Odpowiedzi

  • Użytkownik Zadane
2010-03-04T13:43:13+01:00
Nie mieszkam w Warszawie, ale mam tam przyjaciół, dzięki którym od czasu do czasu otrzymuję wieści ze stolicy - nie takie, które funduje mi Polskie Radio i TVP, ale takie, które można przeczytać w Życiu Warszawy na przykład. I tak w numerze sobotnio - niedzielnym z dnia 17-18 czerwca 2000 r. przeczytałem artykuł pt. "Zagrożeni" pani red. Joanny Krupy, w którym podaje ona niesłychanie ciekawe fakty dotyczące pewnego raportu opublikowanego przez Komitet Naukowy ds. Promieniowania Atomowego ONZ - UNSCEAR, z którego wynika, że 38 lat temu - w 1962 r. - a zatem na 24 lata przed katastrofą w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej, Polska została napromieniowana 2,5 raza większą dawką promieniowania jonizującego, niż w 1986 r.!
Zdaniem lekarzy radiologów, ten gigantyczny opad promieniotwórczy o wartości 37,75 kBq/m2 musiał mieć ważki wpływ na zdrowie społeczeństwa.1 Od tego czasu odnotowano skokowy wzrost zachorowań na wszelkiego rodzaju nowotwory złośliwe i niezłośliwe, choroby układu nerwowego i krwiotwórczego. Cała gama radioizotopów o różnych czasach połowicznego zaniku - t1/2 - walnie przyczyniła się do wzrostu zachorowań na raka kości, - co zawdzięczamy cezowi-136 i cezowi-137, raka płuc i wątroby, - za co możemy podziękować izotopom uranu-233, uranu-235 i plutonu-239 i innym. Do dziś dnia nie wiadomo, jak bardzo to promieniowanie przyczyniło się do zmniejszenia populacji Polski w latach 1972 - 1977, podobno ma się pokazać na ten temat specjalny raport, - w co za bardzo mi się nie chce wierzyć, znając to, co działo się i nadal dzieje po kataklizmie czarnobylskim... i po ścisłej zasłonie tajemnicy, za która w dalszym ciągu kryje się liczby i wnioski.
W 1962 roku skażenie na obszarze byłego ZSRR czterokrotnie przekroczyło to, które odnotowano po eksplozji i pożarze w CzEJ. I tu pan Jerzy Kozieł z Ośrodka Jądrowego w Świerku k/Warszawy uważa, że niczego nie powinniśmy się obawiać i że polskie społeczeństwo jest uodpornione na promieniowanie! Pięknie - tylko, że endokrynologowie twierdzą, że co druga badana kobieta we wschodnich województwach ma kłopoty z tarczyca, a co dziesiąte dziecko urodzone po katastrofie ma niegroźne (na razie) guzki tarczycy...