Odpowiedzi

2009-10-19T18:01:33+02:00
- Nie wiem jak mogliśmy dać się namówić
- Teraz nie wiesz? Szkoda, że wiedziałeś kiedy wpadli na ten głupi pomysł
- Tez mogłeś zareagować.
- Sprzeczamy się jak jakieś dzieci...Trzeba poszukać drogi powrotnej
- Też na to wpadłem - Miłosz usiadł.
- No świetnie.. ruszanie głową ci nie wychodzi, ale tyłek mógłbyś ruszyć. Do cholery jest noc, nie chce spędzić w tym lesie ani sekundy dłużej.
- A idź, nie musze za tobą wszędzie chodzić.
Oddalałem się coraz bardziej. Miłosz chyba za mną nie szedł. Jeden głupi obóz z bandą szczeniaków bez opieki i już musi nam przyjść coś do głowy. Boże! gdzie ja mam mózg. Jak stąd wyjde to przysięgam resztę wakacji spędze w domu. Miłosz dogonił mnie po kilku minutach, był zdyszany.
- Razem w to wdepliśmy i razem z tego wyjdziemy...
- No i nareszcie jakiś postęp...Dobra teraz trzeba pomyśleć rano byliśmy w obozie to niedaleko tych domków letniskowych
- Nie wiem czy domki Cię zadowolą Kuba ale chyba widziałem jakieś ruiny niedaleko miejsca gdzie się rozstaliśmy.
- Jakie ruiny
- Nie wiem...No ruiny, sterta kamieni bezsensownie poukładanych na sobie
- No podaj mi definicje budowy domu jeszcze..- załamany ruszyłem przed siebie. Miłosz to mój kumpel ale jego filozofia ostatnio bardzo źle na mnie działa. Miałem znaleźć głupi korzeń, a teraz jestem w tym lesie z chłopakiem, do którego nie dociera fakt, iż jesteśmy w lesie w środku nocy.
- O cholera!
- No mówiłem, że ruiny - odpowiedział dość władczo
- Ruiny? stary, jeśli dla ciebie Titanic do łódka to ja sie nie dziwie, że to... TO są ruiny?
- Jak zwał tak zwał filozofie... co robimy? jestem głodny. - Boże jak on mnie denerwował. Idzie i narzeka... potem zatrzymuje sie robiąc bunt przez kilka minut. Co za człowiek. Faktycznie, stał tam zamek, z daleka przypominający ruiny. Dość zniszczony, Ciemne poszarzałe kamienie, z których był zbudowany nadawały mu grozy. Przeszedł mnie dreszcz.
- Miłosz wchodzimy?
- Chyba jesteś chory? Totalnie oszalałeś!- Nie słuchałem go, śmiało ruszyłem przed siebie. Stare drzwi, stary budynek w środku lasu haha, to dopiero dobre jak z horroru.- Kuuba! bądź człowiekiem, chodźmy stąd
- nie marudź stary... chyba nie chcesz spać w tym lesie do rana, nie myślałeś o wilkach i jadowitych pająkach
- Co tak stoisz, wchodź do środka.
To okrutne, sposób w jaki przekonywałem go do swoich racji. Strach zawsze popychał go do dziwnych rozwiązań skomplikowanych sytuacji, ale tym razem ja sam myślałem, że robie źle. Weszliśmy do środka było strasznie ciemno i śmierdziało... czymś jakby wilgocią i rozkładającym się jogurtem.
- Myslisz, że jestesmy tu bezpieczni? - zapytał Miłosz.
- Na pewno bardziej niż tam. -Nie wiedziałem dlaczego szedlem przed siebie, ale z każdym krokiem czułem to dziwne uczucie przeszywające całe moje ciało. To nie był strach... chyba nie był, nie miałem, nie mieliśmy, się czego bać a przynajmniej modliłem się aby tak było
- Kuba mam złe przeczucia..
- Miłosz przestań panikować, nic sie nie dzieje
- Jasne.. zawsze tak mówisz a potem w coś się ładujemy. -Niestety tym razem miał racje. Sam nie wiedziałem co robie. Księżyc wpadający przez wielkie stare okna rozświetlał mroczny pokój. Nie pamiętam nawet czy był duży czy mały ten cały... budynek, jeśli można go tak nazwać.
- Ale fajny kotek -Miłosz uradowany podszedł do wielkiego obrazu. Był na nim wielki kot siedzący na kolanach przerażającej dziewczynki. Nie wiem ile miała lat trudno określić ale miała coś w oczach, nie chciałbym jej spotkać na żywo.
- Witajcie chłopcy -Cienki głos przeszył mnie jak strzała.- Cóż was do mnie sprowadza?
W progu stała dziewczyna, inna niż z obrazu. Troche wyższa, chyba w naszym wieku, miała z 17 lat. Popatrzyła na nas podejrzliwie, jej oczy promianiały jak widać widok przerażonych zagubionych obozowiczów bardzo jej się podobał.
- Zgubiliśmy się -odparłem śmiało- jesteśmy z pobliskiego obozu, rano wyszliśmy w ramach zakładu szukać korzeni na jakiś wywar, no i zabłądziliśmy, tak dotarlismy tu, a ty?
- a ja... hmm- dziewczyna przechadzała się po pokoju przybliżając się do nas. Spojrzałem na Miłosza, miał dziwny wyraz twarzy, jakby rozpalała go gorączka, coś jak przy grypie.
- Miłosz-odparłem, - stary, co jest? chyba musimy już iść. - Nie drgnął stał rozdygotany i patrzył na nią, ona zaś roześmiała się. Odwróciłem sie do niego.
- Jakubie... czego sie obawiasz
- Skąd znasz moje imie?
- Twoje, twojego kolegi Miłosza... bardzo dużo wiem
- To jest coraz bardziej dziwne, spadamy stąd - Podszedłem do niego, był jak transie, nie kontaktował. Potrząsnąłem nim, dalej nic. Patrzył otępiale w moje oczy.
- Nadal uważasz, że nie ma się czego bać? że to tylko horror?
- Skąd... zaraz, skąd do cholery wiesz co pomyślałem wchodząc tu?- Uśmiechała się, bardzo ładnie na swój sposób. Miała coś w sobie.
- Ludzie cały czas powtarzają sobie, że nie ma się czego bać -była już bardzo blisko mnie, praktycznie nasze nosy zetkneły się. - Wiesz Jakubie...czasami ludzie są w błędzie.- W tym momencie jej dłoń powędrowała na mój kark przyciągając zarazem do siebie moją szyje. Jej cudowne usta w ułamku sekundy musnęły mój policzek, a zęby zatopiły się w szyi. W głowie tylko jedna myśl, przewijała się jak dziki zwierz w klatce - to nie może być prawda, to jakieś żarty. Miłosz popatrzył na mnie, potem na dziewczyne która przyciskając mnie do ściany coraz mocniej podduszała mnie a ja nie mogłem zrozumieć.
Nagle usłyszałem huk, dziewczyna odsunęła się od mojej szyi i spojrzała mi w oczy. Nie wyglądała już tak pięknie, po jej brodzie ściekała krew, Miłosz widząc to uśmiechnął się.
- Widzisz...mówiłem, że działasz zbyt pochopnie - byłem zbyt zdezorientowany żeby odpowiedzieć. -Baardzo dobrze znam to miejsce...znamy to miejsce. To nasz dom. Mój i mojej siostry. Widzisz Kuba, kiedy ty kpiłeś sobie z ludzi takich jak my, ja układałem plan jak udowodnisz się, że się mylisz.
- Jesteście wampirami? -spytałem przerażony. Dziewczyna wybuchneła śmiechem, spojrzała na mnie
- Jesteś słodki, a zaraz taki głupiutki. Nie myslałam, że tacy duzi chłopcy wierzą w wampiry i inne stwory, ale odpowiadając na twoje pytanie, nie. Nie jesteśmy wampirami
- Nie rozumiem, nic nie rozumiem - chciałem odejść lecz dziewczyna przylgneła do mnie. -Miłosz o co tu chodzi, stary co ty robisz?
Zaśmiał się szyderczo.
- Nadal nie rozumiesz?
- Nie
- Ja niestety Ci nie pomogę
Nagle w ciągu ułamku sekundy Miłosz spojrzał mi głęboko w oczy, uśmiechnął się. Nie normalnie, nawet nie szyderczo... był ot przerażający uśmiech i bardzo jasno przekazał mi co się teraz ze mną stanie.
- Miło było Cię poznać Jakubie - dziewczyna posłała mi okrutne spojrzenie i zatopiła zęby w mojej szyi, poraz kolejny... Nagle straciłem widoczność. Nic nie widziałem, rozglądałem się i czułem cały mokry, coś jak zimny pot. Zanim dotarło do mnie to co się działo, usłyszałem dziesiątki śmiechów. Byłem na obozie, na tym samym bezsensownych obozie co dobę temu. Chłopaki stali i patrzyli na mnie jak na debila
- No Kubuś jakbyś nie mógl zasnąć ze strachu przed wampirami obwieś się czosnkiem - cały obóz wybuchnął śmiechem... po raz kolejny. Było mi tak wstyd, najgorsze było to, że nadal nie odróżniałem snu od prawdy. Podszedł do mnie Miłosz.
- Nie martw się, też miewam koszmary. Zobaczysz odegrasz się jak tylko ci sprzedam świetną informacje.
- No wal -przetarłem oczy i zacząłem dotykać swojej szyi, przed chwila czułem na niej zęby, prawdziwe zęby.
- Chłopaki wymyślili jakiś wywar, nie wiem dokładnie nie chcą mówić, ale robią zakłady kto znajdzie korzeń jakiegoś tam kwiata rzadkiego. Pomyślałem o tobie znasz się na tym. Opiekunów nie będzie więc możemy wyjść zaraz po śniadaniu -Miłosz usmiechnął się serdecznie, mnie oblał teraz prawdziwy zimny pot...tak zaczynał sie mój sen...