Odpowiedzi

2010-03-05T14:48:30+01:00
Warszawa, 3 III 2010r.
Na kartce tego pamiętnika chciałbym opisać przygodę, z której cudem udało mi się wyjść żywo. A było to tak :
Chłopcy się nie popisali. Rozładowali te ładunki wybuchowe przed czasem... Teraz leżę w namiocie. Ale wcześniej leżałem w szpitalu bez nogi i ze zranionym okiem. W szpitalu niemieckim. Moja kuzynka, dobra dziewczyna, zabrała mnie tam. Jest sanitariuszką polską. Wszystkie inne polskie szpitale polowe przepełnione...
Modliłem się aby nie przyszli do mnie na salę niemcy. Po południu amputowali mi tę nieszczęsną nogę nie wiedząc jakiej jestem narodowości. Gdy się już wyleżałem drzwi otworzyła kuzynka i powiedziała że teraz mnie gdzieś wyniosą z tego szpitala. Bałem się, a noga bolała jak licho. Położyli mnie na prześcieradle przywiązanym czterema końcami do dwóch żerdzi. Chcieli wyjść głównym wyjściem ale kręciło się tam pełno niemców. Było też inne wyjście. Tylko wąskie, nie pomieściło by osób idących z naprzeciwka i jeszcze nas. Wynieśli mnie niezauważonego do tego wyjścia. Byliśmy już w połowie drogi, kiedy drzwi otworzył kapitan SS, chcący wejść do szpitala tym samym wejściem co my. Na szczęście pośród niemców zdarzają się też dobrzy ludzie. Człowiek ten cofnął się i otworzył nam drzwi uśmiechając się do Marty - mojej kuzynki. Wyszliśmy z tego cało...

mam nadzieję że się podoba ;))
Najlepsza Odpowiedź!
2010-03-05T14:48:54+01:00
Budze sie rano gdzieś miedzy ludźmi w ruinach kamienic ktos wspominał ze jest przed ósmą pare minut nie usłyszałem dokładnie. zwiadowcy wyznaczeni przez jedynego wojskowego który z nami sie ukrywał przynieśli wodę i prowiant który udało im sie ukraść z niemieckiego posterunku . nikt nie znał imienia i nazwiska żołnierza który nami dowodził wszyscy nazywali go sierżantem bo taki miał stopień wojskowy. nikt tez nie wnikał ponieważ sierżant dbał o nas i pomagał przeżyć , w pieszej chwili ucieszyłem sie ze napije sie czegoś i przegryzę cos lecz moja radość była na wyrost gdy usłyszałem ile jest jedzenia i ze najpierw jedzą kobiety i dzieci niema zalu ale byłem tak bardzo głodny od wielu dni nic nie jadłem .
doczekaliśmy tak wczesnego popołudnia zajmując sie pracami w naszej kamienic by polepszyć sobie nocleg ktos zdobył koce ktoś jakieś ubranie ludzie byli przerażeni lecz to nie pozbawiło ich serdeczności wobec siebie mieszkaliśmy w 30 osub kilka rodzin no i nasz sierżant w południe niedaleko nas przejeżdżał niemiecki transport żywności nasze działania dywersyjne doprowadził do przejęcia części jedzenia na szczęście nikt nie zgonił a ciemny pruli jak szaleni ze swoich cekaemów na szczęście w nasze rence wpadło kilkanaście konserw i bochenków chleba , byliśmy szczęśliwi ponieważ wiedzieliśmy ze wkoncu cos zjemy . nadchodziła noc i pora kolacji gdy głos przerażenia pani Anny przełamał cisze oznajmiła ona ze jej 7 letnia córeczka gdzieś przepadła wszyscy zaczęliśmy jej szukać lecz niestety było za późno Ojciec znalazł martwa córkę rozstrzelana pewnie przez przejezdzjacy patrol Niemców i tak zakończył sie ten dzień usiadłem własnie by spisać na papier dzisiejsze wydarzenia kiedy skończy sie wojna ja nadal ben de miał obraz plączącej matki szalejącej z rozpaczy i rozstrzelane zwłoki 7 letniej dziewczynki tej nocy pewnie nikt nie zaśnie słyszę płacz i lament pani Anny jest to przerażające ... nigdy tego nie zapomnę ...

Mam nadzieje że pomogłem:)))