Odpowiedzi

2010-03-05T16:17:55+01:00
J-Jacek
K-Kaśka
L-Laura

W szkole na przerwie:
K:-Cześć co tam u was słychać?
L:-A nic ciekawego...
J:- A właśnie, że coś ciekawego się dzieje... Przecież ktoś tam się bije chodźcie zobaczyć kto to taki.
L:-Co wy robicie?! Przestańcie się bić! Natychmiast!
Dzieci:-A co? dyżurną jesteś, że tak nami pomiatasz?
L:-Tak. Jestem od dziś dużurną u was i macie się już więcej nie bić! Zrozumiano?
Dzieci:-No dobrze już nie będziemy.
J:-Dziewczyny chodźcie uciekniemy tak sobie ze szkoły co wy na to?
L:-Czy ty słyszysz co mówisz?
J:-Tak słyszę i co z tego! Jak nie chcesz iść to Kaśka ze mną pójdzie
K:-No to chodź, ale gdzie my dokładnie idziemy?
J:-Zobaczysz. Zaufaj mi tam jest bezpiecznie i jest też tam dużo moich kolegów
K:-No dobra.
Kasia szła za Jackiem, który ją prowadził i doprowadził ją do pewnego miejsca...
K:- I co Twoim zdaniem tu jest bezpiecznie?
J:-Tak a wiesz dlaczego?
K:-Nie nie wiem i liczę na wytłumaczenie.
J:-Bo tutaj nas nikt nie znajdzie.
K:-No a gdzie Ci twoi koledzy?
J:-Choć to ci pokarzę
Koledzy:-O to ta Kaśka, o której nam tak dużo opowiadałeś?
J:-Tak to ona
Koledzy:-Kaśka chcesz zapalić z nami papierosa?
k:-Co?! i jeszcz eczego! Jacek nadużyłeś mojego zaufania, dlatego teraz pójdę do Twoich rodziców i powiem im co ty wyprawiasz.
J:- Jak ty powiesz to moim rodzicom ta ja powiem, że ty też paliłaś.
K:-Co?! Ja nic takiego nie zrobiłam, a poza tym mam wszysko nagrane i mam dowody, że paliłeś.
J:-Oddaj mi to nagranie!
K:-A niby dlaczego?
J:-Bo tak chcę
K:-Jacek pamiętaj, że robię to dla Twojego dobra i zdrowia.
Kasia uciekła a Jacek dostał od rodziców karę i był bardziej pilnowany przez nauczycieli i bliskich.


MYŚLĘ, ŻE POMOGŁAM ;)
2 3 2
Najlepsza Odpowiedź!
2010-03-05T16:22:53+01:00
Dzisiaj na godzinie wychowawczej, którą mamy razem z panią z matematyki, przyszła dyrektorka. Wszyscy skierowali wymownie wzrok na Błażeja, który zazwyczaj stwarzał problemy i to do niego przychodziła pani dyrektor, a nasza wychowawczyni, nauczycielka od matmy, kiwa głową, wpisuje mu uwagę i zaprasza rodziców do szkoły. Zwykle odbywa się to na przerwach, a ja i moje kumpele, Helga, Mirytwa i Elwira podsłuchujemy wrzaski zdenerwowanych rodziców i westchnienia nauczycielki. Biedni ci starzy. Błażej jest okropny. Farbuje włosy. A do rzeczy - kiedy dyrektorka nie powiedziała ani słowa o Błażeju, wszystkich zatkało.
- Jak to, Euzebia? - szepnęła do mnie Elwira, z którą siedzę. - To niemożliwe. Chyba pomyłka. Może to wiadomość do innej klasy...
- Ta kobieta nie ma wstydu. Niszczy naszą tradycję. - udawałam, że jestem śmiertelnie obrażona.
Dyrektorka zauważyła moją minę, uśmiechnęła się, a ja poczułam się bardzo głupio.
- Właśnie odebrałam telefon od waszej nauczycielki polskiego. Złapała ją jakaś choroba.
- Tężec? Rak? AIDS? - wymieniał Dariusz, spec od chorób. Poza tym kujon. Niedużo osób za nim przepada.
- Nie, nie. Zwykłe przeziębienie. Zwyczajne. Najzwyklejsze. - wymieniała coraz bardziej nerwowo, gdy Dariusz przemierzał ją wzrokiem. Wychowawczyni wyglądała, jakby chciała udusić Dariusza, ale może po prostu zachciało jej się do toalety.
- Czyli że jak? Odwołujemy lekcję? - powiedziała Helga. Helga nie jest zbyt mądra, nie lubi szkoły, nauki i nieco zalatuje rybą, ale i tak jest fajna.
- Nie, ależ oczywiście, że nie! - huknęła dyrektorka, a potem się zaczerwieniła. Chyba puściła bąka, ale nieważne, bo wszystkich zachwyciła następująca wiadomość: - Zastępstwo. Z panią Gazelą z gimnazjum.
Wszyscy krzyknęli podnieceni, bo przecież zastępstwo to świetna rzecz. Można wrzeszczeć, rysować, biegać po klasie, mazać po tablicy, wyskakiwać przez okno (ta opcja tylko przy klasach na parterze)...
Następnego dnia wszyscy wbiegli po dzwonku do klasy, co nie zdarza się często. Chodziło oczywiście o to, żeby zrobić dobre pierwsze wrażenie. A potem wystarczy zapytać: "A można..?", a nauczycielka mówi tylko:
- A czy to robicie na lekcjach z waszą panią?
Na co otrzymuje odpowiedź twierdzącą, nie zawsze (a właściwie nigdy) prawdziwą, a potem nic, tylko pisk, wrzask i ogólnie ubaw,że wszyscy mają potem rogal na twarzy i chcą jeszcze takiej lekcji!
Tak jednak tym razem się nie stało. Pani Gazela weszła. Miała na sobie wielkie, niemodne okulary, stary sweter, wełnianą spódnicę i starte, okropne buty. Była siwa i pomarszczona na twarzy, pachniała wełną owcy.
- Dzień dobry. - przywitała się i położyła swoją wielką torbę na krześle.
Wszyscy bali się otworzyć usta, tylko Błażej wrzasnął:
- Elo!
- Chłopcze! - wrzasnęła Gazela. - Jeszcze raz mnie przezwiesz! - było dogłębnie widać, że nie zna znaczenia słowa "elo". - Wyciągacie kartki, pióra w dłoń i proszę napisać wypracowanie na temat gramatyki języka polskiego! Dwieście zdań, macie na to dwadzieścia minut. Na ocenę. Piszcie kaligraficznie, charakter pisma też oceniam!
Wszystkich zatkało.
- Ale prze pani, nie może nam pani tego zrobić. To nie fair! - krzyknęłam.
- A czy sprawiedliwe jest to, że muszę być z takimi paskudnymi, niegrzecznymi dziećmi na lekcji!?
- O nie, to mi obniży perfekcyjną średnią 3.5 - jęknęła Helga i zabrała się do pisania. Od jej błędów ortograficznych aż mnie zemdliło.
- Nie odstawiać scen, tylko pisać, bo czas ucieka. - dopowiedziała Gazela.
- Ech... - jęknął Dariusz.
- Brrr. Zastępstwa są do bani. - szepnęła Elwira z ławki za mną.
- Wiem, co czujesz. - powiedziałam i zaczęłam pisać.
Jasne, dostałam tróję, ale co tam! Ważne to, że następnego dnia wróciła nasza pani. Jakaż była zdziwiona, jak wszyscy powitali ją brawami, a Helga, która dostała jedynkę minus, za brzydkie pismo, nawet ją przytuliła i poczęstowała miętówką.
2 4 2