Odpowiedzi

2010-03-07T22:50:12+01:00
Ten dzień od początku nie należał do najlepszych. Agata zaspała i nie zdążyła zjeść śniadania. Na domiar złego na kolei była jakaś awaria, więc pociąg, którym normalnie dojeżdżała w dwadzieścia minut, dowlókł się na miejsce dopiero po godzinie. W rezultacie dotarła do szkoły pod koniec drugiej godziny lekcyjnej, więc straciła chemię i angielski. Językiem obcym specjalnie się nie przejęła – przecież w internecie posługiwała się nim na co dzień. Żałowała za to chemii. Nauczycielka miała robić bardzo ciekawe doświadczenie. Zresztą w ogóle chemia była ulubionym przedmiotem Agaty.

Na trzeciej godzinie miał być sprawdzian z kombinacji, permutacji i innych „cji”. Na szczęście matematyczka rozchorowała się i klasa miała zastępstwo z panią bibliotekarką, która nawet nie sprawdziła listy. Agata mogła więc zaszyć się w ostatnim rzędzie i odpisać pracę domową z przysposobienia obronnego, które było na piątej godzinie, zaraz po polskim. I to właśnie na polskim nastąpiła katastrofa.

Nie przeczuwając niczego, nasza bohaterka kupiła sobie w sklepiku dwie bułki z serem żółtym, sałatą i ogórkiem. Nie jadła nic od rana, więc zrobiła się okropnie głodna. Dobrze, że wzięła chociaż portfel, bo w przeciwnym razie nie mogłaby nawet kupić sobie drugiego śniadania i na pewno umarłaby z głodu do końca lekcji. Nie będzie się przecież zniżać do pożyczania pieniędzy od koleżanek.

Polski zaczął się standardowo – od sprawdzenia listy i narzekań wychowawczyni na temat marnej frekwencji. Czyim pomysłem było uczynienie polonistki wychowawczynią biol-chemu, nie wiadomo. Uczniom było właściwie wszystko jedno. Agata w głębi duszy chciałaby, aby jej klasą zajmowała się energiczna chemiczka, której lekcje zawsze były ciekawe.

Po sprawdzeniu listy wychowawczyni przypomniała, że już w tym roku zdają maturę, więc powinni przypomnieć sobie wszystkie lektury, uczyć się sumiennie i przygotować bibliografię do matury ustnej. I oczywiście trzeba pamiętać o zaświadczeniach o dysleksji. Czyli właściwie nic nowego. Agata już wyciągnęła zeszycik z krzyżówkami panoramicznymi, gdy padło to feralne zdanie:

- A „Szewców” streści nam… hm… może Agata. – Nauczycielka podniosła znudzony wzrok znad dziennika i wbiła go w ofiarę.

Ofiara natomiast w pierwszej chwili zesztywniała, bo pamięć nie podsuwała jej nawet jednego szczegółu. Po prostu czarna dziura. Po chwili oprzytomniała. Przecież czytała ten dramat. Absolutnie bez zrozumienia, ale czytała. Przecież nikt normalny by tego nie zrozumiał. A streścić to potrafią tylko fachowcy od ściąg i bryków.

- No więc byli szewcy – oznajmiła cicho. – I to były tytułowe postacie.

Nauczycielka uniosła brwi pytająco. Chyba myślała, że uczennica powie coś jeszcze. Agata tymczasem przeklinała swoją solidność – gdyby zamiast utworu przeczytała opracowanie, wiedziałaby, o co w tym wszystkim chodziło. Przeklęty Witkacy, czy jak mu tam!

- Będę musiała postawić ci jedynkę – powiedziała smutno nauczycielka.

- Ale proszę pani, ja naprawdę czytałam „Szewców”! – zaprotestowała Agata. – Tego się nie da streścić!

- Da się. – Nauczycielka znów przeniosła wzrok na dziennik i wpisała tłustą jedynkę.

Potem spytała klasowego prymusa, który oczywiście szczegółowo opowiedział, o czym są „Szewcy”, chociaż Agata szczerze wątpiła, czy sam autor to wiedział. Przecież podobno zażywał substancje, których nikt normalny by nawet nie dotknął.

Prymus oczywiście dostał szóstkę i lekcja potoczyła się dalej. Nauczycielka mówiła coś o facecie o nazwisku Scurvy, które to nazwisko wzbudzało w części klasy napady śmiechu, bo kojarzyło się niezmiennie z damą o wątpliwej reputacji.

Agacie przeszła cała ochota na rozwiązywanie krzyżówek. Pomyślała, że mogłaby pójść do jakiegoś tabloidu i sprzedać historię o prześladowaniu uczniów utworami zwariowanego ćpuna. Wtedy dopiero oburzyłyby się te wszystkie dewotki! Może nawet udałoby się usunąć to paskudztwo z listy lektur…

Rozważania te przerwał dzwonek na przerwę. Jakoś wyjątkowo szybko minęła ta lekcja. Agata przypomniała sobie, że tata zagroził jej obcięciem kieszonkowego, jeśli przyniesie jeszcze jedną pałę. Westchnęła ciężko i powlokła się do biurka nauczycielki. Reszta klasy entuzjastycznie opuszczała salę, bo przerwa była obiadowa, czyli dwudziestominutowa, więc można spokojnie zaszyć się w toalecie i wypalić papierosa.

- Proszę pani, mogę jakoś poprawić tę jedynkę? – spytała pokornie Agata, gdy już wszyscy wyszli.

- A odpowiesz z „Szewców”?

- A muszę? Ja naprawdę to przeczytałam!

- Agatko, posłuchaj. Lektury czyta się nie po to, żeby przeczytać i odłożyć na półkę. Lektury czyta się po to, by się czegoś dowiedzieć, pomyśleć, zastanowić się nad treścią… Wiem, że to trudne, ale nie możesz oczekiwać, że zawsze dostaniesz do ręki gotowe rozwiązanie. – Polonistka spojrzała na nią poważnie.

- Tak, ale może mogłabym zrobić coś o jakiejś innej sztuce? Referat na przykład.

Nauczycielka zastanowiła się chwilę.

- Dobrze. Napiszesz mi wypracowanie. Minimum cztery strony A4. Na jutro. Jeśli praca będzie porządna, pozwolę ci poprawiać tę jedynkę. A temat jest następujący: „Miłość silniejsza niż śmierć. Porównaj wybrane literackie obrazy miłości”. Punktem wyjścia niech będzie „Romeo i Julia”.

Agata jęknęła i zapisała temat w zeszycie. To będzie ciężka noc.



Miłość silniejsza niż śmierć. Co to ma być? Jeśli wpisać w wyszukiwarkę, pojawia się tylko jakiś romans dostępny w internetowej księgarni. Przecież już chyba ktoś tym pisał, prawda? Pan od informatyki zawsze powtarza, że w internecie jest wszystko – trzeba tylko dobrze poszukać. Czyżby naprawdę nikt nigdy nie zajmował się takim tematem?

Agata coraz bardziej podupadała na duchu. Przeglądała strony z różnymi opracowaniami, Wikipedię; zajrzała nawet do podręcznika od polskiego, który kurzył się od miesiąca na szafce w salonie. I nic! Zupełnie i absolutnie nic!

Spróbowała nawet szukać po angielsku. Znalazła poruszającą piosenkę zespołu Queen „Too much love will kill you”, której do tej pory nie znała. Zresztą i tak „Death on two legs” była fajniejsza. A tata słuchał przecież piosenki o śmierci w kostiumie kąpielowym… Ale to chyba nie miało większego związku z tematem.

W końcu wyłączyła komputer i zauważyła, że na półce stoi wielka, zielona książka w twardej okładce. A na grzbiecie ma napisane „Słownik motywów literackich”. Agata przypomniała sobie mgliście, że mama kupiła go jako literaturę przedmiotu do matury ustnej z polskiego. Wzięła tomiszcze do ręki i zaczęła szukać. Niestety, parę minut poszukiwań nie dało oczekiwanego rezultatu – motyw śmierci był, motyw miłości był, ale osobno. Razem nie występowały w ani jednym miejscu. Co za koszmarny pech? I to jeszcze teraz!

Kiedy indziej pewnie Agata nawet nie zwróciłaby uwagi na jedną więcej spiczastą ocenę w dzienniku, ale akurat teraz rodzice zaczęli się interesować. Dosłownie pół roku przed maturą nagle przypomnieli sobie, że nigdy nie interesowali się, jakie ich córeczka dostaje oceny. No i postanowili to nadrobić. To właściwie samo w sobie nie było takie złe. Najgorsze, że jeśli przekroczyła określony przez tatę limit złych ocen, automatycznie traciła kieszonkowe. I to do czasu, aż się poprawi. Istny koszmar.

Agata zawsze zazdrościła starszej siostrze, Maruście, której rodzice nigdy w ten sposób nie kontrolowali. I w ogóle Maruśka ma lepiej, bo nigdy nie musiała pisać jakiegoś durnego wypracowania o jakichś durnych dzieciakach w wieku gimnazjalnym, które zakochały się tak kretyńsko, że musiały się zabić. Teraz pewnie wsadziliby Romea za molestowanie dziewczynki poniżej piętnastu lat i byłby spokój. I nie trzeba by pisać tego idiotycznego wypracowania…



W korytarzu szczęknęła klamka otwieranych z impetem drzwi.

- Wróciłam! – powiedziała Marusia.

Agata zerwała się na równe nogi, bo właśnie przyszedł jej do głowy plan genialny w swej prostocie. Wyszła z pokoju, gdy jej starsza siostra zdejmowała ciężkie, zimowe buty i otrzepywała je ze śniegu.

- Cześć. Może napijesz się herbaty? – spytała przymilnie Agata.

- Cześć. Mogę się napić. Czegoś ode mnie chcesz, że już od progu jesteś taka miła? – Marusia odstawiła buty pod kaloryfer i wyprostowała się, zerkając wesoło na siostrę. – Rodzice są?

- Mama poszła na aerobik, a tata doszedł do wniosku, że w domu nie ma nic do jedzenia, więc pojechał do hipermarketu – zreferowała Agata. – A ja piszę wypracowanie na polski.

- I jak ci idzie? – Maruśka wsunęła stopy w ciepłe kapcie i ruszyła do swojego pokoju.

- Jak zwykle, tylko gorzej. To wstawię wodę na tę twoją herbatę.

Po chwili obydwie siedziały już w opanowanym przez twórczy chaos pokoju starszej siostry i piły herbatę. Marusia przełożyła górę książek z fotela na biurko, więc Agata mogła wygodnie usiąść i spokojnie opowiedzieć o swoich problemach. Jeśli ktoś miał jej pomóc, to tylko Maruśka, która zawsze miała piątki z polskiego, a teraz studiuje dziennikarstwo.

- Czyli punktem wyjścia są Romeo i Julia? – spytała przyszła pani redaktor, sadowiąc się wygodniej na swoim plastikowym krześle biurowym. – Masz już jakieś pomysły?

Agata zaprzeczyła ruchem głowy.

- Dobrze. To zacznijmy od tego, co już mamy. Co możesz powiedzieć o miłości Romea i Julii?

- Wcale nie była mocniejsza niż śmierć. A najgorsze jest to, że zabili się tak naprawdę przez przypadek. Gdyby się lepiej umówili, mogliby spokojnie żyć długo i szczęśliwie. A przez głupiego pecha zginęli zupełnie bez sensu. – Agata wyrzucała z siebie słowa z głęboką niechęcią. Problemy opisywane przez pana Szekspira uważała za sztuczne i wydumane.

- No to możesz to napisać. W końcu chodzi o twoją opinię, a nie przepisywanie podręczników, prawda? Myślałaś może o innych utworach, które możesz przytoczyć?

- Omawialiśmy w zeszłym roku taki wiersz, chyba to był sonet, „W Weronie” Norwida. Poza tym podobna historia jest w „Tristanie i Izoldzie”. Oni też umarli przez głupiego pecha. – Wzruszyła ramionami, demonstrując, jak bardzo ciekawi ją ta tematyka.

- I więcej nic?

- Nic.

- W takim razie pomyślmy. – Marusia w zamyśleniu popatrzyła na zapełnione najrozmaitszymi książkami półki. – Powiedzmy, że masz do dyspozycji wszystkie możliwe media: komputer, telewizję itp. Co pierwsze kojarzy ci się ze sformułowaniem „Miłość silniejsza niż śmierć”?

- Szczerze?

- Szczerze.

- No to kojarzy mi się gra „The Sims 2”. Tam Sim może błagać Śmierć o darowanie życia ukochanej osobie. I to działa, jeśli te dwa Simy naprawdę się kochają.

Maruśka skinęła głową ze zrozumieniem.

- Dobrze, a z telewizji?

- Z telewizji? Był kiedyś taki film, że facet i dzieci zginęli, a jego żona przeżyła, ale popełniła samobójstwo z rozpaczy i trafiła do piekła. I ten jej mąż wyruszył z nieba, żeby ją zabrać. To jest dopiero miłość silniejsza niż śmierć – oznajmiła Agata, dumna z tak dobrego przykładu.

- A znasz film „Uwierz w ducha”? – Marusia uśmiechnęła się. – Rodzice swego czasu strasznie go uwielbiali. Jest o tym, że mąż ginie i nie odchodzi do nieba, tylko zostaje i ratuje swoją żonę, której grozi śmiertelne niebezpieczeństwo ze strony ludzi, którzy go zabili. Ogólnie bardzo romantyczne i miejscami naprawdę chwyta za serce. Mogłabyś kiedyś obejrzeć.

- Mogę obejrzeć. Ale po co mi to do tego wypracowania? Przecież miałam pisać o lekturach, a nie filmach.

- Masz rację – przyznała starsza siostra. – Moja klasa w liceum zawsze musiała się powoływać na „testy kultury”, czyli praktycznie cokolwiek, co ma jakąś treść: film, piosenkę, wiersz, książkę…

- Ale my nie możemy tak – przypomniała jej Agata.

- No dobrze. W takim razie przejdźmy do lektur. „Miłość silniejsza niż śmierć”. Jakie powinno być pierwsze skojarzenie człowieka wychowanego w naszej kulturze?

- A co ma do tego kultura?

- Bardzo dużo. Kto tak kochał, że dał się zabić, a potem miłość go ożywiła? – Maruśka spojrzała wyczekująco na siostrę, a w jej oczach zapaliły się figlarne ogniki.

- To coś starożytnego, prawda?

- Ciepło.

- Ozyrys i Izyda? Orfeusz i Eurydyka?

- Nie o to mi chodziło, ale też możesz o tym napisać. Tylko zapisuj to, co teraz mówisz, bo potem zapomnisz i znów będziesz narzekać, że nie masz pomysłu.

Agata z niechęcią podniosła się z wygodnego fotela i poszła do swojego pokoju po coś do pisania. Wróciła po paru minutach, niosąc piórnik i gruby, wyświechtany zeszyt, w którym prowadziła notatki na wszystkie tematy pozalekcyjne. Od czasu do czasu pisała też w nim prototypy wypracowań. Gdy weszła, Maruśka przeglądała coś w swoim laptopie.

- „W Weronie”, Orfeusz i Eurydyka, Izyda i Ozyrys… - Agata zaczęła notować tytuły, które dotychczas przyszły jej do głowy.

- Nie zapomnij o „Tristanie i Izoldzie” – powiedziała starsza siostra.

- Dobra, pamiętam. No to o co ci chodziło przed chwilą?

- Jezus, siostrzyczko. Miłość silniejsza niż śmierć. I nie krzyw się. Możesz sobie być ateistką, ale Biblię znają wszyscy i można się na nią bez problemu powołać. Zresztą Bóg jest miłością, więc tutaj nie miłość jako zjawisko jest silniejsza niż śmierć, tylko Bóg. Pamiętaj, że pojęcia „miłość” i „śmierć” można różnie interpretować. Na przykład ludzie często czują się jak nowo narodzeni. A przynajmniej tak mówią. W tym kontekście każda zmiana to śmierć i narodziny jednocześnie. Więc każda zmiana w świecie dokonana przez miłość może podpadać pod ten temat. Tak jak w filmie „Podaj dalej”… - Marusia zauważyła brak aprobaty w oczach młodszej siostry. – No tak, ale ty przecież nie możesz pisać o filmach.

- Właśnie.

- Hm… To może idźmy epokami. Pamiętasz jeszcze jakąś opowieść ze starożytności?

- Był jeszcze taki mit… Bogini zakochała się w śmiertelniku i wybłagała od Zeusa, żeby ten śmiertelnik mógł pić napój nieśmiertelności. Ale zapomniała poprosić o napój zapewniający młodość, więc śmiertelnik żył wiecznie, ale starzał się aż skurczył się i stał się świerszczem – opowiedziała Agata.

- I jaki z tego morał? – Maruśka uśmiechnęła się nieco drwiąco.

- Nie zakochuj się w bogini, bo zostaniesz nieśmiertelnym świerszczem. – Agata parsknęła śmiechem. – Dobra, może to nie był zbyt dobry przykład.

- Masz jeszcze jakieś pomysły czy możemy przejść do średniowiecza?

- Ale w średniowieczu nic ciekawego się nie działo…

- Fakt. W średniowieczu pisali raczej o śmierci, mniej o miłości. I tu pasowałby wątek Jezusa. Ale nie musisz o nim pisać. W końcu to twoje wypracowanie. – Marusia wzruszyła ramionami. – W renesansie raczej się takimi rzeczami nie przejmowali. Teraz barok. Jan Andrzej Morsztyn…

- … „Do trupa”! O, to jest nawet niezły wierszyk. Biorę! – Agata nagryzmoliła coś w swoim notesie. – Chyba mało ludzi wpadło na to, żeby porównać miłość i śmierć.

- Ale czy to dowodzi, że miłość jest silniejsza niż śmierć?

- Skoro miłość jest taka podobna do śmierci, to na pewno nie jest słabsza – odpaliła Agata, wpadając w coraz lepszy nastrój. – To co teraz? Oświecenie? Romantyzm?

- Raczej romantyzm. W oświeceniu pisali wiersze o postępie technicznym.

- No to ten Norwid… Mickiewicz raczej nie… bo gdzie w „Panu Tadeuszu” coś o śmierci? Zresztą w „Dziadach” to już praktycznie sama śmierć. Czyli odpada. Słowacki? „Balladyna” to jego, prawda? Ale tam przecież piorun ją trafił, a wszyscy, którzy kochali, zginęli. Tylko mi tu nie wyjeżdżaj z teorią, że to kara boża, a bóg jest miłością, więc miłość jest mocniejsza niż śmierć! – Agata spojrzała groźnie na siostrę.

Ta tylko się uśmiechnęła i nic nie powiedziała.

- Młodopolscy też nic chyba nie napisali na ten temat… A z obecnych… Mogę powołać się na Harry’ego Pottera?

- Czemu nie? Jeśli potrafisz to dobrze uzasadnić.

- W takim razie „Harry Potter”. – Agata zapisała ten tytuł w brudnopisie. – Jego mama oddała za niego życie i to sprawiło, że Pottera chroniło specjalne zaklęcie. Czyli tak jakby jej miłość przetrwała jej śmierć. O. To mi się podoba!

- Idąc tym tropem, mogłabyś powołać się na bajkę o Śpiącej Królewnie. Albo lepiej na Śnieżkę. W końcu została otruta i umarła. Dopiero zakochany książę ją ożywił.

- Zakochał się w martwej królewnie? Jak byłam mała, wcale mnie to nie dziwiło, ale teraz… Ta historia wygląda podejrzanie. A może ona była zombie?

- Agata, nie wydziwiaj. Sapkowski pewnie by napisał, że księciu nie chodziło o królewnę, tylko o dziedziczenie tronu, bo w swoim królestwie był dopiero dwudziesty w kolejce. Ale to nie powieść, tylko praca domowa. Jeśli podejdziesz do tego idealistycznie, na pewno będzie dobrze.

- A nie masz jakichś innych pomysłów? – Agata skrzywiła się na samą myśl o księciu całującym sine wargi martwej Śnieżki.

- Jest taki wiersz Zbigniewa Herberta… nazywa się „Dwie krople”. Jest bardzo piękny i krótki, więc możesz przeczytać go sama. Znajdziesz go w zbiorze poezji w biblioteczce mamy.

Agata zanotowała tę sugestię.

- Pomyślmy jeszcze, jaka to ma być miłość. Nie tylko taka romantyczna czy rodzinna. Może być też miłość do ojczyzny. Pamiętasz taki wiersz: zaczynał się od „Kiedy się wypełniły dni i przyszło zginąć latem”. Mówił o żołnierzach z Westerplatte, którzy zginęli we wrześniu 1939 roku.

- Tak, pamiętam. Tym żołnierzom było fajnie w niebie i maszerowali sobie po chmurach. Chyba nie mieli nic innego do roboty.

- Oj, ale ty jesteś… Oni po prostu musieli być zawsze w pełnej gotowości, bo na koniec wiersza obiecali: „gdy wiatr zimny będzie dął i smutek krążył światem, w środek Warszawy spłyniemy w dół, żołnierze z Westerplatte”. Czyli tak kochają Polskę, że nawet zrezygnują z nieba, żeby jej bronić.

- Ta… Ale kochają Polskę przedwojenną, z Wilnem i Lwowem, ale bez Szczecina i Gdańska. A może oni byli z Ukrainy albo Białorusi, albo Litwy…

- Czepiasz się szczegółów. – Marusia machnęła ręką. – A tak w ogóle to co ty się tak dobrze orientujesz? Miałaś jakąś klasówkę z historii?

- No. I nawet piątkę dostałam. Nie pamiętasz? To było ze dwa miesiące temu, w październiku.

- A, rzeczywiście. Ale wróćmy do miłości. Może Pratchett coś o tym pisał? U niego da się chyba coś znaleźć na każdy temat…Miłość… Hm…

- Może ta historia, że bogowie zlitowali się nad nieszczęsnymi kochankami i zamienili jedno z nich w słupek, a drugie w deskę do prasowania? – przypomniała sobie Agata.

- To chyba nie jest najlepszy pomysł. Pratchett raczej pisze o Śmierci jako o osobie, więc trudno byłoby taką osobę pokonać miłością. No chyba że weźmiemy pod uwagę historię Morta i Ysabell w „Morcie”. Czytałaś? Nie? To ci opowiem. Śmierć wziął sobie czeladnika, chłopaka o imieniu Mort. Mort spotkał dzięki temu przybraną córkę Śmierci. Na początku raczej się nie lubili, ale oczywiście w końcu musieli się zakochać. Śmierć się zdenerwował, ale ostatecznie im darował. No, mniej-więcej tak to było. Od biedy można to uznać za zwycięstwo miłości nad śmiercią.

- Hm… może to napiszę. – Agata ponownie nabazgrała coś w swoim zeszycie.

Nagle Maruśka uśmiechnęła się promiennie i uderzyła się otwartą dłonią w czoło.

- My tu kombinujemy, a jest jeszcze coś w lekturach. „Mistrz i Małgorzata”! Przecież tam bohaterowie mogą być razem dopiero po śmierci! To jest świetny motyw!

- Ale ja tego nie czytałam. Nie omawialiśmy tego na polskim.

- Masz ci los! Musisz to koniecznie przeczytać! „Szewców” omawiacie, a Bułhakowa nie?! Nie wierzę!

Agata spojrzała sceptycznie na święte oburzenie siostry.

- No to uwierz. Wymyśl mi lepiej jakiś przykład z książek, które przeczytałam.

Maruśka zastanowiła się chwilę, lustrując wzrokiem regał z książkami.

- „Jonathan Strange i pan Norrell” może być?

- Może. Ale gdzie tam jest miłość?

- Oj, Agata, jaka ty nieromantyczna jesteś. Nie pamiętasz, jak Strange kochał swoją żonę? Przecież gdy teoretycznie umarła, on poświęcił wszystkie dostępne środki, nawet własną równowagę umysłową, by ją odnaleźć i udowodnić, że Arabella Strange naprawdę żyje.

- No dobra. Coś jeszcze?

- Opowiadanie Fredericka Forsytha „Szepczący wiatr”. Jest absolutnie dziwne, ale tak to jest, jak autor powieści sensacyjnych bierze się za fantastykę i romantyczną miłość. Coś takiego dobrze napisałby może Słowacki, ale to… Autor sugeruje, że chłopak przeniósł się w czasie o cały wiek tylko po to, by kolejne wcielenie jego ukochanej mogło zajść z nim w ciążę. I potem on umiera. I tyle. Gdyby opisać to w odpowiednio romantyczny sposób, pasowałoby do twojego tematu.

- E tam. Już chyba mi wystarczy. Jak będę pisać dużymi literami, to powinnam zapisać te obowiązkowe cztery strony. Zresztą mogę przeciągnąć podsumowanie. Dzięki, siostra.

- Nie ma za co. Polecam się na przyszłość. – Marusia uśmiechnęła się do wychodzącej siostry i napiła się zimnej już herbaty.



Agata bazgrała pracowicie w swoim brudnopisie już drugą godzinę. Nieubłaganie zbliżała się pora dobranocki, a o 20.00 miał przecież przyjść po nią Karol. A Karol to nie byle kto, tylko prawdziwy student! Agacie udało się poznać w go autobusie. ZTM znowu zmienił trasę i właściwie sami nie wiedzieli, dokąd ta linia może ich zawieźć. Zaczęli rozmawiać; właściwie to on odezwał się pierwszy. I jakoś tak miło im się rozmawiało, że umówili się na tę imprezę. Prawdziwą studencką imprezę!

Agata bywała do tej pory tylko na drętwych szkolnych dyskotekach, więc perspektywy na wieczór wydawały jej się wyjątkowo świetlane. Przepisała na czysto swoją pracę, poprawiając interpunkcję i zmieniając niektóre sformułowania na bardziej pasujące. Gdy w radiu oznajmili, że minęła siódma, do pokoju Agaty zajrzała mama. Zobaczyła córkę przy biurku, pochłoniętą bez reszty pisaniem czegoś, więc wyszła po cichu.

Gdy wypracowanie było gotowe, Agata przystąpiła do przygotowań. Miała bardzo mało czasu, więc szybko przebrała się w przygotowany wcześniej strój. Umalowała się elegancko i uczesała włosy. Teraz z lustra patrzyła na nią śliczna, szczupła blondynka.

Karol zadzwonił do furtki równo o ósmej, gdy rodzice oglądali Pogodę, a Maruśki nie było w domu, bo udzielała akurat korepetycji jakiemuś gimnazjaliście. Agata wyszła z domu cała w skowronkach. Dostała od Karola bukiecik stokrotek (wolałaby róże, ale przecież wiadomo, że studenci są biedni, więc nie można od nich zbyt wiele wymagać), który zdążyła jeszcze położyć przy zlewie w kuchni. Miała nadzieję, że ktoś z domowników wpadnie na to, by wstawić je do wody.

Chłopak przyjechał po nią samochodem, więc usiadła dumnie na przednim siedzeniu i odjechali.



Dźwięk budzika nieprzyjemnie wwiercał się w uszy Agaty, informując, że już 6.00 i trzeba wstać, bo inaczej pociąg do szkoły odjedzie bez niej. Czuła się tak paskudnie, że nawet nie miała ochoty kląć. Zacisnęła zęby i zwlokła się z łóżka. Wyłączyła bezlitosny budzik i ruszyła do łazienki, wytężając całą swoją siłę woli, bo bez tego położyłaby się z powrotem spać i chrapałaby do południa. To była ciężka noc.

Impreza zapowiadała się całkiem przyjemnie. Któryś z kolegów Karola urządził ją u siebie w domu. Było sporo ludzi, piwo, przekąski i dobra muzyka. Przez trzy godziny Agata bawiła się świetnie, aż tu nagle błysnęło oślepiające światło i ktoś zaczął krzyczeć. Później okazało się, że to policja robiła nalot na handlarzy narkotyków. Aresztowali wszystkich obecnych, w tym Agatę. Przesiedziała w celi trzy godziny, zanim przyjechał ojciec. Nawet nie był specjalnie zły. Poprosił tylko, żeby uważała na przyszłość i nie pakowała się w kłopoty w miarę możliwości. Ostatecznie Agata poszła spać o czwartej nad ranem.

Dwie niepełne godziny snu może wystarczyłyby Napoleonowi, ale Agata zazwyczaj sypiała minimum sześć godzin. Dlatego też po takiej nocnej przygodzie była półprzytomna. Ocknęła się dopiero w szkole na piątej lekcji, czyli matematyce. Tym razem na zastępstwo przyszedł młody matematyk najwyraźniej zakochany w rachunku prawdopodobieństwa. Demonstrował rzuty monetą i kostkami, a później sprawdzał, czy prawdopodobieństwo wyliczone ze wzoru jest równe wynikom doświadczeń.

A potem nastąpił język polski. Agata usiadła na ławce przed salą i zaczęła zastanawiać się, jaką minę zrobi polonistka, gdy zobaczy to wypracowanie. Pewnie nie spodziewa się go w ogóle…

Obudziło ją uporczywe poszturchiwanie w ramię.

- Aga, wchodzimy do sali. Żyjesz? – pytał jakiś spanikowany głos.

- Żyję – mruknęła. Wstała z ławki i weszła do sali.



Lekcja przebiegła wyjątkowo spokojnie, ale nie było to zasługą polonistki, tylko pani z biblioteki, która przyszła wytłumaczyć, jak poprawnie napisać bibliografię. Bibliotekarka przygotowała prezentację w PowerPoincie, więc zgaszono wszystkie światła, aby lepiej było widać slajdy wyświetlane na ekranie powieszonym na specjalnym stojaku.

Większość kolegów i koleżanek notowała pracowicie, część pisała SMSy, a niektórzy zwyczajnie się nudzili. Agata oparła łokcie na ławce i opuściła głowę. Słyszała spokojny głos bibliotekarki, a potem nagle przyszedł Karol i zaczął się z niej śmiać, że jest smarkula i że niepotrzebnie brał ją na tę imprezę. Zdenerwował ją tym okropnie, bo przez niego spędziła pół nocy na komisariacie, nie wyspała się i ogólnie czuła się źle. A najbardziej wkurzające było to, że Karol wyglądał na absolutnie wyspanego i świeżego jak szczypiorek.

Zaraz obrzuciła go śliczną wiązanką epitetów. Ktoś dźgnął ją w żebra łokciem i wtedy Karol przekształcił się w Marusię, która zaczęła opowiadać coś o jakimś diable, który pojawił się w teatrze i rzucał pieniędzmi w widownię.

- Aga, obudź się! – Przerażony szept połączony był z ponownym szturchnięciem w żebra.

Agata otworzyła oczy i podniosła głowę. Polonistka patrzyła prosto na nią.

- Słucham? – spytała, starając się nie sprawiać wrażenia zdezorientowanej.

- Dobrze się czujesz? Może powinnaś pójść do pielęgniarki? – Spojrzenie nauczycielki było dość zagadkowe.

- Nie trzeba. Wszystko w porządku. Jestem trochę zmęczona, bo do późna odrabiałam lekcje – skłamała gładko. Przecież nie będzie opowiadać całej historii.

- O ósmej była u mnie twoja siostra. Przyniosła twoją pracę i powiedziała, że źle się czujesz, więc nie przyjdziesz dziś do szkoły – oznajmiła polonistka.

Agata zamrugała ze zdziwienia.

- Chyba jednak ci się poprawiło, skoro byłaś na wszystkich lekcjach.

- Ja… Maru… To znaczy: moja siostra miała moje wypracowanie? Przecież ja je mam ze sobą… - Otworzyła ćwiczenia do PO, za okładkę których schowała poprzedniego dnia swoją pracę. Nie było jej tam. – O.

- O twojej pracy porozmawiamy po lekcji – oznajmiła polonistka. – Teraz możemy wrócić do omawiania waszych bibliografii.

Lekcja dalej biegła spokojnie, bo to głównie nauczycielka mówiła. Uczniowie musieli tylko uważnie słuchać i notować.



Polski był ich ostatnią lekcją, więc zaraz po dzwonku cała klasa rzuciła się do szatni. Agata stanęła przy biurku wychowawczyni. Oczekiwała najgorszego. Plecak trzymała w dłoniach, aby zamaskować ich drżenie.

- Muszę przyznać, że bardzo zaskoczyła mnie ta praca. – Polonistka uważnie przyjrzała się twarzy uczennicy, ale chyba nie wyczytała z niej nic oprócz zdenerwowania i zmęczenia. – Bardzo ciekawie podeszłaś do tematu. Jeśli tak napiszesz maturę, to myślę, że nawet miałabyś szansę dostać się na polonistykę.

Agata popatrzyła na nauczycielkę, jakby widziała ją po raz pierwszy w życiu.

- Ja? Na polonistykę? Ale ja nie umiem pisać wypracowań…!

- A co to według ciebie jest? – Polonistka machnęła jej przed nosem arkuszem, który Agata poprzedniego dnia starannie zapełniała przykładami wystąpienia wątku miłości i śmierci w literaturze.

- Karna praca domowa – wypaliła, trochę dziwiąc się swojej śmiałości. – Zresztą sama tego wszystkiego nie wymyśliłam. Siostra mi pomogła.

- Ale siostra przecież tego nie napisała, prawda?

- No nie.

- I bardzo dobrze. Tę jedynkę ci skreślam. Zamiast odpowiadać z „Szewców” przygotujesz na poniedziałek referat o autorze, Stanisławie Ignacym Witkiewiczu.

- Dobrze, proszę pani. Do widzenia.



Idąc do szatni po swoją kurtkę i buty, Agata pomyślała, że naprawdę kocha swoją siostrę. A potem roześmiała się, bo jej niewyspany umysł dodał: „miłością silniejszą niż śmierć”.