Odpowiedzi

Najlepsza Odpowiedź!
2010-03-08T19:51:24+01:00
Przyzwyczailiśmy się do superbohaterów bez skazy. Szlachetnych altruistów, którzy ratują świat i sami piorą swoje trykoty. Nie piją, nie palą. Czasami tylko ciężko westchną, bo bycie superbohaterem to nie jest łatwa sprawa – trzeba zapomnieć o życiu prywatnym.

John Hancock jest inny. Owszem ma super moce, ratuje świat i walczy z bandytami, ale Batman i Superman pewnie by mu ręki nie podali. Bo Hancock to zakała superbohaterskiej braci. Pije, ma chamski sposób bycia i ubiera się jak kloszard. Nic dziwnego, że mieszkańcy i władze Los Angeles chcą się go pozbyć. Namówiony przez speca od PR-u, Hancock postanawia poprawić swój wizerunek. Uważa na słownictwo, odstawia alkohol i nawet zakłada nieco przyciasne trykoty.

Niestety razem z przemianą Hancocka zmienia się film. Początek obiecuje kino niegłupie i satyryczne, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Pierwsze sceny „Hancocka“ są więc pastiszem hollywoodzkiej masówki, bo wreszcie zostały zdemaskowane koszty superbohaterskich akcji. Broniąc świata, Spider-Man czy Hulk równocześnie skutecznie go dewastują. Podczas jednej tylko bójki obracają w ruinę całe dzielnice Nowego Jorku. Jak to możliwe, że nikt im tego nie ma za złe?!

Jest też „Hancock“ w swoich pierwszych fragmentach przycinkiem do współczesnej popkultury i kometarzem na temat dzisiejszego społeczeństwa. Hancock to nie tyle antybohater, co outsider. Jego problemy biorą się z poczucia samotności i izolacji. Hancock nie trafił poza nawias społeczeństwa dlatego, że ma wady, ale dlatego, że jest inny. A świat nie lubi „odmieńców“.

Niestety po obiecującym początku film coraz bardziej zmierza w kierunku standardowej hollywoodzkej superprodukcji, robionej według zasady – coraz więcej akcji, coraz mniej logiki. Owszem pościgów, eksplozji i adrenaliny w nim nie brakuje. Ale do scenariusza zakrada się chaos, humor robi się coraz bardziej płaski, a bohaterowie coraz bardziej przerysowani.

Nie zawodzi tylko Will Smith. Do końca pozostaje sarkastyczny i ironiczny. Ale w niezauważalny sposób sprawia, że jego Hancock robi nam się zaskakująco bliski.