Bardzo proszę o pomoc !!!

TEMAT: Analizując podany fragment Przedwiośnia Stefana Żeromskiego i odwołując się do całości utworu , przedstaw obraz wojny z punktu widzenia narratora oraz Cezarego. Zwróć uwagę na wpływ wojennego doświadczenia na życie bohatera powieści.

Fragment zaczyna się od:
Cezary Baryka niemało się nachodził w tej narodowej wojnie. Wykonywał wraz z kolegami z oddziału wściekłe marsze i wypady, obroty i zasadzki, to znowu wiał przed siłą przemożną. Zdarzało mu się iść w sam środek nieprzyjaciół, uczestniczyć w brawurowym przedsięwzięciu generała Sikorskiego, jak pchnięcie bagnetu rozpruwającym front bolszewicki. Zdarzało mu się maszerować dniami i nocami, naprzód , wciąż na wschód za wrogiem uciekającym. Przesunęły mu się przed oczyma niezliczone wsie i miasteczka, lasy i pola.Przebrnął rozlewne rzeki wśród łęgów.Ojcowskich szklanych domów nigdzie a nigdzie nie było.Z wolna przestał myśleć o nich. Nie myślał także o ideologii najeźdźców ze wschodu. Nie widać jej było w ruinie, w zniszczeniu, tratowaniu, w śladach rabunków, rzezi i gwałtów. Wróg śmiertelny ludzi ubogich szedł przed nim wszystkimi drogami na wschód - niszczyciel i rabuś. Gdzie były żelazne mosty , wisiały poprzetrącane ich gnaty- gdzie były mosty drewniane, sterczały osmalone pale.Gdzie były wsie, stały porozwalane pustki. Gdzie cokolwiek pięknego, wzniosłego przeszłość zostawiła potomnym na tej ziemi ubogiej , widniała kupa gruzów. Jakże tu było doczytać się w tym piśmie najeźdźców ze wschodu idei głoszonych przez mówców wiecowych ? Nadto sama wojna, jako przedsięwzięcie gromadne, jako dzieło kunsztowne a nowe i nieznane, zajęła go, a raczej przytłoczyła.Baryka nie myślał teraz, o co walczy i z kim , gdzie jest i dokąd dąży. Maszerował według rozkazu, nocował,jadł,spał,zrywał się na nogi,stał na warcie albo chytrze podkradał się pod placówki. Dobrze się na ogół spisywał dawny sportsmen bakiński. Przełożeni oddawali mu pochwały, a towarzysze broni przywykli liczyć na Barykę, jak ongi liczono na Zawiszę.Cezary nie miał do kogo wracać ani do kogo napisać listu.Kilkakroć posłał kartki pod adresem pana Gajowca.Odebrał od niego serdeczne odpowiedzi-otóż i świat cały.Ale w tych marszach, leganiach po rowach i ziemniakach były obok niego ludzkie dusze-koledzy. Okazało się nawet że te "Polaki" to są nawet dusze bratnie. Każdy z nich miał gdzieś jakąś "mamę" albo jakiegoś "tatę". Byli tacy, co mieli nawet babcie, a prawie każdy na postoju , w chwili, kiedy sądził, że go nikt nie widzi, ośliniał sekretnie jakąś fotografię - ach!-jej, Kazi albo Zosi.Cezary nie miał ani jednej Zosi , toteż uprawiał wyniosły cynizm przedrwiwań nie tylko z samych imion i spieszczeń, ale nadto z całości sentymentów.On to właśnie był żołnierzem w każdym calu. Nie było nic poza nim. Naprzód !- i kwita. W kompani zaprzyjaźnił się specjalnie z pewnym młodzieńcem, również studentem Warszawskiego Uniwersytetu, a obecnie tęgim żołnierzem, imieniem Hipolit, nazwiskiem Wielosławski. W pewnej przygodzie w okolicach Łysowa pod Łosicami Cezary wyratował tego Wielosławskiego z opresji. W potyczce Wielosławski wpadł między bolszewików, został pożgany bagnetami, potłuczony kolbami i porzucony w lesie zwanym Rogacz. Cezary nie znalazłszy go w kompanii wrócił się co tchu do lasu, wyszukał kolegę , wziął go na ramię i odniósł między swoich. Wielosławski wnet się wylizał, a nie zapomniał usługi.Nigdy on nie mówił o swym rodzie , rodzinie i sentymentach. Był "Hipolit" w szeregu i tyle. Na boku tylko szeptano , że to gruby pan z panów, srogi magnat, a kuzyn jakichś tam jeszcze bardziej pierońskich Wielosławskich. Hipolit był żołnierzem jak się patrzy i co się zowie. Darł buty w pościgu za czerwonymi drapichrustami , żarł razowiec i ciągnął z flachy, spał na ziemi i pocił się w obrotach, jakby wcale nie miał w żyłach nic błękitnego. A siły miał iście końskie, mógł o głodzie wytrzymać pełny pochód, kiedy już wiara nosem się podpierała. Nieraz z Cezarym spali pod jedną derą i dzielili się po bratersku chlebem, solą , słoniną i pluskwami. Toteż zawarli przyjaźń od serca , sztamę de grubis.Miało się ku jesieni, gdy w szeregach rozeszła się radosna wieść , iż wróg z kraju ustąpił i że bliski jest rozejm. Oddział , w którym służyli dwaj przyjaciele, Baryka i Wielosławski , z Białorusi cofnięty został na Mazowsze i znalazł się w małym miasteczku Żerominie. Obydwaj wojacy wdali się tutaj w wielkie spanie, którego wystarczyłoby na dziesięciu przeciętnych neurasteników. Jeść jednak było w tym mieście skąpawo, toteż zmęczonym rycerzom nudziło się w tym miejscu potężnie. Studentów uniwersytetu zwolniono chętniej niż innych, toteż Baryka i Wielosławski zwolnili się z szeregów , skoro w nich nie było już obronnej roboty. Wielosławski zaproponował Baryce , żeby ten pojechał do niego na wypoczynek, do jakowejś Nawłoci w okolicach Częstochowy. Baryka przystał. Przebrawszy się w Warszawie w ubranie cywilne , do czego pomógł pan Gajowiec udzieleniem zaliczki na przyszłe prace biurowe - Cezary wyruszył do Nawłoci.

1

Odpowiedzi

Najlepsza Odpowiedź!
2010-03-09T14:04:19+01:00
Kontrasty społeczne, bogactwo i biedę, głód i przepych, różne podziały - oto obraz Polski odrodzonej, który zobaczył Cezary Baryka z "Przedwiośnia" Stefana Żeromskiego. Taki obraz Polski bardzo rozczarował Barykę, gdyż z opowieści jego ojca o "szklanych domach" wynikało, że jest to kraj powszechnego szczęścia, gdzie wszyscy są sobie równi, a zbudowanie szklanych domów jest jedynie początkiem nowej, wspaniałej przyszłości, gdzie przyjdzie czas na przemysł, elektryfikację, rolnictwo. Okazuje się, że jest to niemożliwe do zrealizowania. Koncepcja szklanych domów ma raczej wymiar marzenia niż realnej prawdy. Pierwsze zderzenie Cezarego z rzeczywistością polską burzy mit szklanych domów. Zamiast kryształowej rzeczywistości widzi odrażający, brudny świat.

Podczas pobytu na dworze w Nawłoci, majątkó rodziców przyjaciela - Hipolita, bohater dostrzega samolubstwo klas posiadających oraz nędzę ludzi. Ziemiańska szlachta żyje w dostatku, lecz gospodarze pozbawieni są jakichkolwiek wartości moralnych i patriotycznych. Codzienne zycie szlachty to ciągłe zabawy , polowania i bezustanne ucztowanie: "Obiady, kolacje, śniadania i podwieczorki trwały niemal przez dzień cały." Nawłoć jest symbolem upadku klasy szlacheckiej, zaniku roli kulturowej dworu i spraw patriotycznych.

W Chłodku Cezary poznaje życie najuboższych chłopów i komorników. Lydzie wegetują tu w strasznej nędzy, ciągle chorując. Każdy ich dzień jest walką o posiłek, aby móc przetrwać kolejny dzień. Nie ma tu mowy o żadnej równości, czy sprawiedliwości. Cezary jest przerażony widokiem tych ludzi, lecz jednocześnie nie popiera ich myślenia, które wskazuje na ich bezradność. Myśli w duszy: "Cóż za zwierzęce życie pędzicie chłopy silne i zdrowe (...) Zbuntujcież się, chłopy potężne przeciwko swojemu sobaczemu losowi".

Również w Warszawie nie ma żadnych ideałów. Żydzi zamieszkujący stolicę, nie mają podstawowych środków do życia. Ich domy poobdzierane są z tynku, wszędzie widać brud i nędzę. Na szuldach sklepów nie widnieją polskie napisy, nie ma tu dla nich miejsca. Żydzi sami tworzą tu getto.

O rządowej koncepcji odnowy państwa polskiego dowiadujemy się dzięki wprowadzonej w powieści postaci Szymona Gajowca - przedstawiciela rządu polskiego, pracownika Ministerstwa Skarbu. To, czym się zajmuje, jest dla nas odpowiedzią na pytanie: czym właściwie zajmuje się rząd? Z racji tego pisze on książkę, która jest informacją o rzeczywistości polskiego społeczeństaw i problemach, które należałoby rozwiązać, a należą do nich między innymi: konieczność przeprowadzenia reformy rolnej, wprowadzenie jednolitej polskiej waluty , wzmocnienie armii zabezpieczającej granice, edukacja (wydźwignięcie narodu z ciemnoty i zacofania), poprawa ekonomiczna kraju, zlikwidowanie brudu i nędzy panujących w kraju i wiele innych reform.

Niestety, program Szymona Gajowca jest niemożliwy do zrealizowania, gdyż postawa rządu polskiego wobec zaistniałej sytuacji to brak radykalnuch działań, stagnacja, nieudolność, brak chęci rozmowy z robotnikami. Dlatego też nie ma tu mowy o poprawieniu sytuacji panującej w Polsce.

Stefan Żeromski, ukazując taki obraz Polski odrodzonej, chciał ostrzec rodaków, że takie działania nie poprawią sytuacji, natomiast mogą doprowadzić tylko do wojny domowej. Chciał powiedzieć całemu społeczeństwu, że nie wolno budować nowej ojczyzny na krzywdzie i nieszczęściu niewinnych ludzi.
89 2 89