Odpowiedzi

2010-02-24T19:00:24+01:00
Ktoś kiedyś powiedział, że świat może podążyć w dwóch kierunkach - estetycznych i zaawansowanych technologicznie wnętrz jak ze Star Trek lub w nie mniej zaawansowane szambo krawędzi cyberpunka. Tak, system Cyberpunk 2020 roku to gra dark future. Nie ma tu wspaniałej i świetlanej przyszłości budowanej na humanistyce i technologii. Nie ma tu bohaterów i bezinteresowności. Nie ma odkrywania nowych światów i pokonywania kolejnych barier ograniczających ludzkość w imię rozwoju. Nie ma tu w końcu... nadziei. Jest tylko walka o przetrwanie w neonowej dżungli megamiast rządzonych przez korporacje, gangi, mafie i policję. Jest Sieć i technologia, która powoduje ze człowiek jest potężniejszy, niż kiedykolwiek. Zgłębiono tajemnice leczenia ciała i jego doskonalenie. Obecnie, dzięki cyberwszczepom każdy może biegać czy skakać szybciej i dalej, niż najlepsi atleci XX wieku. Umysł jest bezpośrednio sprzężony z wszechobecną i wszechwładną Siecią, którasię stała prawdziwym drugim światem. Myśl jest obecnie potężniejsza od ciała. Jednak cybernetyka, która daje tak fantastyczne zdolności każe sobie płacić wysoką cenę. Szaleństwo, degradacja i wynaturzenia są na porządku dziennym. Oto realia Cyberpunka 2020...

I nastała epoka cybernetyki

A wszystko zaczęło się tak dobrze. Lata 90 miały być okresem niespotykanego wzrostu i rozwoju. Wszyscy oczekiwali niewyobrażalnych zmian technologicznych i społecznych. I to wszystko przyszło, tylko w kompletnie wypaczonej formie. Na początku kryzysy finansowe zaczęły pożerać oszczędności rodzin, potem małych firm, aż w końcu i państw. Najgorzej odbiło się to na USA, największej potędze gospodarczej świata. Nadszarpnięty przez kryzysy budżet wymagał szybkich napraw. Ale rząd był słaby, a kongres skłócony. Wszystko zaczęło wyglądać jeszcze gorzej kiedy w amerykańskie rolnictwo uderzyły niespotykane zarazy, wymiatające całe połacie pól uprawnych. W ciągu kilku lat miliony ludzi straciło wszystko. Znikła cała podstawa gospodarki, czyli klasa średnia. Bogaci stali się jeszcze bardziej bogatsi, a biedni nie mieli już nic. Do wybuchu brakowało już niewiele. Wystarczyła jedna mała iskra...

Przyszła ona z daleka, bo aż z Bliskiego Wschodu. Chaos jaki pojawił się na świecie szybko pchnął odwiecznych wrogów do ostatecznego starcia. Nie było już komu hamować konfrontacji, która mogła się zakończyć jedynie totalnym unicestwieniem wroga. W rozbłyskach nuklearnych wybuchów znikło główne źródło zasilające świat. Ceny ropy poszybowały niebotycznie w górę. To był ostateczny cios dla śmiertelnie rannej gospodarki amerykańskiej, jak i całego porządku świata. Cały glob pogrążył się w lokalnych konfliktach. Rządy upadały, kraje się łączyły i dzieliły. I to wszystko na żywo można było obejrzeć w Sieci.

USA stanęło na krawędzi wojny domowej. Ludzie wyszli na ulice, aby upomnieć się o swoje. W ciągu kilku dni zlinczowano setki prawników i sędziów. System prawny praktycznie przestał istnieć. Policja straciła jakąkolwiek kontrolę nad miastami. Niektóre ze stanów zaczęły myśleć o uniezależnieniu się od rządu Federalnego. A na to wszystko nakładał się jeszcze narastający konflikt z Unią Europejską. W końcu rząd sięgnął po najdrastyczniejsze ze środków. Władze przejęło wojsko. Dotychczasowe prawo zastąpiły sądy wojenne. Za większość przestępstw karano śmiercią. Tak właśnie pochowano demokrację.

Bilans był straszny. Cała centralna część stanów była zniszczona przez zarazy i katastrofy ekologiczne. Wiele miast wyludniało się, kiedy nie było już za co się utrzymywać. Byli farmerzy i Ci, którzy stracili wszystko, powrócili do korzeni. Pakowali wszystko, co im jeszcze zostało do swoich samochodów i ruszali tam gdzie była praca, albo choćby żywność i odrobina prawa. W krótkim czasie dziesiątki tysięcy ludzi rozpoczęło podróż zwaną później Wielkim Marszem. Tak powstali Nomadzi. Pięć nacji o wielkiej sile i wpływach. Klanowa struktura i wspólna przeszłość powodowała, że każda nacja była jak wielka rodzina. Skupiając w grupy byłych farmerów, robotników, techników i specjalistów ze wszystkich gałęzi gospodarki zaczęli odgrywać ważną rolę w odradzającej się gospodarce.

Ale z pożogi Wielkiego Krachu wyłoniła się nowa siła. Wśród tak wielkiego zniszczenia i upadku wydawać by się mogło, że nic nie było w stanie się wzmocnić. Nic oprócz ponadnarodowych korporacji. Na początku wiele z nich upadło i stało się pierwszymi ofiarami kryzysu. Ale te, które przetrwały pierwsze uderzenie, nauczone losem poprzedników, odrzuciły dawne zasady. Przestano się przejmować prawem i zasadami wolnego rynku. Korporacje miały być ponad tym. Kupowały rządy, polityków i całe państwa. Zaczęły tworzyć własne armie. Karmiły się chaosem i upadkiem. Na tym zbijały fortunę. Jednak dla wielu ludzi stały się ostoją spokoju i normalności. Dla swoich pracowników zaczęły przejmować role państw. Zapewniały im opiekę socjalną i policyjną, pieniądze i żywność, domy i edukacje. Tworzyły nowe fantastyczne miasta wraz z najwspanialszym z nich - Night City. W zamian oczekiwały jedynie totalnego posłuszeństwa i kompletnego oddania. Szybko stało się jasne, że teraz to one rządzą światem i duszami ludzi. Ci, którzy nie potrafili zaakceptować nowego porządku, zostali wypchnięci poza społeczeństwo. Albo przyłączali się do Nomadów, gangów czy mafii lub stawali na Krawędzi.

Ta ostatnia grupa szybko zaczęła się rozrastać. Krawędziarze, bo tak zaczęto ich nazywać, mieszkali w miastach. A dokładniej w tych jego częściach, które nie podlegały kontroli korporacji. Tutaj rządzi prawo betonowej dżungli. To jak sprytny jesteś lub jak dobrze potrafisz posługiwać się gnatem decyduje o twoim życiu. Próbują przeżyć w tym rynsztoku cywilizacji, zdani na ochłapy tego co konsumują miasta. Przemoc, narkotyki i broń to codzienność. Nielegalna technologia i podejrzane cyberwszczepy, które mogą usmażyć cały układ nerwowy. Ale wszystko jest warte ryzyka byle się tylko wyrwać lub chociaż zarobić kilka eurodolców.

Inne życie rozgrywa się w szklanych wieżach korporacji. Tam tez odbywa się walka na śmierć i życie. O przetrwanie, ale także o awans. O wspinanie się coraz wyżej po korporacyjnej drabinie. Nie ma w tym świecie przyjaciół. Są tylko tymczasowi sprzymierzeńcy i "narzędzia", których się używa, aby później się ich pozbyć. Ci ludzie nie posiadają skrupułów ani sumienia. Liczy się jedynie zysk i kariera. Postrzegają siebie jako lepszych i jeśli schodzą ze swoich szklanych biur do zwykłych ludzi, to tylko w asyście ciężko uzbrojonych grup uderzeniowych lub wykwalifikowanych cybernetycznych zabójców. Pojawiają się tylko po to, aby wydrzeć to, co jeszcze jest wartościowe.

Na granicy Krawędzi i świata korporacji funkcjonuje jeszcze jedna istota. Swoimi mackami przenika i oplata wszystkie aspekty życia i społeczeństwa. Jest to mafia. Nie ważne czy włoska Cosa Nostra, japońska Yakuza czy chińskie Triady. Wszystkie one mniej lub bardziej współpracują lub kontrolują korporacje. Same zresztą swą strukturą bardzo je przypominają. Różnica jest jedynie w sposobie robienia interesów i oferowanych usługach. W 2020 roku mafia często woli negocjować, niż używać siły. Jeśli padają strzały, przeważnie nikt na tym nie zarabia. A zysk jest przecież najważniejszy.

Cyberpunkowe małe co nie co...

... czyli kilka opisów z sesji CP 2020.

Flagowym miastem i miejscem większości wydarzeń opisywanych przez autorów systemu jest Night City:
"...Spokój i ciemność spowijające mieszkanie zmącił piskliwy i natrętny odgłos videocomu. Pomimo, że postać stojąca przed szerokim panoramicznym oknem na trzydziestym piętrze Havenford Hotel doskonale go słyszała, nawet nie drgnęła. Była gdzieś daleko pomiędzy krętymi uliczkami miasta, które się rozpościerało na dole. Skąpane w ferii różnokolorowych neonów i świateł przemykających nad nim wektorowców przypominało wspaniały tętniący życiem organizm, który przysiadł nad brzegiem zatoki Del Coronado, aby tutaj w spokoju żyć i się rozwijać. W wyciszonym apartamencie wydawało się równie spokojne jak atramentowa ciemność wód, które je okalały. Ale człowiek, który na to wszystko patrzył zbyt dobrze znał prawdę i rzeczywistość, aby nie dać się zwieść temu spokojowi. Co 15 min popełniano tam przestępstwo, co godzina ktoś zostawał ranny, codziennie znoszono z ulic trupy. W obszernych biurach przekupywano polityków i niszczono tych, którzy nie chcieli współpracować.
Oto była chluba kraju, który niegdyś dumnie nazywał się Stanami Zjednoczonymi Ameryki. Miała to być metropolia zaplanowana od początku do końca jako oaza bezpieczeństwa i prosperity. Swoim przepychem i wspaniałością miała dorównać w ciągu 20 lat innym aglomeracjom, które tworzono przez stulecia. Wizja, którą przedstawiono światu była równie fantastyczna i ujmująca, jak niesamowita, a wręcz szalona. Na kompletnym pustkowiu Kalifornii miał powstać twór dający nową nadzieję. Szerokie i czyste ulice, duże przestronne domy, szklane drapacze chmur, większe i potężniejsze niż to, co do tej pory zbudowano. To była wizja Richarda Nighta. Człowieka, który nie znał słowa niemożliwe, a który uwierzył, że może pokonać wielkich tego świata i stworzyć coś, co będzie oparte na uczciwości.
I znalazło się wielu, którzy podążyli za nim, aby uczestniczyć w tym wspaniałym dziele stworzenia. Ale, już przy narodzinach zostało ono splugawione i przeklęte. Jak wirus do struktur jego organizacji zaczęli przenikać ci, którzy teraz niszczą tą aglomerację. Mafia, Yakuza, skorumpowani politycy i nieuczciwe korporacje. Najpierw zabiły samego architekta, aby później, w przewrotny sposób, nazwać od jego imienia miasto. A teraz toczą je od wewnątrz, jak wielkie oślizgłe robaki. Jak powiedział pewien historyk - wizja i ogień..."

Akcja, czyli to co solosi lubią najbardziej:

"...Wszędzie było tylko widać czerwono żółtą poświatę bijącą od stopionego żelastwa płynącego najróżniejszymi rynnami i kanałami. W fabrykach takich jak ta nie brano pod uwagę człowieka, więc wszystko było pootwierane i zbudowane tak, aby wykonywać pracę w ekstremalnych warunkach. Dzięki temu było szybciej i taniej. I nie trzeba było się martwić o zdrowie robotników, bo wszystko robiły i tak o wiele bardziej wydajne maszyny.
Kiedy wreszcie jego wszczep dostosował wzrok do panujących w środku warunków mógł w pełni ogarnąć sytuację... . Biegiem puścił się po metalowych schodach po jego lewej stronie. Krew zaczynała mu coraz szybciej pulsować w skroniach. Czuł jak implant pod skórą zaczyna pompować mu do krwiobiegu koktajl chemiczny, który zwiększał jego szybkość reakcji. W ustach poczuł charakterystyczny metaliczny smak krwi. Efekt uboczny tej jakże pomocnej zabawki. Cóż jego ciało przestawało powoli akceptować to, co znim wyrabiałacybernetyka..."


Tam, gdzie trafiają "szczęściarze":


"...Od razu uderzył ich harmider rozmów, krzyków wzywających pomocy i miłosierdzia, którego oczekiwano tu znaleźć. Wszędzie mnóstwo uwijających się młodych lekarzy. Większość w poplamionych na szkarłatno fartuchach. Wszyscy za to z szarymi od zmęczenia twarzami. Na długich ławach ustawionych pod ścianami siedzieli ci, których nie było stać na płatną opiekę a potrzebowali natychmiastowej pomocy. Połowa była ofiarami walk gangów. Najprawdopodobniej opętańcze krzyki dochodzące z sali operacyjnej pochodziły od kogoś, kto nie miał nawet tyle, aby zapłacić za środki znieczulające. W powietrzu było czuć zapach choroby i śmierci wymieszany z potem. Kiedy przesuwali się pomiędzy tłumem zgromadzonym przy kontuarze przyjęć uderzyła w niech fala smrodu zebrana ze wszystkich ulic i zakamarków miasta. Stali tam wszyscy - ćpuny i matki z dziećmi, boosterzy i biedacy. Na razie ochrona nad wszystkim panowała i tłum był spokojny. Ale nie ma tu praktycznie tygodnia, kiedy nie wybuchnie mniejsza lub większa strzelanina wywołana przez czuba, który doszedł do wniosku, że czeka za długo. Zazwyczaj udawało się ich zdjąć nim zdążyli kogokolwiek poczęstować śmiercionośną dawką ołowiu. Niestety wielu z tych, którzy tu pracowali odnajdywało na tej sali lub kilku bocznych kulę ze swoim imieniem. Wtedy stawali się kolejnym wpisem na tablicy wiszącej na wschodniej ścianie, nazywanej przez pracowników ścianą płaczu..
  • Użytkownik Zadane
2010-02-24T19:00:27+01:00
Ludzkość z dokonań cywilizacyjnych i kulturowych 20 w. może być dumna, choć są i złe tego strony. Mogą być z tego dumni, ponieważ bez tych wynalazków wiele ludzi by umarło(bo wtedy rozwinęła się medycyna), minęło by dużo czasu zanim przemieścili byśmy się z miejsca na miejsce i nie było by komputerów, ani żadnych rzeczy służących do rozrywki. Złe są tego strony takie, że zanieczyszczamy środowisko i niszczymy przyrodę (wycinamy lasy i zabijamy zwierzęta). Jednak uważam, że powinniśmy teraz myśleć o tym by technika dalej szła do przodu, jednak bez niszczenia przy tym przyrody.