Odpowiedzi

2010-03-06T17:50:09+01:00
To moja własna opowieść pamiętam że dostałam za nia 5 ;)

"Tak się zaczęła przyjaźń, którego bohaterami będą człowiek i zwierze"


Moja niezwykła przygoda zaczęła się dokładnie 18-stego października 1798 roku. Płynąłem do Nowego Jorku pierwszorzędnym statkiem. Dokładnie pamiętam zapach świeżej farby, zastawa porcelanowa była nowiusieńka, pościel nigdy nie używana. Wszyscy widzieli w nim okręt marzeń i taki właśnie był. Miałem oczywiście kajutę pierwszej klasy, jakże mogło by być inaczej przecież jestem Jassie Douson: potentat majątkowy domu Douson, łamane przez szlachetny podróżnik oraz super model. Każdy już mnie zna w Irlandii miałem już dość fanek które na każdym kroku napadały na mnie, więc zamierzałem stąd uciec, jak najdalej ale nie tylko dlatego, w Nowym Jorku czekała na mnie Madelane, wybranka mojego serca, którą zamierzałem poślubić.
Podróż zaczęła się spokojnie, stałem na dziobie statku, patrząc na płynące delfiny i popijając herbatę gdy podszedł do mnie mój wspaniały przyjaciel Fabrycjo:
-Ależ dziś jest wspaniała pogoda na rejs, morze jest takie spokojne, wygląda jak lustro!!!- powiedział spokojnie.
-Co ty opowiadasz? - rzekłem- Nie wiesz że w taką pogodę jest trudniej dostrzec góry lodowe, gdy fale nie rozbijają się o ich podstawę?
Stał zaszokowany:
-Nie miałem pojęcia!!! - odparł, popatrzył na mnie ze zdziwieniem i odszedł.
Po krótkim czasie zapadła noc, grałem pod pokładem w brydża i popijałem Brendy z kapitanem Andrusem Dismayem, panem Brownem, Cleydonem, Fabrycjo i wieloma innymi mężczyznami których imion nawet nie znałem. Było bardzo wesoło gdy nagle poczuliśmy wstrząs, to mogło oznaczać tylko jedno: Wpadliśmy na górę lodową i prawdopodobnie toniemy. Wokół zaczęła szerzyć się panika, ludzie uciekali we wszystkich kierunkach, wszędzie było słychać krzyki, każdy próbował dostać się do szalupy ratunkowej lecz niekiedy na próżno gdyż było ich o połowę za mało. Ci którzy pozostali na statku mogli tylko czekać……….. czekać na śmierć, niestety ja tez tam byłem, wydawało się że nie miałem szans na przeżycie. Wiedziałem że muszę utrzymać się jak najdłużej na powierzchni, niestety szybko szliśmy na dno. W pewnym momencie wessało mnie pod wodę, gdy traciłem już oddech udało mi się wypłynąć i wejść do dryfującej szafy. Na szczęście było w niej dużo ubrań, futer i różnych szali którymi mogłem się przykryć. Kiedy przestało mi być zimno zasnąłem pomimo panującego hałasu, obudziłem się dopiero rankiem, wokół nie było nikogo, nie miałem zielonego pojęcia gdzie jestem. Błądziłem tak jeszcze wiele godzin, wyczerpany z głodu i pragnienia. Nagle spostrzegłem w oddali malutką wysepkę. To była moja ostatnia szansa na przeżycie. Szybko wskoczyłem do wody i zacząłem płynąć w tamtym kierunku.
Po krótkim czasie dotarłem na niczym nie skażoną, piaszczystą plażę. Wokół rosły przepiękne drzewa, niespotykane nigdzie indziej na świecie oraz wszelkiego rodzaju bujna roślinność oraz wiele rzadkich gatunków zwierząt. Czułem się po prostu jak w raju choć byłem samotny.
Po trzech dniach spędzonych na tym odludziu, postanowiłem dokładnie przeszukać wszystkie zakątki wyspy, przecież miałem spędzić tu resztę swojego życia. Okazało się że to przeurocze miejsce w którym jest wszystko: woda, owoce oraz drewno niezbędne do zbudowania szałasu a nawet na środku lądu jest mała polana na której rośnie marihuana. Gdy tak spacerowałem odkrywając różne niezwykłe rzeczy, przypałętała się do mnie mała kapucynka:
-Cześć mała gdzie twoi rodzice?! – nie spodziewałem się oczywiście odpowiedzi lecz spróbować zawsze można dałem jej tylko banana i już miałem iść gdy nagle coś mnie uderzył z całej siły w głowę i straciłem przytomność.
Obudziłem się dopiero na czyimś statku, był bardzo zaniedbany. to chyba był statek piracki ponieważ przyszedł do mnie jakiś człowiek, taki trochę w stylu „kapitan hak” i powiedział:
- Zająłeś naszą wyspę, spotka cię za to duże konsekwencje!!! Hahaha!
-Ależ to musi być jakaś pomyłka, ja znalazłem się tu przypadkiem!- rzekłem
-Nic nie dzieje się przypadkiem-po tych słowach wyszedł.
Ja zostałem sam. Czyżby to miał być mój koniec? Przerażające myśli chodziły mi po głowie! Lecz cóż to? Mała małpeczka wpadła do pomieszczenia przez dziurę w dachu i była tak niesamowicie inteligentna że pomogła mi rozwiązać liny, razem uciekliśmy na drugą stronę wyspy.



150 4 150
2010-03-06T17:51:12+01:00
Pewnego dnia dostałam wieść od rodziców, że dostanę psa.
Byłam bardzo uradowana, bo ja bardzo lubię zwierzęta a w szczególności psy.
Kiedy dostałam tego psa zaprzyjaźniłam się z nim i spędzaliśmy wiele czasu
razem.Wychodziliśmy na spacery,dawałam mu jedzenie,bawiłam się.Kiedy minął
miesiąc zaniepokoiłam się, bo mój pies miał inne zachowanie. dawało mi to wiele do zrozumienia. Nasz pies był chory. Kiedy się o tym dowiedziałam byłam
bardzo zapłakana i zamknięta w sobie. Okazało się, że będziemy musieli go uśpić. Codziennie modliłam się do boga, aby mój pies wyzdrowiał i żebym mogła z nim spędzać czas jak dawniej.
Parę dni przed jego uśpieniem okazało się, że pies wyzdrowiał ale chyba wiem dlaczego: dlatego, że trwaliśmy w przyjaźni.


MYSLE<ZE POMOGLAM :)
118 4 118
a dialog?!?!?!?!?!?!?!!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!!?!?!?!!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!
nie ma