Odpowiedzi

2010-02-26T19:55:28+01:00
Sam tytuł wskazuje, że pragnę pozostać na gruncie etyki, nie wchodząc w zakres nauk szczegółowych (empirycznych). Po drugie, pojęcie "płodności" w tej właśnie perspektywie etycznej wyraża zasadniczo więcej niż zjawisko zapłodnienia obserwowane właśnie z punktu widzenia nauk empirycznych.

Płodność jako dar

Na pierwszej, fundamentalnej płaszczyźnie płodność jest darem pochodzącym od Boga i nie można jej pojmować jako wytworu ludzkiej aktywności. Płodność jako cel ludzkich dążeń jest przede wszystkim przedmiotem wiary, nadziei i tym samym - modlitwy. Bo dar Boga można przyjąć jedynie w postawie modlitwy. W darze płodności człowiek odbiera od Boga pełnię Jego obdarowania, które konstytuuje ludzką tożsamość. Zatem płodność sytuuje człowieka przede wszystkim w relacji do Boga, a nie w relacji do świata. Biblijne "Bądźcie płodni" (Rdz 1, 28) posiada ten sam ciężar metafizyczny, co wcześniejsze słowo Boga: "Niech się stanie". Płodność w tej perspektywie oznacza to, kim człowiek jest, a nie to, co posiada lub co może zrobić.

Płodność jako zadanie

Na drugiej płaszczyźnie refleksji etycznej płodność jest widziana jako konkretna treść powołania ludzkiego, którego specyficznym podmiotem jest małżeństwo - unia osobowa mężczyzny i kobiety, wyłączna i nierozerwalna, ustanowiona przez Boga jako przymierze, czyli znak jedności zbawczej ze Stwórcą - a na gruncie Odkupienia także jako sakrament w Chrystusie i Kościele. Osobliwością tego powołania jest to, że jego podmiotem jest nie jednostka, lecz dwoje ludzi uczynionych przez Boga szczególną jednością. Owa jedność ma charakter komunii osób, dzięki czemu płodność pojawia się jako wewnętrzna treść wzajemnego obdarowania męża i żony, czyli istotna treść wzajemnego daru osób. Powołanie oznacza, że na gruncie obdarowania otrzymanego od Boga człowiek oddaje siebie Bogu, aby był zdolny współdziałać z Nim w pełnieniu Jego dzieła. Dlatego Bóg, konsekrując małżonków do pełnienia należących do nich zadań małżeńskich i rodzicielskich (por. KDK 48), wymaga, aby ich miłość była tak czysta i święta, aby mogła być obrazem Jego Miłości jako Ojca i Stwórcy. Z punktu widzenia tej prawdy o powołaniu, którą możemy traktować jako szczegółową normę etyki małżeńskiej, małżonkom nie wolno zmierzać do realizacji wyłącznie własnej woli, niezgodnej z wolą Boga, czy to odrzucając dar płodności ukryty w ich podmiotowej tożsamości i w istocie miłości małżeńskiej (encyklika "Humanae vitae"), czy to usiłując "wyprodukować" życie ludzkie metodami oferowanymi przez współczesną biotechnologię (zob. Instrukcja Kongregacji Nauki Wiary "Donum vitae"). W tym przypadku usiłują zmusić Pana Boga, by pełnił ich wolę, a więc stawiają się na Jego miejscu, chcąc czynić Go swoim sługą i zarazem obracają przeciw Bogu całe bogactwo Jego daru.

Jest rzeczą charakterystyczną, że w nauczaniu Kościoła obydwa grzechy: antykoncepcję i sztuczne produkowanie życia (pozornie zupełnie przeciwne) odrzuca się na podstawie ich sprzeczności z tą samą normą etyczną, mówiącą o nierozdzielności dwóch znaczeń znaku małżeńskiej, czyli oblubieńczej miłości. Kto afirmuje znak jedności, ale odrzuca jego wewnętrzne odniesienie do płodności, ten przekreśla całą prawdę znaku i tym samym prawdę małżeństwa. Podobnie kto afirmuje płodność, ale odrywa ją w sposób istotny od jej naturalnego zakorzenienia w akcie miłości małżeńskiej (czyli oblubieńczego daru), ten również zaprzecza całej prawdzie małżeństwa, w której życie rodzi się jako owoc miłości, a nie wynik manipulacji biotechnologicznej. Jeżeli próbuje się "poprawić" Pana Boga, przede wszystkim psuje się Jego dzieło, którym jest człowiek - transcendentny podmiot miłości i życia pochodzącego z daru Boga.

Etyka i pragmatyka

Należy zaznaczyć, że szczegółowe pytania, które pojawiają się w sferze pragmatycznej powołania rodzicielskiego, którym nadaje się wspólny tytuł "planowania rodziny", nie wymagają odrębnej regulacji etycznej, a jedynie wychowania do dojrzałej, czyli odpowiedzialnej miłości. Podstawą i sprawdzianem takiej dojrzałej miłości jest cnota czystości małżeńskiej, która powinna być doskonalona już w narzeczeństwie, aby miłość małżeńska odpowiadała w pełni swej personalistycznej i religijnej istocie. W małżeństwie czystość w szczególny sposób decyduje o zdolności bycia rodzicami w sposób w pełni świadomy i odpowiedzialny. Jest to więc jakby nowy wymiar życia, wymagający wsparcia ze strony pedagogiki i kierownictwa duchowego. Wszystkie decyzje podejmowane przez małżeństwo dotyczące realizacji powołania rodzicielskiego nie mogą być odsuwane poza sferę etyki i degradowane do kategorii "metody". Trzeba pamiętać, że sztuka podejmowania decyzji wymaga z kolei dojrzałej cnoty chrześcijańskiej roztropności, która każe widzieć ludzkie czyny w świetle padającym z perspektywy celu ostatecznego, a więc zbawienia. Chrześcijańska roztropność, ożywiona nadprzyrodzoną wiarą, nie pozwala, by decyzje dotyczące płodności były poddane krótkowzrocznym kryteriom wynikającym z wizji jedynie doczesnego, prywatnego szczęścia dwojga. Małżonkowie nie żyją wyłącznie dla siebie, lecz dla tych zadań, które Bóg im wyznacza.

Zatem kiedy małżonkowie wiedzą, że istnieją ważne powody, dla których nie powinni prowadzić do poczęcia nowego dziecka, wstrzymują się od zbliżenia małżeńskiego w dniach płodnych. To nie oznacza, że ich zbliżenie małżeńskie przeżywane w dniach niepłodnych traci swoją wartość etyczną jako wyraz małżeńskiej jedności. Istotnym elementem duchowym znaku jedności oblubieńczej jest wewnętrzna gotowość przyjęcia życia, czyli bezwarunkowa otwartość na dar potomstwa, jeśli taka jest wola Boża. Bóg stwarza nową osobę nie na "rozkaz człowieka", lecz wtedy, kiedy On chce. Grzechem jest taka sytuacja, kiedy małżonkowie nie chcą przyjąć od Boga daru życia i albo zamykają się w egoizmie, bo mieć dzieci to kłopot, albo zamieniają miłość na hedonizm, szukają tylko "miłości seksualnej", a nie daru osobowego, i wtedy stosują różne "niemoralne zabiegi przeciw płodności" (por. KDK, 47).

Medycyna amoralna?

Współcześnie dużą przeszkodą w rozumieniu tych spraw jest nacisk kultury scjentystycznej, pozytywistycznej i utylitarystycznej, w której wolność jest traktowana autonomicznie, jako wolna od wszelkich relacji do moralności, a wartość działania mierzy się proporcją zysków i strat. Nieszczęściem jest to, że ta właśnie "filozofia", która stanowi zaprzeczenie właściwie rozumianej filozofii, kształtuje mentalność lekarzy, a przynajmniej znacznej ich części. Ten fakt wymaga uwzględnienia specjalnych zastrzeżeń w momencie przejścia do trzeciej płaszczyzny refleksji, na której widzimy płodność jako przedmiot zabiegów medycznych, czyli jako obiekt (cel) terapii.

Niektórzy lekarze uważają, że jeżeli "prawo" zezwala na pewne działania sprzeczne z moralnością, to mają swobodę działania, ponieważ "nie należy mieszać religii z medycyną". Według Wandy Półtawskiej, lekarz, który ma sumienie, powinien respektować następujące wymagania moralne: 1. Nie zabijać dzieci nienarodzonych; 2. Nie zapisywać środków antykoncepcyjnych (przecież nie są lekarstwem); 3. Odrzucić wszelkie formy eksperymentów na embrionach w jakimkolwiek stadium rozwoju, czy w ogóle eksperymentów na ludziach; 4. Uznawać wyłączność małżeństwa jako podmiotu upoważnionego do działania seksualnego; 5. Nazywać po imieniu wszelkie perwersje, dewiacje i zboczenia, czyli nie kłamać.

Gdyby trzeba było jeszcze bardziej uszczegółowić powyższe postulaty moralne, można by dodać:

1. Nie prowadzić badań, które przewidują dokonanie czynności niemoralnej (np. badanie płodności męskiej, które rzekomo wymaga dokonania masturbacji dla uzyskania próbki nasienia). Takie badanie nie ma charakteru medycznego, lecz weterynaryjny. Są opracowane inne metody pobrania pożądanej próbki (zob. o. Jacek Salij, "Wątpliwości moralne związane z badaniem nasienia", 2004, "W drodze", Zesz. Nr 2, (378) 2005).

2. Nie przeprowadzać zabiegów sztucznego zapłodnienia, które zawsze mają charakter niemoralny, ponieważ wyrażają całkowite zerwanie relacji z Bogiem, następnie stawiają zjawisko płodności poza osobową więzią małżonków, rozrywają ustanowioną z Bogiem jedność znaczeń wpisaną w akt małżeński, czyli odrywają zjawisko płodności od oblubieńczej relacji daru. Człowiek staje się tu częścią mechanizmu biotechnologicznego, a równocześnie jest traktowany jako produkt i jako obiekt posiadania (urzeczowienie osoby), już nie mówiąc o tym, że wiele poczętych dzieci (embrionów) zostaje skazanych na śmierć jako zbędne lub traktuje się je jako materiał biologiczny służący do eksperymentów "naukowych". Działania te są niemoralne niezależnie od tego, skąd czerpie się nasienie, w jaki sposób zostaje ono użyte do zapłodnienia jajeczka, jaką drogą dochodzi do implantacji i czy zabieg został uwieńczony sukcesem: to wszystko jest tylko techniką, której elementem staje się ciało człowieka, mężczyzny i kobiety, i tym samym proces inicjacji życia zostaje całkowicie oderwany od kontekstu personalistycznego, od środowiska unii małżeńskiej, której istota działania polega na bezinteresownym darze osoby, na podstawie przymierza z Bogiem, a nie przymierza z nauką. Ci, którzy przy pomocy specjalistów "wyhodowali" nowego człowieka (jakąkolwiek metodą, metoda nie gra roli), nie mają podstaw do używania tytułu rodziców, który jest dany wraz z posłannictwem, a nie na podstawie manipulacji. Jest to w gruncie rzeczy bardzo smutna "zabawa w rodziców", która zostawi im niewymazalny wyrzut sumienia do końca życia, ponieważ potraktowali nowego człowieka jako prywatną własność i jako załącznik do osobistego "szczęścia", a w gruncie rzeczy do karmienia własnego egoizmu.

3. Medycyna zgodnie ze swoją wewnętrzną logiką wspomaga człowieka w jego powrocie do stanu zbliżonego maksymalnie do normy (zdrowia), natomiast nie ma prawa do takich interwencji, które ignorują lub deformują naturę osoby ludzkiej lub zastępują człowieka protezą technologiczną. Dlatego w dziedzinie wspomagania płodności medycyna może zaproponować pomoc ułatwiającą przebieg naturalnego stosunku seksualnego w małżeństwie. Ułatwienie nie oznacza więc w żaden sposób zastąpienia, wyręczenia którejś ze stron w celu doprowadzenia do zapłodnienia.

4. Niekiedy miesza się dwa znaczenia pojęcia zapłodnienia: jako faktu biologicznego (zaistnienie zygoty w wyniku zespolenia jajeczka i jądra plemnika) oraz jako czynności wykonywanej przez człowieka (małżeństwo) lub na przykład jako proces pseudomedyczny zmierzający do "uzyskania" dziecka. Zapłodnienie w tym pierwszym znaczeniu jest wynikiem działania samej natury, tak stworzonej przez Boga i podległej Jemu w sposób bezwzględny. Zapłodnienie nie jest czynem człowieka ani jego dziełem, jest faktem danym człowiekowi z góry lub czymś zanegowanym z powodów wiadomych tylko Bogu. Człowiek nie występuje tu jako sprawca, czyli jako "autor" zapłodnienia; człowiek działa jako podmiot etyczny, to jest jako podmiot osobowy, rozporządzający sobą jako symbolem, znakiem widzialnym, wyrażającym więź z Bogiem. Istotę tego działania trzeba określić jako symboliczną, duchową, wyrażającą gotowość zjednoczenia się z wolą Boga w przyjęciu Jego daru.

:)