Odpowiedzi

Najlepsza Odpowiedź!
2010-02-27T01:12:59+01:00
Dożynki są zwyczajem, który w ostatnich latach wyjątkowo się rozprzestrzenia, rozrasta się do święta ludowego z jarmarkami, festynami. Z pewnością jest to duża atrakcja turystyczna.
Pozostałe obrzędy związane są z rokiem liturgicznym ludności wyznania rzymskokatolickiego oraz greckokatolickiego i prawosławnego. Niewielkie były różnice w sposobie obchodzenia tych świąt w wymienionych wyznaniach, różnił je głównie kalendar.

Przyjmuje się, że rok obrzędowy rozpoczynał się w okresie zimowego przesilenia słońca. Pierwszym ważnym świętem był dzień św. Łucji, na Łemkowszcyźnie zgodnie z kalendarzem juliańskim obchodzono wówczas św. Andrzeja.

Z nadejściem dnia św. Łucji (13 grudnia) rozpoczynano dokładne obserwacje pogody gdyż wierzono że każdy dzień do Bożego Narodzenia oznaczał kolejny miesiąc w roku następnym. Jaka pogoda była w danym dniu, takiej należało się spodziewać w odpowiadającym mu miesiącu w roku następnym.

W dzień św. Łucji gospodyni przygotowywała 12 surowych łupek cebuli. Każdej przypisywała jeden miesiąc i do każdej wsypywała sól. Następnie łupki te obserwowano, aż do Bożego Narodzenia. W której sól zamokła, ten miesiąc w nadchodzącym roku miał być deszczowy. Sucha sól w łupce zwiastowała pogodny i suchy miesiąc.

W dzień św. Łucji lub w dzień św. Katarzyny (25 listopada) ścinano gałązki wiśni i wstawiano do wody. Jeśli gałązka zakwitła w okresie Bożego Narodzenia zwiastowało to urodzaj w następnym roku.

Łemkowie ścinali gałązkę wiśni dla każdego domownika. Komu gałązka zakwitła na „Swiatyj Wieczer” czyli na Wigilię ten miał zapewnione szczęście, komu nie zakwitła, mógł obawiać się śmierci.

Przed świętami Bożego Narodzenia dbano także o wygląd domów. Oprócz choinki przygotowywano słomiane pająki bogato zdobione bibułkami i wieszane u powały. Dniem najbardziej obfitującym w różnorodne wróżby i zwyczaje była wigilia Bożego Narodzenia. Już o świcie po wsi wędrowali młodzi chłopcy tzw. pałaźnicy, którzy składali wierszowane życzenia.

W podziękowaniu za życzenia pałaźnicy otrzymywali najczęściej ciastka, jabłka lub jajka. Mieli przygotowane wózki, do których składali dary gospodarzy. Pałaźnicy byli mile widzianymi gośćmi .Bardzo ważne było, aby w dniu Wigilii dom odwiedzali mężczyźni, gdyż wizyta kobiety zwiastowała wszelkie nieszczęścia w nadchodzącym roku. W okolicach Jasła pojawienie się kobiety jako pierwszej zwiastowało urodzaj kokoszek w nadchodzącym roku, mężczyzny – kogutów.

Dzień Wigilii związany był z szeregiem zakazów i nakazów, wierzono bowiem że każda czynność i zachowanie w tym dniu może mieć pozytywne lub negatywne skutki w roku następnym, tj. może przynieść szczęście lub przeciwnie, sprowadzić nieszczęście. Dlatego też uważano, że w tym dniu nie wolno płakać, bo nadchodzący rok będzie obfitował w liczne przyczyny płaczu, a w zagrodzie zabraknie szczęścia. Nie wolno było się kłócić, aby nie kłócić się przez cały rok. Szczególnie pilnowano, aby dzieci były grzeczne i by nie musiano na nie krzyczeć, bo tak byłoby cały następny rok. Wszyscy zaś powinni wstać bardzo wcześnie, aby ochoty do wczesnej pobudki w nadchodzącym roku nikomu nie zabrakło.

W Wigilię nie należało niczego dawać ani pożyczać, aby nie wynieść z zagrody dostatku i szczęścia. Dobrze było natomiast uzyskać w tym dniu jakąś zapłatę, aby nie zabrakło pieniędzy w nadchodzącym roku.Wierzono, że niezamężne dziewczęta przez wykonywanie w tym dniu określonych czynności mogą zapewnić sobie wymarzonego męża.

Jeśli chciały, aby był pracowity, powinny uprząść chociaż kawałek nici. Dobrego męża miało także zapewnić, przestrzeganie w Wigilię ścisłego postu. Po wieczerzy dziewczęta nasłuchiwały, z której strony pies szczekał , bo stamtąd miał przyjść przyszły mąż. Rychłe zamążpójście zwiastowało też wyciągnięcie zielonego źdźbła siana spod obrusu po wieczerzy albo nabranie na łyżkę parzystej liczby bobalków podczas kolacji. W Wigilię gospodarz powinien zadbać o zapewnienie urodzaju w nadchodzącym roku. Wiązało się z tym mnóstwo wierzeń i przesądów np. obwiązywanie słomianymi powrósłami drzew w sadzie, aby dobrze obrodziły. Każdy gospodarz starał się jako pierwszy ściąć w lesie i przynieść do domu choinkę, bo to gwarantowało szczególne powodzenie i dobrobyt.

Zwyczaj związany z dekorowaniem drzewka pojawił się na Podkarpaciu na początku XX w. Początkowo choinkę, czyli wierzchołek jodły udekorowany kolorowymi bibułkami, orzechami, owocami, wieszano u powały. Nazywano ją podłaźnikiem. Zwyczaj ten wywodzi się prawdopodobnie ze znanego w całych Karpatach kultu drzew świętych. Później, ozdobioną w podobny sposób choinkę, zaczęto ustawiać w kącie izby . Ozdoby zależały od pomysłowości domowników. Wykonywano je ze słomy, papieru, owoców, warzyw.

Choinka nie była jedyną ozdobą izby w tym dniu. U powały wieszano słomiane pająki, obrazy zaś dekorowano gałązkami jedliny. Ponadto gospodarz przynosił snop zboża, który pozostawał w domu przez całe święta.

W Brzozowskiem w izbie stawiano także „dziada” – słomianą kukłę ubraną w męski strój. Centralnym punktem izby był oczywiście stół, także świątecznie udekorowany. Rozścielano na nim siano, przysypane czasem ziarnami zbóż, przykrywane następnie białym obrusem. Pod stołem często układano żelazne narzędzia, co miało zapewnić siłę domownikom i bydłu oraz bezpieczeństwo w gospodarstwie. W izbie, w której spożywano wigilijną wieczerzę, ustawiano maśnicę, aby każdy z biesiadników mógł przynajmniej kilka razy nią poruszyć. Miało to zapewnić obfitość mleka i sprawić, aby masło, w nadchodzącym roku szybko się robiło . W izbie rozścielano słomę, która pozostawała tam przez całe Święta Bożego Narodzenia.

Kolacja wigilijna rozpoczynała się wraz z pojawieniem się pierwszej gwiazdy na niebie. Przy stole zbierała się cała rodzina.

Liczba biesiadników była szczególnie istotna , bowiem nieparzysta wskazywała, iż w nadchodzącym roku ktoś umrze lub ktoś się narodzi. Tej kwestii dotyczyła także wróżba z liczby przygotowanych łyżek.

Jeśli gospodyni położyła na stole więcej łyżek, niż było biesiadników, wróżyło to narodziny kolejnego potomka w rodzinie, natomiast jeżeli zabrakło łyżek, jednego z biesiadników miała spotkać śmierć. Przez całą wieczerzę łyżki należało trzymać w dłoni, najlepiej pionowo, aby kręgosłup nie bolał od ciężkiej pracy w polu i żeby zboże się w następnym roku nie położyło, żeby dobrze było żąć

i kosić. Po skończonej kolacji gospodarz lub domownik, który zajmował się pasieniem bydła, związywał łyżki wszystkich biesiadników słomą lub sianem, aby w nadchodzącym roku bydło na pastwisku trzymało się razem i nie wchodziło „w szkodę”. Gdy zaczynało się zmierzchać domownicy szli nad rzekę, aby umyć się w przerębli, co gwarantowało zdrowie w przyszłym roku. Wigilijna kolacja rozpoczynała się od modlitwy i dzielenia się opłatkiem. Opłatki układano na stole, w miejscu, gdzie stawiano miski z potrawami. Jeżeli opłatek przykleił się do miski z jakąś wigilijną potrawą, wróżyło to urodzaj składników, z których została wykonana. Opłatek w kolorze czerwonym lub różowym przeznaczony był dla zwierząt. Otrzymywały go one od gospodarza po wieczerzy. U Łemków i Bojków szczególne znaczenie miał chleb zwany „kraczun” lub „krajczun”, pieczony z mąki ze wszystkich zebranych rodzajów zbóż uprawianych w gospodarstwie, aby urodziły się w nadchodzącym roku. W czasie pieczenia karczuna kobiety podskakiwały aby pięknie wyrósł. Do tradycji należało także pieczenie trzech małych chlebów tzw. „połaznyków” jeden był dla bydła, drugi dla połaźnika, trzeci zapasowy. Na środku bochenka robiło się wgłębienie obsypane mąką pod główkę czosnku. Na Podkarpaciu funkcjonuje zwyczaj przygotowywania dwunastu wigilijnych potraw postnych wykonanych z tego, co zebrano w polu i w lesie, co złowiono w rzece. w tym dniu nie spożywa się mięsa. Pierwszą potrawą, którą spożywano na wigilijnej wieczerzy był czosnek z solą i pieczywem, chlebem lub bułką pszenną, zwaną struclą. Czosnek miał ochronić biesiadników przed chorobami. Funkcjonowały też zapewne pradawne wierzenia związane z magicznymi właściwościami czosnku, dotyczącymi ochrony przed złem. Potrawami podawanymi najczęściej na wigilijnych stołach były: pierogi z ziemniakami, z kapustą i grzybami, czerwony barszcz z uszkami z nadzieniem grzybowym, gołąbki z kaszą gryczaną, kapusta z fasolą, groch, fasola ze śliwkami, kutia, bobalki, czyli paluszki z makiem i bakaliami, smażone ryby. Z potrawami, także były związane różnorodne wróżby. Np. spożywając groch, biesiadnicy łapali się za włosy, namawiając „do grochu”. Wierzono, że wówczas groch się urodzi. W tę noc spano na grochowiance, aby mieć potomstwo

z pięknymi kręconymi włosami. Kutię podrzucał gospodarz na łyżce do powały. Ile ziaren się przykleiło tyle kóp pszenicy miało być w polu. Bardzo ważne było, aby przynajmniej spróbować każdej potrawy, by nie być pozbawionym jakiejś przyjemności w nadchodzącym roku. Po kolacji rozwiązywano snop słomy i gospodyni siadała na niej, aby w przyszłym roku kwoki chętnie wysiadywały kurczęta.

Po wieczerzy gospodarz zanosił, wraz z opłatkiem, resztki jedzenia bydłu i innym zwierzętom domowym. Następnie domownicy przygotowywali się do pasterki. w tym czasie rozpoczynało się także śpiewanie kolęd przez całą rodzinę.

Noc wigilijna wbrew temu, co mówi kolęda wcale nie była cicha. Należało przez hałasy wypędzić ugoszczone dusze na kolacji. Dlatego uderzano w garnki, by hałasować jak najgłośniej.

Dzień Bożego Narodzenia, uważany powszechnie za najważniejsze święto rodzinne, spędzany był wyłącznie w gronie rodziny. w tym dniu nie odwiedzano sąsiadów, nie wykonywano żadnych prac w gospodarstwie, bo groziło to nieszczęściem, które mogło spotkać całą rodzinę. Niektórzy pamiętają, jak kiedyś bardzo uważano, aby w tym dniu nie dotykać słomy ani siana, aby nie zapaliły się one w przyszłym roku. Gwarancją urodzaju i dobrobytu był mroźny, jasny dzień Bożego Narodzenia.

W dzień św. Szczepana należało przede wszystkim pamiętać o zabraniu ze sobą do kościoła owsa, którym obsypywano się tuż po święceniu, zachowując jednak część do czasów siewu , aby po zmieszaniu go z pozostałym ziarnem, zapewnić urodzaj. W dniu tym należało także uprzątnąć izbę, w której spożywano wieczerzę wigilijną. Słomę i siano zanoszono bydłu do zjedzenia, bo miało to dać ochronę przed chorobami.

Święta Bożego Narodzenia były nieodłącznie związane z kolędnikami, przebierańcami i „chodzeniem z szopką”. Funkcjonowały wszystkie te rodzaje grup kolędujących, wędrujących po domach od Bożego Narodzenia do Trzech Króli. Przebierańcy to chłopcy z maskami na twarzach, ubrani najczęściej w kożuchy przypominające zwierzęta, bo odwrócone włosem na zewnątrz. Chłopcom tym towarzyszyły zazwyczaj postacie dziada, baby, Żyda, Cyganki.

Żyd zbierał pieniądze, dziadowi dawano pszenicę, cyganki zbierały jajka.

Na Podkarpaciu do dziś chodzą kolędnicy z gwiazdą. Gwiazda, mająca symbolizować gwiazdę betlejemską, była wykonana z drzewa i papieru, a umocowana na drągu. Taka konstrukcja umożliwiała jej obracanie, ręką lub korbą. Wewnątrz zazwyczaj umieszczano paląca się świecę. w takiej grupie kolędniczej często znajdowały się postacie jasełkowe np. anioły, śmierć, diabeł, Herod itp.

Nowy Rok rozpoczynał się od składania życzeń, najlepiej przez chłopców. Podobnie jak w Wigilię, złą wróżbą były odwiedziny kobiety, jako pierwszej. Dlatego od wczesnego rana po wsi chodzili chłopcy składając wierszowane życzenia np.

Okres Świąt Bożego Narodzenia kończył się 6 stycznia w Święto Trzech Króli. Święcono wówczas w kościele kredę, jałowiec i wodę, którą kropiono obejście, aby opływało we wszelkie dostatki.

U Łemków ważnym dniem, pełnym wróżb i tajemnych znaczeń jest tzw. „Szczedryj Weczer”, czyli wigilia święta Jordanu. W tym dniu obowiązywał post, podobnie jak w wigilię Bożego Narodzenia myto się w potoku, przyrządzano i jedzono podobne potrawy. Gospodynie wypiekały połaźniki z ząbkami czosnku. Każda z nich piekła ich tyle ile miała krów w oborze. Potem gospodarz dzielił się tymi połaźnikami z krowami, uważając aby każda dostała kawałek, w którym znajdował się czosnek. W wigilię Jordanu chłopcy przynosili z lasu leszczynowe kije, potem wiązali je i chodzili z nimi po wsi składając życzenia. Gospodynie zabierały po jednym kiju, który miał gwarantować, że w gospodarstwie będą rodziły się byczki. Tym kijem popędzano bydło podczas pierwszego wiosennego wypasu, robiono z nich krzyżyki przybijane w stajni, aby chroniły bydło przed czarami.

W dzień Jordanu wszyscy szli na nabożeństwo do cerkwi. Po jego zakończeniu uroczysta procesja pod przewodnictwem księży w szatach liturgicznych udawała się nad rzekę. O tej porze roku potoki i rzeki najczęściej były skute lodem. Wyrąbywano więc przerębel w kształcie krzyża. Obok ustawiano stół przykryty białym obrusem. Ksiądz święcił wodę w tej przerębli zanurzając w niej drewniany rzeźbiony krzyż i trójramienny świecznik. Po tych obrzędach woda w rzece stawała się woda jordańską. Wszyscy uczestnicy procesji nabierali ja do naczyń, pili prosto z przerębli, obmywali nią twarze. Następnie jak najszybciej udawali się do domu, aby go poświęcić i wypędzić złe duchy. Wodę jordańską zachowywano także jako lekarstwo . W następnym tygodniu, w rzece ani w wodzie z niej przyniesionej nie można było prać, natomiast poiło się tam bydło i konie.

Od Bożego Narodzenia rozpoczyna się karnawał, który trwa do środy popielcowej. Nazwa pochodzi od łacińskich słów i oznacza rozstawanie się z mięsem. Podobnie jak w innych regionach, był to okres zabaw, tańców, które nasilały się w tzw. ostatki lub zapusty, czyli okres od tłustego czwartku do środy popielcowej.


Może być?