Odpowiedzi

2010-03-07T15:13:28+01:00
Był zwykły okupacyjny dzień, czerwiec 1942 czy 1943 roku. W ten piękny letni wieczór w Warszawie panował ożywiony ruch. Ludzie spieszyli sie do domów. Tramwaje zabierały z przystanków tłumy pasażerów. Ja również chciałem jak najszybciej dojechać do siedziby gestapo.
W pewnej chwili, na Krakowskim Przedmieściu pojawił sie na mojej drodze chłopiec, idący gdzieś od Bednarskiej. Stał twarzą do jezdni, nie odrywał oczu od trzymanej ksiażki, polskiej ksiązki! Bardzo mnie to zdenerwowało. Nie zwracał uwagi na nic wokoło. Widziałem go z daleka. Nagle zszedł z wysepki prosto pod koła naszej karetki. Z piskiem hamulców zatrzymałem się , cudem go nie przejechałem. Usiłował ominac auto, ale wyskoczyłem z niego i szerokim i szyderczym gestem zaprosiłem go do środka.
Chłopak sprawiał wrażenie zawstydzonego, nawet chyba przepraszał za swoje zachowanie. Ale cóż "gapowe się płaci". Zabrałem mu dokumenty i szybko pojechaliśmy w strone Alei Szucha.
Warszawa nadal kipiała życiem. Nikt nie zauważył nawet zniknięcia chłopca. Nikt mu nie pomógł...


chyba dobrze , ale można troszkę poprawić, pozdrawiam
32 4 32