Odpowiedzi

Najlepsza Odpowiedź!
2010-02-27T18:56:21+01:00
Pewnego bardzo słonecznego dnia wybrałem się na spacer. Miałem iść do latarni, lecz pomyślałem, że na pewno nic się tam nie wydarzy. Myślałem tak, ponieważ odkąd jestem latarnikiem, nie stało się nic, co by wzbudziło moje zaciekawienie.
Kiedy podążałem piaskową ścieżką, spotkałem swojego kolegę Karola. Był bardzo zdziwiony tym, że nie jestem w latarni. Wytłumaczyłem mu powód mojej nieobecności na stanowisku pracy i zaczęliśmy rozmawiać. Nagle zrobiło mu się smutno - musiał już iść, bo się bardzo śpieszył. Ruszyłem więc dalej i pomyślałem, może to ten dzień. Rozpromieniłem się i poszedłem do latarni. Siedziałem na krześle, podziwiając błękitne, głębokie, rozpromienione światłem słonecznym morze.

W pewnym momencie zauważyłem, że łodzią płynie dwoje ludzi, mężczyzna i kobieta. Niewiasta wołała o pomoc. Byli bardzo przestraszeni. Za nimi unosiła się wielka fala. Krzyczeli "Pomocy! Pomóżcie nam!". Szybko podszedłem do ściany i pociągnąłem za dźwignię. Latarnia dała znak, że coś się dzieje, Nagle dziesięciu osobników, rzuciło się do pomocy. Fala była coraz bliżej. Już myślałem, że będzie za późno ale... Wtedy zobaczyłem pustą łódź, łzy poleciały mi po policzku. Po chwili ze zdziwieniem usłyszałem stukanie do drzwi. Otworzyły się, a w nich stanęła para z łodzi. Przyszli ,aby mi podziękować za pomoc. Bardzo się ucieszyłem, że żyją.

Za oknem zrobił się mrok i postanowiłem pójść do domu. Ten dzień był bardzo ciekawy, ale i także drastyczny w obawie o ludzi na łodzi. Muszę przyznać, że moje marzenie się spełniło.



To jest bezbłędnie bo miałam to nawet sprawdzone :) (przez nauczyciela) ;p