Odpowiedzi

2010-03-05T16:31:24+01:00
Rozpędzona pośród obłoków białego mleka określanego przez przyziemnych niebem, mknie dziewczyna zwana Miłością.
Krzyczy Helios: Stój!
A ona przyspiesza, podskakuje i śmiechem uderza.
Helios dalej: Zatrzymaj się, przestań!
A ona przewrotną będąc wznosi się ku górze.
- Spadniesz!
- Wzlatując...
- Zginiesz!
- A to dopiero spadając...
Na to zbliżający się Helios:
- Zatem giń, ale nie na mych oczach!
- Stojże! Jeśli choć o promień Twego światła posuniesz się do przodu, moja zguba stanie się i Twoją zgubą!
-"Nie dbam o to, że ja zginę, ale nie chcę byś Ty zginęła"; Tyś ważna! O Zeusie jam bezradny!

Helios postanawia jednak zdobyć Miłość, lecz ta z łatwością ucieka nie będąc wcale tak łatwą do schwytania.

- Takaś zwinna, że aż nieuchwytna - zwraca się ku niej Helios, po czym do siebie samego - złapać się nie daje...
- Coś mówiłeś?
- A, że przygrzewa - odpowiada Helios będąc tuż tuż za nią.
- Myślałam, że w końcu wiesz..że znalazłeś już sposób na to, jak mnie złapać... mam już dosyć tego uciekania...
- Znudziła mi się już pogoń Twych rumianych policzków - z kłamliwa irytacją w głosie oszukuje bóg Słońca, władca żaru, poskramiacz ognia - a śmiech Twój kuje mnie prosto w serce.

Za duszy słowa, słowa wypowiedziane wypierają się odpowiedzialności.
Helios w płomieniach pogrążony pragnie uchwycić piękną Miłość.

- Zatem żegnaj - krzyknęła Miłość w odpowiedzi na godzące w nią zdanie, po czym odleciała szybciej, niż potrafiła najwyraźniej biegać. Jej twarz nie wyrażała nic, choć bóstwu zdawało się, że ujrzał w jej oczach iskry przykryte mgłą, zachodzącym cieniem słońca.
I tyle ją Helios widział.
Tkwiąc tak na jednej z chmur, poczuł się nieszczęśliwy. Raz jeszcze przed oczami zobaczył skaczące mu przed nosem długie włosy Miłości. Wystarczyło wyciągnąć rękę, by móc je zmierzwić. Poczuł ucisk żalu, żołądek dusił jego gardło.
I nagle zobaczył to.
Zaczął analizować tempo z jakim poruszała się Miłość.
- Cały czas miałem szansę, aby ją złapać, udawała.
Uciekała prawie się nie poruszając, a ja byłem zbyt pochłonięty wdziękiem i chęcią posiadania, by to zauważyć.

I zapłakał nad utratą blasku, którym przez całe życie był otoczony. Nie znał mroku, czerni, ni nawet szarości. Ujrzał raz jeszcze roześmianą twarz Miłości i z żalu jaki wypełnił wówczas jego błyszczące na wszystkich dotychczas serce, przebił się złota strzałą.