Odpowiedzi

2009-10-18T19:57:49+02:00
Samotność bogów, cóż to za tytuł dla powieści adresowanej do młodzieży? - pomyślałem, biorąc do ręki najnowszą powieść Doroty Terakowskiej. "Dobry tytuł" - pomyślałem, odkładając książkę.
Między sceptycyzmem a sporym podziwem - tak właśnie przebiegało moje (przyznaję, że pierwsze) spotkanie z twórczością autorki, której nazwisko kojarzyłem dotąd raczej z dziennikarstwem niż z literaturą. Tak - ośmielam się sądzić - przebiega wiele spotkań z twórczością dla młodzieży, typem pisarstwa niezwykle trudnego (bo nadążyć za przemianami wrażliwości dorastającego człowieka, zwłaszcza dzisiaj, jest po prostu trudno) i zarazem bardzo ważnego (bo tylko w młodym wieku można wdrożyć kogoś do życia książkowego). Zarazem jest to pisarstwo niedoceniane. Piszący dla młodzieży to jakby artysta minorum gentium, drugiej rangi, pośledniejszy. Bardzo nielicznym autorom udało się wyłamać z tej reguły, kilku polskim i europejskim klasykom, Małgorzacie Musierowicz, wiadomo, a najpewniej tym, którzy oprócz twórczości młodzieżowej i dziecięcej uprawiają także twórczość całkiem dorosłą. Tym ostatnim owa twórczość przydaje ciepła, nie blasku, jest jednak miłym dopełnieniem wysiłków poważnych, zasługujących na pełnię szacunku.
Tymczasem z pisarstwem młodzieżowym jest zapewne tak, jak z science fiction: rozwija się na coraz rozleglejszym marginesie, o którym nieomal nic nie wiemy, według swoich własnych reguł. Kiedy wreszcie zdarzy się nam czasami na to terytorium odizolowane i tajemnicze zapędzić, popadamy niejednokrotnie w stan zauroczenia, jakiego się nie spodziewaliśmy nie tylko po "niepoważnej" książce, ale i - przede wszystkim - po sobie.
Samotność bogów Terakowskiej jest książką piękną, napisaną swobodnie, językiem czystym, dość misternie skomponowaną, przywodzącą na myśl Tolkiena i najlepsze tytuły Sapkowskiego, oraz mądrą, uczącą miłości do życia zwyczajnego i otwartości na niezwykłość. Czytelnik złakniony opowieści, a tym bardziej baśni, ktoś obeznany z konwencją fantasy, znajdzie tu ciekawą historię chłopca, a później mężczyzny, który został wybrany - wybrany przez bóstwo, starodawnego Światowida - by udał się w drogę, która zawiedzie go ku śmierci, ale i umocni dobro w świecie. Ta droga przecina czas: raz jesteśmy więc w wiosce - może jest to wioska środkowoeuropejska? - pośród ludu, który dopiero niedawno został nawrócony i tkwi jeszcze pomiędzy dawnymi wierzeniami w bogów, bożęta i pogańskie duchy, by za chwilę przenieść się w epokę nam współczesną, na salę operacyjną i obserwować rutynową - zdawałoby się - operację transplantacji serca. Potem znowu uczestniczymy w wydarzeniach, których bohaterką jest dziewczyna - zbawczyni swego kraju, spalona na stosie. A jeszcze później stajemy się świadkami dziejów Chrystusowych.
Chaos? Nieporządek? Nic z tego. Wszystkie te światy łączy postać Jona, głównego bohatera, wybrańca bogów, który otrzymał zadanie uczenia ludzi świętości, świętości i dobra, co nie mieszczą w żadnym kościele, nie są własnością jednej religii, nie wyrażają się jakimkolwiek dogmatem, lecz mieszkają w ludzkim sercu. Kochanie bogów jest bowiem miłością do człowieka, dlatego jest tak ważne.
Terakowska nie jest pisarką poczciwie naiwną. W jej powieści zło zostało zobrazowane w sposób przejmujący, ludzie często błądzą, życie składa się ze wzlotów i upadków, z ducha i ciała, ciała łaknącego i wystawionego na ból. Śmierć w świecie jej powieści istnieje, wszystko to jednak pozostaje ze sobą w harmonii tak długo, jak. człowiek potrafi kochać, czyli przekraczać siebie, czyli wstępować w sacrum, czyli wierzyć. Potrzeba wiary wyróżnia i uwzniośla człowieka. W rodzinnej wiosce Jona zamieszkują dwaj kapłani. Jeden - stary - rozumie, że najważniejszy w ludziach jest ów metafizyczny instynkt, nie zaś trzymanie się przez nich litery wiary, którą sam wyznaje i uosabia. Utrzymuje kontakty z miejscowym czarownikiem, nie szermuje oskarżeniami o pogaństwo, nie chce nikogo nawracać siłą ani strachem. Promieniuje dobrocią. Drugi - młody - jest fanatykiem nowego porządku, przywołuje widmo sądów i stosów, stara się wykorzenić wszelkie ślady dawnych wierzeń. Ale i on nie jest do końca zły, gdyż jego wiara - żarliwa i nienawistna - stanowi źródło siły potrzebne do budowy Cywilizacji. Terakowska daleka jest od myśli, że stan pierwotności lepszy jest od postępu nauki i technologii: wszak Światowid nie był bogiem miłosiernym, lecz okrutnym i krwiożerczym, a nowa wiara - przynajmniej do momentu zanim stalą się głównie instytucją ludzką - przyczynia się do powstania lepszego świata. Natomiast Terakowskiej wydaje się bliska myśl, że zło - także zło religijne - to nieomal za każdym razem wynik zadufania w ustalenia dotyczące świata, własnego w nim miejsca i stopnia jego rozpoznania, zamknięcie umysłu i serca, ciasnota, brak współczucia dla tego, co obce, brak świadomości, że poza tym, co widome i pod kontrolą rozumu rozpościera się niewyobrażalna dziedzina tajemniczości. Jej lekcja obiera więc za swój najważniejszy temat tolerancję i ciekawość.
Samotność bogów należy do gatunku prozy dydaktycznej, wprowadzającej czytelnika w obręb pewnych wartości podstawowych, podług których winien on kształtować swoje myśli i postępki. Epoki mają różne wizje owego kodeksu - o tym wie każdy, kto w szkole przerabiał nieśmiertelne zagadnienie pod nazwą "wzorce osobowe literatury - na przykład - średniowiecznej". Nasza epoka nie respektuje ponoć żadnego kodeksu, albo inaczej - odrzuca pojęcie kodeksu jako takiego, posądzając go o skłonności ciemiężycielskie w stosunku do jednostki. Terakowska nie usiłuje tego zmienić: wyposażona w konwencję współczesnej baśni uprawia parenezę bez kodeksu, etykę bez autorytetu, ufając - naiwnie? - sile wewnętrznej suwerenności człowieka, oraz jego pragnieniu wolności, które czasami wyraża się umiejętnością pogodzenia się z losem, a czasami gotowością do poświęcenia swego życia innym. Bo wolność idzie w parze z dobrem.
To są idee - oczywiście - obiegowe, nic w nich oryginalnego, ich słuszność bywa nawet nużąca. Gdyby więc nie walory opowieści, anegdoty, nastroju, Samotność bogów nie byłaby siebie warta. Tym bardziej, że dość trudno nakreślić portret jej adresata. Dla dziecka i nastolatka wydaje się nieco zbyt "antropologiczna" (Frazer, Mead, autorzy ceramowskiej serii dość często wyzierają spod powierzchni narracji, komplikując, ale schematyzując lekturę), na dorosłych może sprawić wrażenie zbyt naiwnej i uproszczonej. Tej trudności nie nastręcza wcześniejsza Córka czarownic, po którą sięgnąłem, by przekonać się, że stosują się do niej prawie wszystkie pochwały należne Samotności bogów, a nie ma zastosowania zarzut dotyczący niejasności portretu odbiorcy. Jest to powieść prostsza, zbudowana na zasadzie nizania kolejnych epizodów i nauk na osi życia dorastającej dziewczynki, która przygotowuje się, by dokonać wielkiego dzieła wyzwolenia swego narodu spod okupacji okrutnych najeźdźców. Córkę czarownic można by określić mianem "fantastycznej powieści o dojrzewaniu", albo jakoś inaczej - tylko po co? W jej istocie zawiera się bowiem i to, że wszelki dystans - na przykład chłodny dystans krytycznoliteracki - pozbawia ją czaru. Kiedy zaś ów czar nie działa, nie ma po co, ani po prostu nie da się jej czytać.


ych ...ale jak my CI mamy pomóc skoro nie przeczytałąś tego wiesz ja zawsze czytam lektury i dostaje 1-4 żal mi się xd
2009-10-18T20:00:59+02:00
Historia dzieje się w małej wiosce, gdzieś w głębi Puszczy w odległych czasach chrystianizacji. Ludzie oficjalnie przyjęli już Boga Dobroci, jednak pamięć o dawnych bogach, szczególnie o najsilniejszym z nich, Światowidzie, nazywanym teraz ze strachu Bezimiennym, żyja nadal - świadczy o tym przede wszystkim obecność w wiosce sędziwego Szamana obok szerzących w wiarę w Boga Dobroci "ludzi w długich sukniach". Główny bohater, Jon, podążając za głosem starego boga, wstępuje na przeznaczoną mu przez niego drogę. Odwiedzając różne światy - współczesność, czasy Chrystusa, spotyka Joannę D'Arc, a wszystko po to, żeby umożliwić Bezimiennemu godne odejście