Odpowiedzi

Najlepsza Odpowiedź!
2010-02-28T16:39:29+01:00
Na samym początku powiem trochę o sobie. Mam na imię Zuza i jestem blondynką z długimi, kręconymi włosami. Przeważnie mam je rozpuszczone i pozwalam im się samoistnie układać. Rzadko, kiedy, chyba tylko na jakieś imprezy, spędzam czas przed lustrem i modeluję jasne pasma. Do barwy włosów pasuje miodowy kolor moich oczu. Wszyscy uważają, że są one duże i przyciągają uwagę. Mam bardzo wysokie czoło i dlatego fryzjerka zrobiła mi specjalną grzywkę, aby moja twarz wyglądała bardziej symetrycznie. Kiedyś nosiłam okulary, jednak moja wada była niewielka i okulary szybko ją skorygowały. Jestem szczupła, ale mam szerokie biodra.
Nastał nowy, kwietniowy dzień. Leżałam spokojnie na miękkim łóżku. Chciałam jeszcze chwilę poleżeć. Wczoraj poszłam bardzo późno spać i nadal byłam śpiąca. Mam już szesnaście lat i niestety w szkole wymagają od nas coraz więcej. Nie należę do grupy najlepszych uczniów w klasie, ale również nie jestem najgorsza. Uczę się całkiem dobrze, a moje oceny są w porządku. Jednak muszę dużo czasu poświęcać na czytanie podręczników i przeglądania zeszytów, aby nie zaniżyć sobie stopni. Wczorajszy wieczór poświęciłam na historie. Nauczycielka zapowiedziała nam sprawdzian z kilkunastu długich rozdziałów. Notatek miałam niewiele, więc zmuszona byłam przeczytać wszystko z podręcznika. Ślęczałam nad książką do wpół do pierwszej. Uważam jednak, że się opłacało. W głowie mam większość dat i opisów postaci, które mogą wystąpić na sprawdzianie.
Wracając do dzisiaj. Poleżałam jeszcze pięć minut i wstałam. Przetarłam zaspane oczy i kilka razy przeciągnęłam się. Zabrałam ze sobą czyste ubrania i powolnym krokiem powlokłam się do łazienki. Jak na złość siedział w niej mój starszy brat. Walnęłam kilka razy w drzwi krzycząc, aby się pośpieszył. Adam, bo tak się nazywał, wyszedł z pomieszczenia. Spojrzał na mnie z wyrzutem. Lubiłam go, ale czasami potrafił mnie zdenerwować. Zgadzam się z faktem, że ma już siedemnaście lat i musi się ,,wyszykować’’. Cieszę się, że przywiązuje dużą wagę do swojego wyglądu i zapachu. Poznałam jego dziewczynę. Mogę przyznać, ze ma gust. Chodzi ona z nim do tego samego ogólniaka i tej samej klasy, co on. Poznali się na angielskim i od teraz są nierozłączni. Ma na imię Kasia i jest szczupłą szatynką. Nie dość, że jest ładna to ma jeszcze fajny charakter. Dogaduję się z nią jak z nikim innym. Cieszę się, ze będzie należeć do naszej rodziny.
Jak najszybciej zajęłam łazienkę. Przemyłam twarz lodowata wodą, aby rozbudzić się na dobre. Pomogło. Miałam mniej opuchnięte oczy i mniej zmęczoną twarz niż po przebudzeniu. W lusterku przyjrzałam się twarzy. Nie mogłam narzekać na swoją cerę. Była brzoskwiniowa i tylko niekiedy pojawiały się na niej jakieś niedoskonałości. Spojrzałam w swoje odbicie i uśmiechnęłam się do siebie. Tak zaczynałam każdy dzień. Taki jeden mały gest napawał mnie optymizmem na cały dzień.
Zaczęłam ubierać się w przyniesione ciuchy. Założyłam ciemne, dżinsowe rurki, a do tego białe stópki. Po chwili miałam na sobie długi, jasny, fioletowy top z nadrukiem i żółtą, krótką bluzę z kapturem. Bardzo lubiłam dopasowane ubrania. Wybiegłam w pośpiechu z łazienki i wpadłam do pokoju. Miałam dwadzieścia minut. Do szkoły jeździłam autobusem z najbliższego przystanku. Nie byłam bałaganiarzem, ale często zdarzało mi się czegoś długo szukać. Teraz zgubiłam gdzieś moje ulubione fioletowe trampki. Wyrzuciłam wszystkie buty, jakie miałam w szafce, ale zguby i tak nie znalazłam.
- Mamo! Nie widziałaś moich trampków?!- krzyknęłam.
Nagle w drzwiach pojawiła się moja mama- Agnieszka. Oparła się o framugę drzwi i pokiwała głową wzdychając ciężko. Uznałam, że to znak, iż zawsze coś gubię, ale za chwilę mama wyciągnęła zza pleców rękę, a w niej trzymała nowe buty.
- Gdzie były?- spytałam z niedowierzaniem.
- W korytarzu- odpowiedziała. Zostawiła mi je przy ścianie i wyszła.
Porwałam je, po czym założyłam na nogi. Trampki w rzeczywistości były fioletowe w żółte, drobne wzory. Te dwa kolory to mój ulubiony kontrast. Gdy tylko byłam w pełni ubrana zaczęłam szukać książek. Do czarno-niebieskiego plecaka włożyłam podręczniki i zeszyty. Była środa. Miałam tylko pięć lekcji, a jednak mój plecak był wypchany po brzegi. O mały włos, a zapomniałabym o rzeczach na WF.
To był znienawidzony przeze mnie przedmiot. Lubię sport i lubię ćwiczyć, a raczej lubiłam. Od kiedy do naszej szkoły przyszedł pan Paweł Gałązka chciałabym nie chodzić na wychowanie fizyczne. Powodem są zbyt duże wymagania nauczyciela. Umiem grać w siatkę, kosza, piłkę ręczną... Problemem są biegi. Mimo, że jestem szczupła to nie mam tyle siły, aby przebiec dany odcinek w tak krótkim czasie jak reszta. Zawsze jestem ostatnia i dostaję za bieg słabą ocenę. Jednak pan Gałązka nie rozumie, że nie każdy jest dobry w sprincie. Próbowałam mu to już kilka razy wytłumaczyć, ale za każdym razem grozi mi uwagą, więc milknę.
Dziś WF wypadał ostatni. Wychodziło na to, że humor zepsuje mi się dopiero po lekcjach. Zasunęłam plecak i zarzuciłam sobie na prawe ramię. Wyszłam z pokoju zamykając drzwi. Przez głowę przełożyłam czarno-białą torbę w drobny, kolorowy wzorek. Trzymałam w niej strój i buty na WF.
Po drodze wpadłam jeszcze do kuchni. Porwałam przygotowaną przez mamę kanapkę i powiedziałam, że wychodzę. Będąc w korytarzu założyłam jeszcze białą kurtkę i wyszłam z domu. Do autobusu miałam jakieś pięć minut drogi, a czasu do odjazdu autobusu całkiem sporo. Na przystanku spotykałam Patrycję- bardzo wysoką brunetkę o orzechowych oczach. Chodzi ze mną do klasy i jest całkiem dobrą kumpelą.
- Hej!- przywitałam się podbiegając do niej.
- Cześć!- pomachała mi ręką na przywitanie.
- Długo czekasz?- zapytałam widząc jak się trzęsie.
- Trochę. Wiesz musiałam jeszcze uciec przed siostrą…- obie się uśmiechnęłyśmy. Tak siostra Patrycji była nieznośna.
Stałyśmy tak kilka minut zanim nadjechała autobus. Było w nim o wiele cieplej niż na dworze, jednak tłoczno. Kilka moich znajomych było już w autobusie. Zaraz do nich podeszłyśmy i wdałyśmy się w rozmowę. Rzecz jasna dyskutowaliśmy na temat szkoły. Niektórzy narzekali na nauczyciela od matematyki, inni na nauczyciela chemii i jeszcze na inne osoby. Kilka osób poruszyło zupełnie inne tematy. Powoli robiło się nas coraz więcej.
Do autobusu wsiadł Oskar. Ten wysoki blondyn był najlepszy z WF. Można śmiało powiedzieć, ze należał do ulubieńców pana Gałązki. Od razu zaczął go wychwalać. Wtedy ja odsunęłam się bliżej drzwi, aby tego nie słyszeć. Często niektórzy dokuczali mi z powodu problemów z WF. Kpili, że nie potrafię chodzić, bo przecież na wychowaniu fizycznym też się chodzi. Czasami było mi ciężko i przykro, a łzy cisnęły się do oczu. Jednak nie płakałam. Jeśli już to zamykałam się w pokoju i dopiero tam dawałam upust swoim emocjom.
Kiedy miałam doła zatapiałam się pomiędzy słowami książek. To mnie uspokajało i pozwalało pomyśleć o czymś innym. Świat nabierał wtedy wesołych barw i czułam się lepiej. Wszyscy szykowali się do wyjścia. Gdy autobus zatrzymał się niedaleko szkoły wyszło mnóstwo ludzi. Tym samym w środku zrobiło się luźniej. Szłam wraz z Patrycją do szkoły. Usiadłyśmy na ławce w szatni. Zmieniłyśmy buty, w moim przypadku były to drugie trampki tyle, że żółte w fioletowe, drobne wzorki. Zostawiłyśmy kurtki w szatni i poszłyśmy na lekcje.
Pierwsza wypadała biologia. Byłam już pytana, więc nie bałam się tak bardzo. Nauczyłam się kilku ostatnich tematów, ale nie chciałam odpowiadać. Nauczycielka wzięła do odpowiedzi Darka i Dorotę. Zazwyczaj zwracała uwagę na datę. Dziś był piętnasty maja, więc wybrała numer piąty i piętnasty. Lekcja minęła spokojnie. Zapisałam krótką notatkę i pracę domową, aby po chwili wyjść na przerwę.
Teraz skierowałam się do dziesiątki, sali chemicznej. Na początku tego roku dali nam nową nauczycielkę chemii, która tłumaczyła nam zadania zupełnie inaczej niż poprzednia. Przez to z początku, przy powtórce materiału miałam drobne problemy, ale później poszło gładko. Następnie była matematyka. Minęła na rozwiązywaniu zadań.
Nadszedł czas historii. Trochę trzęsły mi się nogi. Nie lubiłam sprawdzianów z tego przedmiotu. Zawsze były u mnie jakieś niepełne wypowiedzi, lub pomyliłam się przy pisaniu daty. Wolałam odpowiadać. Na moje nieszczęście nauczycielka miała zły humor i zrobiła nam ten sprawdzian. Starałam się napisać wszystko tak jak było w książce, ale kilka rzeczy wyleciało mi z głowy. W każdym razie wolałam pisać z historii niż ćwiczyć na WF i narażać się na ciągłą krytykę.
W moim przypadku takie rzeczy są niemożliwe. Jak na przekór czwarta lekcja minęła w ekspresowym czasie i musiałam iść na lekcje pana Gałązki. Weszłam z niemrawą minią do szatni i założyłam czarne alladynki i białą obcisłą bluzkę. W naszej klasie było tylko dziesięć dziewczyn i szesnastu chłopaków. Na WF dzielili nas na dwie grupy, chłopców i dziewczyn. W czasie, gdy my miałyśmy wychowanie fizyczne to chłopacy mieli angielski lub informatykę, albo było na odwrót. Połączyli nas z inną trzecią gimnazjum i w sumie ćwiczyło nas dwadzieścia.
Po chwili zadzwonił dzwonek na lekcje. Tłumek najlepszych uczennic wybiegł z uśmiechem na hale. Tam wypatrywały pana Gałązki. Twierdzę, ze chciały mu się podlizać. Widocznie nie zastały go tam, bo zaraz wróciły do reszty. Stanęłyśmy przed drzwiami pokoju nauczycielskiego. Po chwili wyszedł stamtąd nauczyciel. Oznajmił nam, że robi nam zawody. Kazał dołączyć nam do innej klasy. Ustawiłyśmy się w szeregu. Nasz nauczyciel spojrzał na mnie surowo. Chciałam zapaść się pod ziemię. Są zawody, a przeze mnie, moja drużyna przegra.
Gdy tak stałam w rzędzie słyszałam jak dziewczyny stojące przede mną odliczały do czterech. Wychodziło na to, że będą cztery grupy, a ja należę do drugiej. Podeszłam do trzeciego pachołka i ustawiłam się jako trzecia. Wolałam stać na początku, aby inni mogli nadrobić.
- Jak myślisz, co teraz wymyśli? Spytała mnie Pati. Na szczęście byłyśmy w tej samej grupie.
- Coś, z czego na pewno jestem najgorsza- mruknęłam niewyraźnie.
- Nie martw się. Będę za Tobą i nikt nie będzie miał do Ciebie pretensji- pocieszyła mnie.
Taka właśnie była Patrycja. Zawsze wyrównywała, kiedy ja kiepsko pobiegłam.
- Jak już wiecie- odezwał się pan Gałązka- będą zawody. Chcę wytrenować każdego- tu spojrzał na mnie wymownie- na sportowca. Nie koniecznie takiego, który będzie zajmował pierwsze miejsca, bo tylko kilka osób ma zadatki na prawdziwego sportsmena- uśmiechnął się i puścił oczko do Emilii- najlepszej biegaczki w naszej grupie, a we mnie już się gotowało.- Ustawcie się w rzędzie. Pierwsza osoba zaczyna. Biegniecie po kolei do przodu, omijacie stojący przed wami pachołek i zawracacie!- wyjaśnił nam pierwsze zadanie.- Na mój gwizdek! Start!- rozległ się donośny gwizd, który potoczył się po sali gimnastycznej.
Pierwsza biegła Karolina, a po niej Klaudia. Zdobyłyśmy już prowadzenie. Klaudia już okrążała pachołek. Za chwilę miała być moja kolej. Trzęsły mi się nogi. Nie chciałam po raz kolejny zrobić z siebie pośmiewiska. Wystartowałam. Oczywiście już straciłyśmy prowadzenie. Słyszałam tylko jak pan Gałązka ,,cicho’’ komentuje mój bieg. Cały czas powtarzał, że już dawno byśmy wygrali i że powinnam dostać dwóję za to, że nie przykładam się do lekcji. Dobiegłam do mety, a za mną pobiegła Pati. Usiadłam pod ścianą i skryłam twarz w dłoniach. Byłam zmęczona. Może nie była do duża odległość, ale dla mnie to i tak za dużo…
- Zuza nie martw się. Już prowadzimy- moja przyjaciółka uśmiechnęła się do mnie.
Podniosłam twarz. Patrycja od razu zobaczyła, że chce mi się płakać. Nie zwracając na nic uwagi przytuliła mnie.
- Nie płacz. Nie ważne czy jesteś dobra z biegów czy nie. Dla mnie liczy się to, że jesteś najlepszą przyjaciółką na świecie.

# # #

Dziś już całkowicie zapomniałam o wczorajszej porażce. A wszystko dzięki panu Gałązce! Nie, nie pomyliłam się. Jako, że jest on naszym wychowawcą, a dziś mieliśmy godzinę wychowawczą, powiadamia nas o wszystkich organizowanych wycieczkach. Zaczęło się od tego, że siedziałam w ławce razem z Patrycją. Gadałyśmy jak najęte. O mały włos, a zostałybyśmy ukarane uwagą. Jednak zauważyłam, że nasz nauczyciel ma bardzo dobry humor. Podejrzewałam, że ma jakieś ciekawe wiadomości na mój temat, ale myliłam się.
- W naszej szkole ustalono, że macie za mało ruchu- oświadczył nam.- WF już nie wystarcza, abyście byli sprawni. W związku z tym, zorganizowaliśmy cotygodniowe wycieczki zamiast jednego WF. W tym tygodniu będziecie uczyć się jeździć na łyżwach na najbliższym lodowisku. Już was tak wytrenuję, że będziecie uprawiać jazdę figurową- uśmiechnął się patrząc na mnie, a ja odwzajemniłam uśmiech.
On przecież nie wie, że ja już potrafię jeździć. Kiedyś mama zapisała mnie na lekcje łyżwiarstwa, abym miała jakieś hobby. Spodobało mi się i już od ośmiu lat ćwiczę łyżwiarstwo.
- Proszę się nie cieszyć. Ktoś, kto nie umie biegać z trudem nauczy się jeździć na łyżwach- na jego twarzy pojawił się drwiący uśmieszek.
- Zobaczymy…- szepnęłam do siebie.

# # #

Nadszedł dzień pierwszego wyjazdu na lodowisko. Bez oporu wstałam z łóżka i zamiast stroju na WF do torby spakowałam moje wysłużone łyżwy. Wstałam przed Adamem i zajęłam łazienkę. Tak jak zwykle przemyłam twarz i przebrałam się. Zrobiłam sobie delikatny, ale mocniejszy niż zazwyczaj makijaż. Włosy związałam w kucyka tak, aby nie przeszkadzały mi w jeździe. Wyszłam z pomieszczenia mało, co nie waląc drzwiami brata w twarz. Nawrzeszczał na mnie, abym bardziej uważała i zamknął się w łazience. Zignorowałam to. Byłam za bardzo szczęśliwa, że odpłacę się Gałązce za wszystkie niemiłe słowa, które od niego usłyszałam.
Niemalże biegiem wyszłam z domu i znalazłam się na przystanku. Pati już tam na mnie czekała. Od razu rzuciła mi się na szyje i zobaczyłam tylko burzę czarnych włosów.
- Udusisz mnie- wydusiłam z siebie.
- Och przepraszam. Ale tak się cieszę, że dziś pan Gałązka zapłaci nam za wszystko.
- Ja też się cieszę, ale okazuję to w bardziej przyzwoity sposób- zdążyłam skończyć zanim obie wybuchnełyśmy gromkim śmiechem. Kilka osób zwróciło nam uwagę, ale się tym nie przejęłyśmy.
Długo rozmawiałyśmy. Nawet, kiedy wsiadłyśmy do autobusu nie przestałyśmy głośno rozmawiać. Nie dołączyłyśmy do reszty. Stanęłyśmy tuż przy drzwiach.
Tak się rozgadałyśmy, że zanim się zorientowałyśmy stałyśmy już przed szkołą. Tak jak w poprzednią środę miałam tylko pięć lekcji. Minęły one zasadniczo szybko i nadchodziła lekcja WF, a raczej jazdy na łyżwach. W szatni zostawiłam plecak z książkami, a zabrałam kurtkę i łyżwy. Jak zauważyłam tylko nieliczni przynieśli własne. Widać było, że dużo osób po raz pierwszy wejdzie na lód.
Dziwiłam się, że tak długo musiałam znosić sarkastyczne uwagi, a tu nagle, nauczyciele wpadają na świetny pomysł, który pozwala mi zemścić się na panu Gałązce. Nie tylko dziewczyny z naszej klasy jechały na lodowisko. Cała nasza klasa, czyli dwadzieścia-sześć osób, będzie uczyło się jazdy. W autokarze usiadłam naprzodzie razem z Patrycją.
- Nadal masz swoje pierwsze łyżwy?- spytała mnie Patrycja, która kiedyś, razem ze mną chodziła na lekcje jazdy.
- Tak- uśmiechnęłam się pod nosem.- Mama kupiła takie duże, że nadal na mnie pasują, a ty?
- Nie. Moje są już o dwa rozmiary za małe… Mam nowe. Dostałam na Boże Narodzenie. Wiesz… chyba wrócę do klubu…- powiedziała nieśmiało.
- Naprawdę?! To cudownie! Będziemy razem jeździć!- wykrzyczałam szczęśliwa.
- Ciszej!- syknęła na mnie, Pati.- Chyba nie chcesz zniszczyć niespodzianki…- puściła mi oczko.
- Jasne, że nie… ale bardzo się cieszę- odpowiedziałam szeptem.
- Wychodzimy!- pan Gałązka krzyknął każąc wszystkim umilknąć.- Niech nikt nie waży mi się zakładać łyżew zanim nie pozwolę!- krzyknął na nas po raz kolejny, a ja wywróciłam oczami.
Wszyscy wyszli rozglądając się ciekawie. Nic dziwnego. Byli tu po raz pierwszy. No oczywiście nie licząc mnie, ani Patrycji. To właśnie tu pierwszy raz założyłam łyżwy. Rozmarzyłam się. Wspomnienia powróciły. Tak się bałam postawić pierwszy krok na lodzie. Niestety nie dane było mi długo rozmyślać. Zaraz ruszyliśmy do przodu. Weszliśmy do wielkiego pomieszczenia. Każdy zajął miejsce na jednej z kilkunastu ławek. Usłyszałam strzępy rozmowy Emilii i Karoliny.
- Wiesz, ja już tyle razy jeździłam na łyżwach… nie potrzebuje się uczyć. Od razu pokaże naszemu panu Gałązce jak to dobrze jeżdżę- chwaliła się Emilia. Nie chciałam jej słuchać, ale najwidoczniej specjalnie rozmawiały tak głośno.
- Masz rację. Na pewno będziesz lepsza od Zuzy. Ona to pierwszy raz na oczy łyżwy będzie widzieć. W tym wypadku radziłabym jej nie wchodzić na lód. Jeszcze sobie coś zrobi… Biegać nie umie to jeździć tym bardziej- dziewczyny szydziły ze mnie, ale ja im jeszcze pokażę.
Odwróciłam wzrok i zajęłam się rozmową. Tylko czasami dosłyszałam pojedyncze słowa z ich wypowiedzi.
- Teraz proszę wypożyczyć łyżwy!- po chwili pojawił się pan Gałązka.- Pośpieszcie się i zakładajcie je tu na nogi. Buty zostawcie w szatni.
Szybko zdjęłam trampki i odstawiłam je na bok. Założyłam długie, białe skarpetki. Zazwyczaj nosiłam stópki, ale teraz potrzebowałam uniknąć obtartych kostek. Włożyłam na nogi białe łyżwy i zapięłam je. Poczekałam, aż Pati też zapnie łyżwy i wstałam. Skierowałyśmy się do szatni i zostawiłyśmy buty.
Pan gałązka kazał nam czekać przed wejściem na lód. Popędziłyśmy ,,biegiem’’, o ile poruszanie się na łyżwach, można tak nazwać i czekałyśmy z numerkiem przed wejściem. Minęło sporo czasu zanim dołączyła do nas reszta. Nikt nie umiał poruszać się tak zwinnie jak my i żadna osoba nie znała tego miejsca. Wszyscy błądzili zanim znaleźli właściwe miejsce.
- Będziecie wpuszczani po kolei- oświadczyła nam jakaś chuda kobieta około czterdziestki o krótkich, czerwono-rudych włosach.
- Bilet- poprosiła, kiedy do niej podeszłam. Podałam jej, a ona rozerwała go na pól i wyrzuciła pozwalając wejść na lód.
Poczułam się w swoim żywiole. Tak samo jak Patrycja. Zrobiłyśmy kilka rundek dookoła. Była to nasza standardowa rozgrzewka przed treningami. Cała nasza grupa rozpoczynała trzymając się barierek. Zauważyłam, że pan Gałązka nie wszedł na lód. Natychmiast podjechałam do miejsca gdzie stał nauczyciel.
- Czemu pan nie wchodzi na lód? Musi nas pan nauczyć jeździć- zauważyłam starając się zachować powagę.
- Tak, tak, ale na razie musicie się rozgrzać- odpowiedział mi sucho, po czym odszedł.
Zdziwiłam się. Postawa pana Gałązki była strasznie dziwna. Uwielbiał prawić nam morały, a jeszcze bardzie pokazywać jak poprawnie wykonać ćwiczenie.
- Hej! Zuza chodź! Nie stój tam tak!- Patrycja wołała do mnie z drugiego krańca lodowiska. Zawróciłam w jej kierunku.
- Co chcesz?- zapytałam kąśliwie. Chciałam chwile pomyśleć. Pati zaperzyła się.
- Ustawić się w szeregu!- nakazał nam pan Gałązka nie powalając mi porozmawiać z Patrycją. Zdziwiłam się, że wszedł na lód. Widać, ze jeździł całkiem dobrze.- Odliczyć do czterech!- szybko przesunęłam się kilka miejsc w lewo, aby być w jednej grupie z przyjaciółką.
- Jeden!- krzyknęła i podeszłam do Pati.- Jesteśmy razem- uśmiechnęłam się podle.- Teraz się zemścimy.
- Nareszcie…
Pan gałązka wytłumaczył nam, co mamy zrobić. Nie musiałam słuchać jego całego wywodu. Wiedziałam to wszystko już od dawna. Stanęłam na końcu. Nawet Patrycja zgodziła się ze mną, że jestem od niej ciut lepsza. ,, Przecież chodziłaś na naukę jazdy dłużej ode mnie’’- tłumaczyła mi. Kilku dziewczynom to się nie spodobało. Uważały, że dzięki mnie przegrają, ale pozwoliły mi się na własnej skórze o tym przekonać.
Na gwizdek pana Gałązki cztery dziewczyny wystartowały. Martyna, która był w naszej grupie przewróciła się już na starcie i nie mogła się podnieść. Podjechałam do niej i pomogłam wstać. Potem dałam kilka wskazówek jak ma jechać i czekałam na swoją kolej. Byliśmy drudzy. Wyprzedzały nas jedynie czwórki, ale aż o dwóch zawodników. Po chwili różnica była większa. W mojej grupie zostałyśmy jeszcze we trzy. Ja, Patrycja i Karolina. Karolina przejechała na łyżwach cały odcinek bez przewrócenie się. Nawet, jeżeli jechała wolno to w grupie czwartej Paweł przewrócił się aż pięć razy, a potem nie mógł stanąć na lodzie. Ostatnim ratunkiem dla nas byłyśmy my, doświadczone łyżwiarki. Pati szybko przejechała cały dystans w te i z powrotem nadrabiając zaległości. Wtedy wystartowałam ja. Jechałam szybko, a nawet bardzo szybko. Każdy szeptał coś do siebie i pokazywał mnie palcami, a pan Gałązka nie mógł mi niczego zarzucić. Jedyną szansą, abyśmy wygrali był upadek Adama. Jak zaobserwowałam umiał jeździć na łyżwach, ale nie za specjalnie. Dojechałam do barierek i zakręciłam. Musiałam go wyprzedzić, ale nie wiedziałam jak. Słyszałam tylko okrzyki w stylu: ,, Zuza dawaj!’’ albo ,,Jesteś świetna’’. Zatopiłam się w tych miłych słowach i dodałam gazu. Sama nie wiem, kiedy znalazłam się na mecie, a dookoła mnie stał tłumek uczniów. Wszyscy gratulowali mi świetnej jazdy i wypytywali, kto mnie tego nauczył. Długo to nie trwało, bo pan Gałązka kazał się ustawić do drugiego zadania. Które tak jak reszta minęło jak pierwsze. Zdobyliśmy najwięcej punktów. Wtedy wpadłam na genialny pomysł.
- Pati!- krzyknęłam, aby podeszła.- Mam pomysł. Trzeba namówić nauczycieli na podobne zawody jak nasze. Widzisz, pan Gałązka nie jest świetnym łyżwiarzem… Troszkę się ponabijamy.
- Super- ucieszyła się szczerze… - Jak myślisz inni nauczycie WF się zgodzą? Może jazda na czas?- podsunęła.
- Jasne- puściłam jej oczko.- Pora im to zaproponować.
Rozdzieliłyśmy się. Ja poszłam do pani Beaty, zawsze zapominam jej nazwiska, a Patrycja do pana Piotra Adamczyka. Pani Beata powiedziała, że to świetny pomysł i od razu przekonała do tego resztę. Pan Gałązka, z nietęgą miną zgodził się wziąć udział w wyścigach. Jako, że razem z Patrycją wpadłyśmy na ten pomysł zostałyśmy sędziami. Lodowisko było duże, więc rozstawiłyśmy siódemkę nauczycieli w jednym rzędzie w odległościach przynajmniej metra od siebie, aby sobie nie przeszkadzali i omówiłyśmy zasady. Na nasz start wszyscy ruszyli. Pani Beata prowadziła. Widać było, że kiedyś uczyła się łyżwiarstwa. Pan Gałązka był ostatni, więc zaczęłyśmy naszą słodką zemstę.
- Proszę pana szybciej! Nie chce pan chyba być ostatni!- krzyknęłam.
- Jeszcze może pan wygrać! Proszę przyśpieszyć!- pomagała mi Patrycja.
- Pokaże panu jak się jeździ!- rzuciłam i podjechałam do niego.- Proszę patrzeć. Prawa lewa, prawa lewa, prawa lewa i tak dalej, ale szybko!- dodałam uciekając do przyjaciółki.
- Jak myślisz to go czegoś nauczy?- spytałam patrząc w iskrzące z radości oczy Pati.
- No jasne. Patrz tylko- wskazała mi ręką na pana Gałązkę.
- Teraz tyłem proszę pana!- krzyknęłam. Inaczej zacznie pan od nowa.
- Ale… ja… już nie.. nie mogę!- wydusił na tyle głośno, aby wszyscy go usłyszeli.
- Trzeba to umieć!- oznajmiłam mu z powaga.- Inaczej zostanie pan zdyskwalifikowany!
Jeszcze długo mogłyśmy dogryzać naszemu nauczycielowi. W połowie był tak zmęczony, że o mało co, a by się wywrócił. Kiedy udało mu się dotrzeć do mety natychmiast zdjął łyżwy i rzucił nam piorunujące spojrzenie.
- Zrobiłyście to specjalnie!- syknął nam prosto w twarz.
- Chciałyśmy pana nauczyć, że należy wymagać tego, co można otrzymać. Odpłaciłyśmy się pięknym za nadobne- uśmiechnęłyśmy się szeroko do nauczyciela. Cieszyłyśmy się, że wreszcie czegoś nauczyłyśmy pana Gałązkę.

# # #

I rzeczywiście. Pan Gałązka nie wymagał już ode mnie tego, co zawsze. Można powiedzieć, że posłuchał naszej wskazówki i uspokoił się. Jeżeli coś mi nie wychodziło ignorował to. Nie zwracał nawet uwagi na to, że się przewróciłam lub najdłużej biegłam. Można uznać, ze zaczął mnie szanować. Stosunek innych osób z klasy również się zmienił. Nie jestem już dobrą kumpelą na każdej lekcji oprócz WF. Można powiedzieć, ze ludzie do mnie lgnął. Nie zależy im na wygranej w zawodach, albo olimpiadzie. Ważne, że jestem, jaka jestem.

_________________________________________________________
Można sobie skrócić w razie czego, a jak nie, to wydrukować, jeśli można ^^. Sama to pisałam, więc prawa autorskie zastrzeżone xDD
2 2 2