie". Jest wiele sytuacji, w których możemy pomagać ludziom. Nie zawsze to wykorzystujemy, a warto. Nie po to, by być bohaterem, lub żeby trafić na języki. Nie! Tylko dlatego, że sami prędzej czy później będziemy potrzebowali pomocy, będziemy chcieli, aby ktoś podał nam pomocną dłoń. Nie róbmy tego tylko wtedy, gdy jest dużo osób i będziemy mogli liczyć na pochwały. Czyńmy dobro dla siebie, dla własnego czystego sumienia.