Odpowiedzi

Najlepsza Odpowiedź!
2010-03-04T11:24:06+01:00
Karolinę poznałem jakiś czas temu kiedy dowiedziałem się, że jadę na konkurs. K. miała jechać ze mną. Ale nie zdała jednego egzaminu a Pani Profesor nie pojawiła się w sesji poprawkowej. K. próbowała łapać panią profesor i przyjeżdżała do Krakowa (mieszka w Oleśnicy), ale bez skutku. Więc K. przebukowała bilet płacąc za to bagatela 500 zł. Ale PP dalej się nie pojawiała. Więc K. cudem wyciągnęła jej numer z sekretariatu i zadzwoniła. Usłyszała dluuugi ochrzan po czym łaskawie PP zgodziła się spotkać z nią tydzień później w środę. Na żałosną prośbę o wcześniejsze spotkanie, jako że na wtorek ma bilet usłyszała kolejny ochrzan, więc przebukowała bilet po raz drugi. W środę przyjechała na egzamin, który trwał kilkanaście minut (pisemny). Po egzaminie poprosiła PP o sprawdzenie pracy, usłyszała że nie ma ona teraz czasu sprawdzać. Na pytanie K., co ma teraz zrobić bo na jutro ma bilet, usłyszała że może jechać, więc pojechała. W Krakowie przeszła 100 metrów ze swoimi walizkami, kiedy to w jednej urwało się kółko. Po następnych 100 metrach urwało się drugie. Cudem dowlokła się do autobusu a tam złapały ją kanary. Troszkę to trwało zanim wytłumaczyła im swoją sytuację i wykręciła się 20 złotymi, ale autobus na który miała się przesiąść już odjechał, a następny nie przyjechał. Więc na lotnisku była godzinę do odlotu samolotu i okazało się… że ma 26 kilo nadbagażu. Miłe Panie poinformowały K., że albo zapłaci 750 zł za ten bagaż, albo nigdzie nie leci. Zdesperowana K. wyciągnęła ostatnie pieniądze z bankomatu (w Polsce dalej w niektórych strategicznych miejscach nie można płacić kartą), wcześniej wlekąc się do tego bankomatu z walizkami, jako że nie pozwolono jej ich zostawić przy check-inie. Zabrakło jej pieniędzy, więc zmieniła funty, które miała przy sobie (wiadomo jaki kurs na lotnisku) i zapłaciła za ten nieszczęsny bagaż i wsiadła do samolotu. Na lotnisku w Manchesterze okazało się, że jej bagaż został zgubiony. Jako bagaż podręczny miała bardzo małą torebeczkę z komórką, więc generalnie została bez żadnych rzeczy. Najgorsze było jednak to, że K. nie wiedziała, że pieniądze zawsze się bierze do podręcznego… i zapakowała je do walizki. Więc została bez grosza przy duszy, bo wszystkie funty, które miała przy sobie wymieniła na złotówki na Balicach. Następne 24h były dla K. jeszcze bardziej stresujące, jako że nie wiedziała co się stało z jej bagażem, za który zapłaciła 750 złotych. Na szczęście bagaż się odnalazł i jest to chyba jedyny pozytywny punkt tej historii.

Do dziś zastanawiam się jak udało jej się przejść tyle i dojechać na lotnisko z bagażem 46 kilogramowym. Szacun.