Odpowiedzi

2010-03-07T16:36:35+01:00
Spacer

Nastał wieczór. Ja i Sandra wybrałyśmy się na przechadzkę po lesie . Świecił księżyc . To była bardzo pogodna noc. Idąc rozmawiałyśmy o różnych rzeczach . Nagle wydało mi się jakby ktos nas śledził .
Obudził się w nas lek i niepokój. Naraz niebo zakryła ciemna chmura. Mrok był jak jakby sieć rozłożona po całym lesie w której nie dało się poruszać .Moja koleżanka usłyszała ,że coś chrupnęło za krzakiem . To było straszne . Mieliśmy serca w gardle . Staliśmy tak jakby zamienione w głazy i czekałyśmy aż coś się stanie , wiedziałyśmy ,zę bezsensowne byłoby uciekanie w środku nocy po lesie .Byłyśmy zupełnie oniemiałe ,aż nagle jakiś męszczyzna wyskoczył zza krzewu i chwycił za rękę bezbronną sandrę . Ja jakoś odruchowo wskoczyłam za gałęzie drzew . Uchroniła mnie ciemność . Zanim uprzytomniałam porywacz z dziewczynką były już daleko . Chciałam zareagować , ale się nie dało . Miałam bardzo ciężkie nogi i ręce jakby przywiązane do drzewa . Nagle coś pociągnęło mnie za nogawkę spodni . To był Maciek – mój kolega z klasy . Ale co on tu robił ? Nie zdażyłam się zapytać ,gdyż on zadał to samo pytanie .
- a siedze sobie tu – nieświadomi odpowiedziałam .
- widziałem jak wchodziłaś tu z sandrą . Gdzie ona jest ?? – ponownie zapytał chłopak .
- Sandra … porwał ją ten mężczyzna … - dopiero jakby spostrzegłam ,że nie pobiegłam za nimi ,że jej nie uratowałam .
- Co ?? Musimy ją ratować . Szybko . w którą stronę on pobiegł ? – przestraszony Maciek złapał mnie za rękę i pobiegł w kierunku który wskazałam .
Po jakimś czasie zobaczyliśmy wielką jaskinie z której dochodziły bolesne odgłosy .
- to na pewno sandra – rozpłakałam się . Czułam się jak tchórz . Nie pomogłam własnej przyjaciółce .
- teraz nie czas na płacz . wytrzyj oczy . zobaczysz uda się ją uratować – pocieszył mnie kolega .
Zajrzeliśmy do oświetlonej ogniem nory . Dwóch podejrzanych typków ostrzyli dwa wielkie noze . Sandra stała przy scianie cała we krwi . To był przerażający widok . Jak oni mogli ? Są bez serca . Porywacze podeszli razem z nożami do dziewczynki i już brali zamach gdy odezwał się odważny głos :
- zostawcie ją ! – krzyknął Maciej .
- o proszę . Mamy kolejną ofiarę . Bierz go Bogdan! – wydał rozkaz jeden z mężczyzn i w tej samej chwili ,, Bogdan „ ruszył na Maćka . Nagle zauważyłam scyzoryk w ścianie . Bezzastanowienia wyjęłam go ze szczeliny i wbiłam prosto w pierś mordercy . Potem podbiegłam do mojej przyjaciółki .
- Nic ci nie jest ? – na próżno obsypywałam ją pytaniami . Była nie przytomna .
Po zauważeniu licznych ran przez Maćka zadzwoniliśmy po karetkę .
Zabrali sandrę do szpitala .Nie było dla niej szansy . Pęknięte nerki , połamane żebra , ręce . Dziewczyna zmarła .
Niezwykła żałoba obeszła całą naszą szkołę . Tak bliska osobia nie żyje .Do dziś mam wyżuty sumienia … to wszystko przeze mnie . Dlaczego nie zareagowałam ? Dlaczego siedziałam tak bezczynnie na drzewie . Więcej już nigdy nie pójdę do lasu , a na pewno do tego w którym byłam wtedy …
8 4 8