Odpowiedzi

2010-02-26T17:44:58+01:00
Gdy potocznie mówimy o Urzędzie Nauczycielskim i o teologach, zwykliśmy sprawę mocno upraszczać. Przy pierwszym mamy na myśli papieża z jego atrybutem nieomylności, przez drugich zaś rozumiemy teologów świeckich i duchownych nauczających na uniwersyteckich wydziałach teologicznych i w seminariach duchownych lub też oddających się pisarskiej twórczości teologicznej.

Z Urzędem Nauczycielskim kojarzyć się nam winien natomiast istny rejestr haseł, takich jak sukcesja apostolska, zmysł wiary wiernych, hierarchia prawd, Kościół, kolegialność biskupów, papież, recepcja prawd wiary, teologowie, nieomylność itd. Urząd Nauczycielski zwiemy też Magisterium Kościoła. W łacińskim źródłosłowie "magisterium" kryje się znaczące słówko magis, co przekładamy przez: "więcej", czyli: Magisterium Kościoła przysługuje określona "nadwyżka", ta mianowicie, iż w całości Kościoła stanowi ono instancję, której zlecony został przez Chrystusa mandat strzeżenia, przekazywania i wykładni treści Objawienia i to - w szczególnych wypadkach - jako dogmatów o ostatecznej zobowiązywalności.

W rankingu podmiotów Urzędu Nauczycielskiego papież nie jest pierwszym ogniwem; jest nim pojedynczy biskup w swym zwyczajnym i powszechnym nauczaniu, które nie musi być bezbłędne. Na drugim szczeblu znajduje się kolegialna całość wszystkich biskupów świata z papieżem, których nauczanie cieszy się bezbłędnością w wierze; trzeci stopień stanowią biskupi z papieżem zgromadzeni na soborze ekumenicznym - ich sposób przekazu wiary jest nadzwyczajny i powszechny oraz bezbłędny. Podmiotem Urzędu Nauczycielskiego jest wreszcie sam biskup rzymski, papież, który naucza w sposób zwyczajny (i niekoniecznie bezbłędnie) oraz nadzwyczajny (ex cathedra), czyli bezbłędnie.

Z owego szerokiego obszaru Magisterium nie sposób wyłączyć teologów, czyli tych wiernych, których w zagadnieniach wiary cechuje fachowa naukowa kompetencja. W Piśmie Świętym nie natrafiamy, oczywiście, na miano "teologów", co nie oznacza, by na jego kartach nie występowali mężowie (i kobiety) ich pokroju. Do czynienia mamy tam przecież z nauczycielami - przekazicielami wiedzy o Bogu. W Izraelu za pierwszego nauczyciela uchodził Mojżesz. Rola wdrażania w Boże Objawienie przysługiwała kapłanom. W Nowym Testamencie największym nauczycielem jest Jezus Chrystus, który swój mandat nauczania zleca Kościołowi (Mt 28, 19n.). Z misji tej wywiązują się apostołowie, a także nauczyciele-charyzmatycy pierwszych pokoleń chrześcijan.

Dwa tysiące lat historii Kościoła wytworzyły bogatą paletę "modeli", względnie paradygmatów ilustrujących relacje między teologami a kościelnym Urzędem Nauczycielskim. Wymieńmy tu tylko jeden z przykładów. Św. Tomasz z Akwinu nie zawaha się przed mówieniem o dwu "magisteriach" w Kościele: o duszpasterskiej i katechetycznej katedrze biskupów i naukowej katedrze teologów, która pozostaje jednak podporządkowana tej pierwszej. Z tych dwu magisteriów wyłania się trzeci ich kształt, już raczej sperwertowany: od XIII w. teologowie zaczynają przypisywać sobie prawdziwe magisterium ideologiczne, wszczynając procesy o prawowierność i autorytarnie wymierzając sankcje (zatrzymanie, wygnanie, ekskomunika).

Oba wymienione magisteria faktycznie współdziałały z sobą, jak w przypadku Lutra, kiedy to niektóre z jego tez potępione zostały przez uniwersytety w Lowanium i Paryżu, były dyskutowane przez teologów, Jana Ecka i kardynała Kajetana i w końcu ocenzurowane przez bullę papieską "Exsurge Domine". W krótkim okresie 1240-1250 teologowie z paryskiej Sorbony przeprowadzili około trzydziestu procesów o kacerstwo. Potęga teologów rozpadła się jednak w następstwie zamknięcia przez Rewolucję Francuską i pod rządami Napoleona większości fakultetów teologicznych. Papieże XIX wieku na nowo zaczęli reaktywować zniesione fakultety, podporządkowując je własnemu autorytetowi. Równocześnie sami jęli rozwijać intensywną aktywność teologiczną, ogłaszając liczne encykliki.

Zmiany w rozumieniu Urzędu pociągały i pociągają za sobą także inne spojrzenie na stosunek tegoż Urzędu do teologii i teologów. Z biegiem czasu Magisterium Kościoła czuło się coraz częściej zmuszone do odrzucania teologicznych opinii jako błędnych i heretyckich (tzn. sprzecznych z wiarą). Dokonywało się to na synodach partykularnych i soborach powszechnych, ale też i poprzez nauczanie poszczególnych papieży. A mimo to we wcześniejszym okresie Urząd Nauczycielski Kościoła nie związał się nigdy z jakąś jednolicie określoną teologią. Jak oświadczy Karl Rahner, przeciwnie, "chciałoby się prawie powiedzieć, iż w sposób zastraszająco beztroski i naiwny często akceptował i tolerował istnienie... różnych szkół teologicznych w ich praktyce... łącznie z ich jednoczesnym współistnieniem (nawet tam, gdzie wzajemnie sobie przeczyły), szkoły te nawet osłaniał i insynuował swego rodzaju moralność wzajemnej tolerancji".

Jeszcze na Soborze Trydenckim (1545-1563) w debatach wciąż od nowa podkreślano, iż Sobór nie nosi się z zamiarem rozstrzygania spornych kwestii między katolickimi szkołami teologicznymi. Głównie chodziło wtedy o wytyczenie granicy między Kościołem katolickim a Reformacją.

Konkretnie rzecz przedstawiała się tak: hierarchiczny Urząd Nauczycielski występował dawniej raczej z najogólniejszym roszczeniem do roli rozjemcy w konfrontacji z różnymi kierunkami teologicznymi. Rozstrzygał, czego w Kościele nauczać i głosić nie wolno, nie wypowiadając się jednak pozytywnie i w najdrobniejszych szczegółach, c o ma być nauczane.

Sytuacja zmieniła się nieco w kontekście centralizacji życia kościelnego po Soborze Trydenckim. Urząd Nauczycielski zyskiwał coraz bardziej na znaczeniu, pojmował swą rolę coraz wszechstronniej i coraz celniej ingerował w teologiczne dyskusje poprzez odcinanie się od nowszych poglądów teologicznych i jednoznaczne opowiadanie się za neoscholastyką. Teologia ulega odtąd coraz bardziej ekskluzywnemu związaniu jej z Magisterium Kościoła oraz z jego wypowiedziami i rozstrzygnięciami. I tak jeszcze w enuncjacjach Piusa XII i Pawła VI teologia rozumiana bywała głównie jako pomocniczy organ i narzędzie Urzędu Nauczycielskiego. Urząd hierarchiczny przepisywał teologii i teologom, co mają czynić i jak mają to robić.

Że takie wyobrażenie o funkcji i zadaniu teologii jest spojrzeniem jednostronnym i zawężającym, wynika z prostej refleksji, iż teologia ma swe korzenie w nieodzownym wysiłku każdego wierzącego do ustawicznego konfrontowania swej wiary z tym, co na co dzień myśli, o czym z codziennego doświadczenia wie i sądzi. I tak każdy wierny chrześcijanin jest na swój sposób teologiem. Wcale nie jest przez to powiedziane, jakoby dla tak uprawianej przez wierzącego teologii Nauczycielski Urząd Kościoła był instancją bez znaczenia. Albowiem każdy poszczególny chrześcijanin wierzy w Kościele i w łączności z Kościołem.

Jednak teologia, zwłaszcza ta uprawiana naukowo, nie pozwala podporządkować się po prostu i pod każdym względem wytycznym podawanym przez Urząd, a to dla następujących racji:

- Pytania i problemy, z którymi wiara konfrontowana jest w określonym czasie, muszą być podjęte właśnie przez samą teologię. Teologia nie może liczyć na to, że Urząd Nauczycielski będzie w każdym przypadku sam podejmował tego typu pytania i problemy.

- Teologia, która pracowałaby wyłącznie nad tym zadaniem, jakie zleci jej Urząd Nauczycielski, nie mogłaby w gruncie rzeczy realizować w Kościele swej funkcji krytycznej w odniesieniu do różnych procesów, w których Kościół zyskuje świadomość swej wiary i w których tę wiarę wyraża i realizuje. Tak, na przykład, liczyć się należy z tym, że w niektórych formach pobożności ludowej Boże Objawienie zostaje raczej przesłonięte i zaciemnione, a to na skutek wdarcia się w nią magicznych wyobrażeń i praktyk. Może być i tak, iż Urząd w Kościele wykonywany jest w sposób zorientowany raczej na formy świecko-polityczne niż na Ewangelię i służebną postawę Jezusa. Do rzadkości nie należy też fakt, iż w Kościele pewne ugrupowania kurczowo trzymają się tego, co wczorajsze, mimo iż dzisiaj dla takich praktyk nie istnieją już więcej żadne założenia (por. dzisiejsze inklinacje fundamentalistyczne w nauce i życiu pewnych środowisk w Kościele).

- Teologia nie byłaby też w stanie sprostać autentycznym postulatom naukowości; rezultaty, do jakich w swoich metodach miałaby dojść, byłyby podyktowane już z góry.

- I wreszcie: w Kościele muszą również istnieć wolne działania i przedsięwzięcia, które nie będą pobudzane i sterowane przez nosicieli Urzędu, albowiem Duch Boży działa w całym Kościele. Historia Kościoła dostarcza dostatecznej liczby przykładów, jak to z inicjatyw "prywatnych" zrodzić się może wiele dobra dla Kościoła. Z najnowszej przeszłości wymieńmy bodaj ruch liturgiczny, ruch biblijny czy ruch ekumeniczny, w których liczne impulsy pochodziły i były kształtowane przez naukową teologię, nierzadko bez początkowego błogosławieństwa Urzędu. Pius XI w encyklice "Mortalium animos" (1928) odrzucał ruch ekumeniczny, nazywając go synkretystycznym "panchrystianizmem".

Przy tym wszystkim warto by jednak uniknąć wrażenia, jakoby teologia w ogóle nie powinna i nie miała być uprawiana także z mandatu Urzędu Kościoła. Do tego rodzaju mandatu należy na przykład i niewątpliwie kształcenie przyszłych księży, kaznodziejów, katechetek i katechetów, krótko mówiąc, wszystkich, którzy pragną zaangażować się w aktywną służbę Kościoła. Fakt, że Urząd ustala i ogłasza w tym kontekście określone normy, nie wymaga komentarza.

Urząd Nauczycielski słusznie może oczekiwać ze strony teologów, iż będą "wykazywać, w jaki sposób, czy to formalnie i jasno, czy pod osłoną innych wypowiedzi i faktów znajduje się w Piśmie Świętym lub w Boskiej Tradycji to, co żywy Urząd Nauczycielski do wierzenia podaje" (Pius XII, encyklika "Humani generis"). Badanie źródeł, będące zadaniem dla teologów, ogarniać jednak trzeba bardziej wszechstronnie. W żadnym wypadku nie może się ono ograniczać do uzasadniania aktualnych nauk Urzędu. Albowiem niewyczerpalne te źródła, a wśród nich nade wszystko Pismo Święte, kryją przecież w sobie znacznie więcej od tego, co Urząd Nauczycielski w określonym czasie zwykł szczególnie eksponować. W tej swojej misji czerpania ciągle na nowo ze źródeł biblijnych i z Tradycji Magisterium "z urzędu" musi być żywo zainteresowane ustawicznym zgłębianiem tychże źródeł właśnie przez teologów.

Stwierdzić należy, iż z tej funkcji posługiwania teologów Urząd Nauczycielski pewnie też zawsze korzystał, przynajmniej przed każdorazowym ogłoszeniem ważnych dokumentów nauczania, mimo iż zobowiązująca moc tychże dokumentów nie wiązała się z argumentami poszczególnych uczonych. Jak to już zostało powiedziane: niemal po nasze czasy Magisterium uciekało się wyłącznie do jednego tylko teologicznego kierunku.

Dziś żyjemy już w innej sytuacji. Paweł VI powołał do życia Międzynarodową Komisję Teologiczną (1969), z góry wykluczając ścieranie się ze sobą dwu prymatów: naukowej teologii i papieskiego autorytetu; podkreślił też, iż otwiera się na teologiczny pluralizm.

Zasadniczo można powiedzieć, że teologowie najlepiej będą mogli wywiązywać się ze swych zadań wówczas, gdy lepiej zrozumieją samych siebie i zakres swoich funkcji oraz gdy będą dysponować możliwie wielkim obszarem swobody. Albowiem uprawianiem "teologii nadwornej", względnie "teologii przypodobania się" nie usłużą ani tym, którzy piastują w Kościele Najwyższy Urząd Nauczycielski, a jeszcze mniej całości Kościoła.

Myśli te kontynuuje Jan Paweł II w swych niezapomnianych (a może, niestety, już zapomnianych!) przemówieniach do teologów niemieckich w Kolonii i w Altötting (1983): "Poszukiwania... teologiczne wymagają odwagi podejmowania ryzyka i cierpliwości dojrzewania. Rządzą się one własnymi prawami, których nie można im narzucać z góry... Teologia... jest wolna w doborze swoich metod i analiz... Do jej istoty należą: rzeczowa dyskusja, braterski dialog, otwartość i gotowość zmiany własnych poglądów". Następnie Papież chwali osiągnięcia niemieckich teologów: "Daliście w latach posoborowych wiele przykładów... dobrej współpracy teologii i Urzędu Nauczycielskiego. Pogłębiajcie te fundamenty i kontynuujcie Waszą pracę w duchu wspólnej wiary i tej samej nadziei, choćby nawet powstawały nowe konflikty".

Ale właśnie na linii wymienionej współpracy znalazły się w tymże okresie już nie tyle konflikty, ile stany bardzo ostrych napięć między Magisterium Kościoła a teologami. Trudno wchodzić w meritum tych bolesnych wydarzeń. Niech wystarczy marginesowa glosa, że konflikty są znakiem silnej witalności naszego Kościoła. Tylko na cmentarzach nie ma już więcej konfliktów; istnieje tam spokój, jest to jednak spokój posiany przez śmierć.

Można by zamknąć nasze spostrzeżenia uwagą skierowaną do teologów i do Urzędu Nauczycielskiego. Teologowie niechby unikali działań pochopnych w zakresie zdefiniowanych prawd wiary (i nie tylko tych ostatnich); na tym polu Urząd jest ogromnie wrażliwy i potrafi zareagować niezmiernie dotkliwie. Urzędowi zaś niechby było wolno życzyć, by więcej kierował się cnotą cierpliwości, a nade wszystko miłości - przed napiętnowaniem teologa, pozbawieniem go misji kanonicznej czy nawet zastosowaniem wobec niego ekskomuniki (niedawno została zdjęta ekskomunika z azjatyckiego teologa o. Balasuriyi). Sankcje takie pozostawiły u wielu nimi dotkniętych poczucie ciężkiej krzywdy. Wspomnijmy jeszcze tylko straszliwe czasy, kiedy to Kościół swoich teologów palił na stosie. Sprawę Galileusza zamknął dopiero Jan Paweł II; na liście oczekujących na rehabilitację po dziś dzień figuruje Jan Hus.

W wypadku poważnego spięcia między określoną orientacją teologiczną a nauczaniem Magisterium obie strony winny się kierować następującymi "regułami":

a) duszpasterski autorytet w Kościele wspiera się i wypływa z miłości, a prawda nigdy nie może być prezentowana z uszczerbkiem szacunku dla osób;

b) w wyznaniu wiary Kościoła istnieje - wedle formuły II Soboru Watykańskiego - "hierarchia prawd", co oznacza, że sprawy dotyczące prawdy trynitarnej i chrystologicznej wysoko górują nad wszystkimi innymi;

c) przed przystąpieniem do sankcji należy wyczerpać wszystkie możliwości dialogu i mediacji.

Reguły powyższe dotyczą bezpośrednio kultury rozwiązywania konfliktów. Można zapewne powiedzieć jeszcze niejedno na temat konfliktów gorących i zimnych. Kto wie, czy raczej te drugie nie wypełniają dziś Kościoła. Należą do nich m.in.: rozczarowanie, utrata złudzeń, frustracja, zastyganie tendencji do ruchów, bezradność i bezsilność, erozja wielu chrześcijańskich wartości itp. Powiedzmy w końcu tylko tyle, że łatwiej zażegnywać konflikty gorące i ostre niż borykać się z zimnymi, których rozwiązywanie często wydać się może pracą syzyfową.

Ks. Alfons Skowronek, profesor teologii, emerytowany kierownik katedry Teologii Ekumenicznej ATK. Ostatnio wydał m.in. "Sakramenty w profilu ekumenicznym".




Lista teologów, którzy popadli w konflikt z Urzędem Nauczycielskim Kościoła, jest dość długa: Küng, Schillebeeckx, Boff, Gutiérrez, Pohier, Curran, Guindon, Balasuriya, i - pośmiertnie - de Mello (wymieniam jedynie tych, którzy po 1978 r. stali się przedmiotem krytycznej oceny Kongregacji Nauki Wiary. Spośród wybitnych teologów, kontestujących nauczanie Papieża, warto by tu jeszcze dodać Häringa). Każda ze "spraw" ma inną genezę (niektóre zaczęły się jeszcze za pontyfikatu Pawła VI) i własny scenariusz: w kilku przypadkach, np. Balasuriyi i Gutiérreza, doszło w końcu do pojednania z Kościołem, w innych - do coraz głębszej alienacji.

Charyzmat Piotra (czytaj: papieża) różni się od charyzmatu Pawła (czytaj: teologów). W Nowym Testamencie opisano spór obu tych Apostołów. Nic dziwnego, że także dzisiaj pomiędzy Piotrem i teologami dochodzi do iskrzenia (dobrym przykładem jest Karl Rahner, który bywał krytyczny wobec Jana Pawła II); w latach osiemdziesiątych 163 katolickich teologów zdecydowało się nawet ogłosić tzw. Deklarację Kolońską, stawiając Papieżowi wiele zarzutów, m.in. tłumienie wolności badań teologicznych.

Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że Jan Paweł II jest "zamordystą", który z zasady podejrzliwie traktuje teologów: to przecież on na czele Kongregacji Nauki Wiary postawił wybitnego teologa Josepha Ratzingera; to on obdarzył kilku teologów (wcale nie podrzędnych albo służalczych wobec Rzymu) kapeluszami kardynalskimi (m.in. Congara, de Lubaca, Ursa von Balthasara); to on na temat wolności poszukiwań wygłosił kilka fundamentalnych przemówień.

Sprzeczność? A może poczucie odpowiedziałności za powierzoną sobie misję, by "utwierdzać braci w wierze"? Nie jest tajemnicą, że Kościół po II Soborze Watykańskim znalazł się w fazie ostrego kryzysu. "Kardynał Julius Döpfner powiedział, że Kościół ten przypomina wielki plac budowy - wspominał Joseph Ratzinger. - Ktoś złośliwie dodał: tak, ale na tym placu zgubiono projekt budowy i każdy teraz ją kontynuuje wedle swego upodobania. Rezultat oczywisty". Jesienią 1978 r. na czele tej "budowy" stanął Jan Paweł II, który mówi, że "trzeba posiadać przede wszystkim pewność i jasność w odniesieniu do prawd, w które należy wierzyć i które trzeba wprowadzać w czyn. Jeżeli się jest niepewnym, pełnym wątpliwości, niejasności, sprzeczności, nie można budować".
1 1 1