Odpowiedzi

2010-03-07T09:22:48+01:00
W „Nowinach”, gazecie, w której pełni Pani funkcję dziennikarza, podjęto się oceny pracy burmistrzów i prezydentów. Przedstawiono już w sposób zobiektywizowany i merytoryczny sukcesy i porażki Prezydenta Krosna i Burmistrza Sanoka oraz innych. We wtorkowym wydaniu gazety, przedstawiła Pani moją pracę, ale jak zwykle tendencyjnie i kłamliwie, i dlatego pozwoli Pani, że się do tego ustosunkuję w formie listu otwartego.

Pisze Pani w artykule, że projekt, z którego jestem taka dumna (chodzi o stację uzdatniania wody, którą wykonaliśmy za 30 mln zł), przygotowali poprzednicy.

Pani Redaktor, co jest trudniejsze: napisanie projektu (to zrobili poprzednicy), czy też jego wdrażanie, wykonanie i rozliczanie przez 3 lata w czasie mojej kadencji? Myślę, że to pytanie retoryczne. Przypominam ponadto Pani, jako ówczesnemu Rzecznikowi Urzędu Miasta Jasła, konferencję z Prezesem NFOŚ Kazimierzem Kujdą, w październiku 2006 r., na której poinformował Burmistrzów i Wójtów Związku Gmin Dorzecza Wisłoki, że projekt nie będzie realizowany, gdyż wdrożenie go jest tak opóźnione, że nie do nadrobienia.

Dopiero szybkie i bardzo intensywne działania, tuż po wyborach w grudniu 2006 r., poparte przez posła Stanisława Zająca (którego pomoc tamte władze miasta, wręcz odrzucały), sprawiły, że dano nam szansę, którą z ogromnym wysiłkiem i wieloma bardzo trudnymi problemami, wykorzystaliśmy i zdążyliśmy na czas, ale prace trwały do ostatniego dnia, wyznaczonego terminu realizacji projektu. Dziś podaje się nas w Polsce za przykład, a sukces sprawnej realizacji projektu ZGDW w Jaśle odmienia się we wszystkich przypadkach. Czy więc nie mam powodu do dumy?

Pisze Pani, że termomodernizacja szkół i rewitalizacja centrum miasta (za ok. 10 mln zł), to też spijanie śmietanki po poprzednikach. Więc przypominam byłej rzecznik Urzędu Miasta, że projekty termomodernizacji i rewitalizacji centrum miasta w chwili, gdy je przyjęłam w listach rankingowych były na końcu i bez szans na realizację. I tylko mój upór sprawił, że wprowadzone zostały do budżetu miasta. A potem zaangażowanie i pomoc marszałka Bogdana Rzońcy ( z którym poprzednie władze nigdy nie wyraziły chęci współpracy) w uzupełnieniu wniosków i modyfikacji, doprowadziły do przydzielenia środków unijnych. Sprawnej realizacji i rozliczenia dokonało Biuro Funduszy Unijnych i Wydział Gospodarki Mieniem, pod nadzorem mojego zastępcy Ryszarda Pabiana.

Ale jak widać moja skuteczność nie jest mile postrzegana przez Panią i nie cieszą Panią piękne, kolorowe chodniki, równe jezdnie, nowe miejsca parkingowe ( ok. 300), oświetlenia, monitoring i zwiększone dzięki niemu bezpieczeństwo, czy kolorowe, jasne, ocieplone szkoły, kuchnie i stołówki szkolne na miarę XXI w., nowe boiska szkolne, osiedlowe place zabaw, wyremontowane mieszkania socjalne i domy osiedlowe.

Pisze dalej Pani Redaktor, że „w Warzycach wybudowałam drogę donikąd”, ironizuje, że jest to droga w pola. Więc jeszcze raz tłumaczę (najbardziej zrozumiale jak mogę), że taki był cel budowy, że po to ją wybudowaliśmy, aby na tych polach powstały nowe zakłady, że ta droga ma zachęcić inwestorów do lokowania tu swojego biznesu i tylko dlatego otrzymaliśmy pieniądze na nią z Unii Europejskiej. Czy tak trudno to zrozumieć, czy woli zrozumienia brak? Spodziewam się, że w roku wyborczym często będzie Pani okłamywać czytelników i szermować hasłem „drogi donikąd.”

Prawdziwie zabolało mnie jednak określenie „minister rozwoju regionalnego zabierze leniom unijne dofinansowanie” i władze Jasła znalazły się wśród „nieudaczników, którzy tracą miliony”. Tak może pisać dziennikarz z Warszawy, który nigdy w Jaśle nie był i na co dzień nie obserwuje naszej pracy i jej efektów. Pracuję codziennie, z całym sercem i poświęceniem, mam czas i życzliwość dla każdego, rozwiązujemy na co dzień duże i małe problemy naszego miasta, podejmujemy chwilami nadludzki wysiłek, aby nadrobić czas stracony w Naszym Mieście. Pozyskujemy, a nie tracimy miliony. Czy Pani naprawdę tego nie widzi? I żeby była jasność: projekt pod inwestycje na Warzycach jest przygotowany, ale wysokość dofinansowania unijnego jest bardzo niska i dlatego rozważamy, czy warto ten projekt realizować, czy będzie z korzyścią dla miasta przeznaczyć 30 milionów złotych na wykup 20 ha ziemi i wykonanie tam dróg, gdy są też inne potrzeby inwestycyjne w mieście nie mniej pilne.

Inną kwestią są moje niby „wpadki” nieustannie kreowane, wymyślane przez Panią.
Z dębem nie było żadnej afery, to Pani nieustannie wmawia czytelnikom, że jest afera na zasadzie, że jeśli kłamstwo powtórzy się 100 razy, to staje się w odczuciu społecznym prawdą. Dąb stał na przeszkodzie budowy ronda i dlatego postanowiłam go ściąć. Fakt, że został posadzony na cześć Hitlera, uznałam za istotną przesłankę, aby tym bardziej tego dokonać. Na pytanie dziennikarzy co zrobimy z drzewem po ścięciu, czy je spalimy, odpowiedziałam, że być może, bo przecież nie będziemy hołubić pamiątek po zbrodniarzu. Gdy informacja o dębie obiegła świat, rozdzwoniły się telefony, przyjechały ekipy telewizyjne, ja wykorzystując tę sytuację opowiedziałam o historii Jasła, jego dramacie wojennym i dniu dzisiejszym. Zwyczajnie pokazałam Jasło światu.

Odezwała się wtedy ambasada z Toronto, z wiadomością, że tamtejsza wspólnota żydowska bardzo się przejęła moim problemem i rabin postanowił mi pomóc, proponując zabranie drzewa do wbudowania w synagogę, aby w ten sposób ukazać wyższość życia nad śmiercią, którą zgotował im Hitler. Przy tym okazało się, że budowana synagoga w Toronto ma być repliką jasielskiej przedwojennej synagogi, która była bardzo piękna. O Jaśle w Polsce i świecie zrobiło się bardzo głośno. Media pisały o darmowej promocyjnej szansie: „Jasło wykorzystuje ją doskonale, nie ma dziś medium, które wobec jasielskiego fenomenu byłoby obojętne (…) Brawo Jasło.” I tylko Pani, lokalne portale i garstka komentatorów, nic z tego nie potrafili zrozumieć i prostackimi wypowiedziami i artykułami ośmieszali nasze Jasło, krzycząc „wstyd”. Wstydźcie się, ale wy, swojego języka, prymitywizmu, braku elementarnej wiedzy historycznej i jadowitości.

Następna wymyślona przez Panią wpadka to mój wyjazd do Helsinek. Wyróżnienie Jasła i zaproszenie włodarzy na międzynarodową konferencję do Helsinek, z udziałem ministrów trzech państw, wysokich urzędników i konsuli, wykpiła Pani i zironizowała, a wystarczyło podzwonić do jej uczestników i zapytać, jak Jasło było tam zaprezentowane i docenione. Taka konferencja, to jedyna okazja, aby pokazać Miasto za granicami, wzbudzić nim zainteresowanie, zaprosić, nawiązać kontakty, które w dalszej perspektywie przyniosą konkretne korzyści. I te wszystkie elementy mój wyjazd zawierał, tylko Pani nie potrafiła trochę poczytać, aby sobie to przyswoić i zrozumieć. Wstyd Miastu przynoszą zaściankowe Pani poglądy, intensywnie rozpowszechniane na Podkarpaciu, a nawet w Polsce i prymitywne wręcz pytania oraz wnioski. Burmistrz reprezentuje Miasto na zewnątrz i przez jego osobę ludzie postrzegają to miasto. Rozumię, że robi Pani co może, ażeby pozbawić mnie autorytetu i szacunku, ale w osłupienie wprowadza fakt, że jest Pani Jaślanką, a tak bardzo szkodzi Pani Jasłu. Proszę brać przykład z kolegów z Krosna, czy innych miast i uczyć się od nich, bo w zawodzie dziennikarza pracuje Pani od niedawna i naraża Pani siebie i miasto na śmieszność.

Muszę się jeszcze odnieść do pielgrzymki służbowym samochodem, o której pisze Pani kolejny już raz. Ja kolejny raz Panią uświadamiam, że jest to dzień modlitw za Ojczyznę, na który przyjeżdżają przedstawiciele różnych środowisk świeckich i kościelnych na czele z biskupami, a nie moja prywatna sprawa. Ojczyzna to też Jasło, a ja mam prawo i obowiązek dla Ojczyzny pracować i za nią się modlić. Jestem osobą wierzącą, wiem, że „na nic się zda wstawać o północy, jeśli Pańskiej nie macie pomocy”, i nie uważam za nadużycie przejazd służbowym samochodem do miejsca rozpoczęcia pielgrzymki i powrót z niej (koszt 120 zł- obliczony przez Komisje Rewizyjną), aby być razem z Jaślanami w ich trudzie i modlitwie. A może pielgrzymów jasielskich uważa Pani za gorszą kategorię społeczną, bo przecież na spotkania z różnymi innymi środowiskami dojeżdżam służbowym samochodem i nigdy Pani tego nie kwestionowała?

Wiem, że moje zachowania i działania nie są typowe, ale to chyba dobrze, że mam odwagę być sobą i realizować własny, inny styl sprawowania władzy. Obiecałam Jaślanom w wyborach, że będę blisko nich i jestem, bez względu na to gdzie są, w szkole, w zakładzie pracy, w szpitalu, na pielgrzymce, na stoku narciarskim, czy w Chicago (dziwne, że Pani dociekliwości umknęła promocja Jasła w Polvision i kilku stacjach radiowych, którą przeprowadziłam w tym mieście w czasie wypoczynkowego urlopu i za własne pieniądze).

I jeszcze pozostała nam do omówienia reklamówka PiS, do udziału w której wg Pani „zachęciłam” swoich urzędników. Oczywiście, że niektórych zachęciłam, ale bez cudzysłowia. Cudzysłów bowiem sugeruje jakobym ich przymusiła, a ja szanuję bardzo swoją i czyjąś wolność, przekonania i nigdy bym tego nie uczyniła. Kocham moją urzędową młodzież i nie widziałam powodu, aby wykluczać ją z możliwości wzięcia udziału w ciekawym, niecodziennym wydarzeniu. Sesja zdjęciowa przeprowadzona przez profesjonalną ekipę z Warszawy, była dla nich jakąś przygodą, frajdą, i okazją do nabycia umiejętności pozowania.

Ale znowu Pani wszystko zepsuła, przypuściła Pani atak na tą młodzież, nękała ją telefonami i pytaniami, jak gdyby byli przestępcami. Nie ja, ale Pani stworzyła klimat zastraszenia. A przecież Pani dobrze wie, że Partia Prawa i Sprawiedliwości to nie organizacja przestępcza, ale organizacja, do której ma prawo należeć każdy urzędnik, jeśli chce, a po godzinach pracy też może robić co chce, byle tylko nie naruszył godności urzędnika. Czy Pani działanie było zatem etyczne, czy wniosło coś dobrego dla miasta? Pani Redaktor, dużo tych kłamstw w Pani artykułach, dużo złośliwości i nienawiści. Kiedy i gdzie Pani się tego nauczyła? Boję się, czy to nie w Urzędzie Miasta w Jaśle, gdy była Pani Rzecznikiem moich poprzedników. Myślę, że pisząc różne bzdury ośmieszające i deprecjonujące miasto i jego władze, ma Pani jeden cel: zniszczyć za wszelką cenę mój wizerunek jako Burmistrza. Po co? Może zmiana władzy umożliwiłaby Pani powrót na stanowisko Rzecznika Urzędu Miasta. I czy tylko za funkcją Pani tęskni, czy też za poborami, które były w Urzędzie nieporównywalnie wyższe do obecnych, a do tego płatne jeszcze pół etatu w „Obiektywie” i prace zlecone w wysokości 2,5 tys. za kilka dni?

Na koniec proszę, aby się trochę Pani postarała przy doborze komentatorów mojej pracy, bo bardzo mi zależy na ocenie normalnych, zwyczajnych, uczciwych Jaślan, a nie sfrustrowanych pseudopolityków, czy kąśliwych dzieciuchów. W innych miastach dziennikarze potrafią dotrzeć do różnych osób, a u Pani wciąż te same twarze – czy to lenistwo, czy już nikt nie chce z Panią rozmawiać?

Nie odpowiadałam dotychczas na Pani brednie pisane nieustannie w „Nowinach”, bo skupiałam się na pracy, trudnej i odpowiedzialnej i żal mi było czasu na jałowe dysputy, gdy tyle jest do zrobienia w mieście. Ale ponieważ Pani swoje wymysły i kłamstwa dalej powiela i upowszechnia, kreuje mój wizerunek skrajnie inny od rzeczywistego i tak bardzo szkodzi miastu, to postanowiłam odpowiedzieć na małą cząstkę tych rewelacji o mnie i mojej pracy , którymi Pani absorbowała Jaślan i mieszkańców Podkarpacia przez 3 lata. Niech ludzie sami oceniają, kto mówi prawdę, a kto kłamie, kto pracuje i służy miastu, a kto je deprecjonuje i ośmiesza. Przysłowia są mądrością narodu, więc dedykuję jedno z nich Pani „Marny to ptak, który kale własne gniazdo.”
ale to jest żle