Odpowiedzi

Najlepsza Odpowiedź!
2009-10-17T16:02:52+02:00
Wakacje spędzałam u babci, która mieszka w niewielkiej wsi położonej w sąsiedztwie wielu lasów i pól. Pewnego pięknego, słonecznego dnia wybrałam się na spacer w moje ulubione miejsce – rzeczkę płynącą przez pobliską łąkę. Beztrosko szłam wydeptaną dróżką, rozmyślając o wielu sprawach – tych mniej lub bardziej istotnych.
W pewnej chwili moją uwagę przykuł dźwięk dobiegający z bliżej nieokreślonego kierunku. Przystanęłam, będąc zupełnie zaskoczoną tym dziwnym odgłosem. Po chwili udało mi się zlokalizować źródło owego hałasu. Ruszyłam w tamtym kierunku, tknięta ciekawością i dziwnym przeczuciem, którego nie umiem nazwać aż po dzień dzisiejszy.
Podczas przedzierania się przez gęste krzaki, zahaczyłam nogą o jedną z rozłożystych roślin. Nie przejmowałam się jednak tym faktem, dzielnie brnąc przed siebie.
Moim oczom ukazało się nic innego, jak… szczenię. Było uwięzione wśród kolczastych chwastów. Wyło z bólu, bezsilnie szarpiąc się i marnując siły. Na początku byłam nieco oszołomiona – jednak po krótkiej chwili dostrzegłam, że nie ma ono na sobie obroży, a na dodatek nie wygląda zbyt dobrze.
Niewiele myśląc, zdjęłam z szyi ozdobną apaszkę i owinąwszy nią uprzednio dłoń, pomogłam maleństwu wydostać się z opresji. Drżało ze strachu i z zimna, na początku chciało ugryźć moją rękę. Widać było, że nie miało okazji do dłuższego przebywania z ludźmi. Odruchowo przytuliłam je do siebie, czując piekące łzy zbierające się w kącikach oczu. Jak ktoś mógł je tak zostawić!
Pognałam do domu najszybciej jak tylko mogłam, przyciskając szczeniaka do piersi w geście pełnym matczynej miłości. I pogoda nie okazała się być łaskawa. Po chwili poczułam zimne krople deszczu rozpryskujące się na moich ramionach, a do nosa wtargnął charakterystyczny zapach mokrej sierści.
Babcia na szczęście nie miała nic przeciwko zatrzymaniu Codiego – bo tak później nazwałam „zgubę”. Przekonała nawet mamę, bym mogła go przygarnąć. Jej reakcja pozytywnie mnie zaskoczyła – nie tylko nie była zła, ale zdobyła się na pochwałę wobec mnie! Zabraliśmy szczenię do weterynarza. Na szczęście, pomimo dokuczających mu pcheł i kilku niewielkich otarć, nie groziło mu nic poważnego.
W taki oto sposób Codi trafił do mojej rodziny. Wyrósł na przepięknego psa o czarnej, jedwabistej sierści i bystrych brązowych oczach. Jego spojrzenie jest przepełnione trudną do opisania wdzięcznością i ufnością…
Doprawdy nie wiem, jak ktokolwiek mógł porzucić na pastwę losu tak wspaniałe zwierzę.

Pisane własnoręcznie.
3 5 3
2009-10-17T16:19:54+02:00
W dniu moich piętnastych urodzin dostałam psa. Był to mały biszkoptowy labrador o uroczym spojrzeniu.Bardzo mi się podobał. To był wymarzony prezent.
Codziennie gdy wracam ze szkoły Amir- bo tak go nazwałam- czeka na mnie pod drzwiami. Wychodzimy razem na spacery. Wszędzie go ze sobą zabieram. Bardzo go kocham.
Myślę, że nasza przyjaźń będzie trwała wiecznie, bez względu na to czy ze mną będzie czy nie.
2 1 2