Odpowiedzi

Najlepsza Odpowiedź!
2010-03-09T19:25:30+01:00
Pieniądze. Już samo słowo jest potęgą i potrafi czynić cuda. Pieniądze - miłość i nienawiść, jednocześnie. Pieniądz - jedni mówią nerw rzeczy, inni nazywają go nerwem czynów, jeszcze inni nerwem wojny i nienawiści, napisano o nim i wykrzyczano najgorsze rzeczy, wyzwano od plugastw i ścierw, ale są i tacy, którzy mówią, że po prostu nie śmierdzi i tyle, tylko tyle. Pieniądz to władca świata - krzyczą, kto ma pieniądze ten ma wszystko: sławę, honor, zaszczyty, urzędy i władzę, jakże nieszczęśliwa to władza, z jaką głupotą, łzami okrucieństwem najczęściej złączona, bo ten, kto żyje z pieniądza sam staje się zimny, twardy jak pieniądz. A im więcej masz pieniędzy tym liczniej otaczają cię ludzie, z którymi nie łączy cię nic oprócz pieniędzy. Stare przysłowie polskie mówi: "Za pieniądze ksiądz się modli, za pieniądze lud się podli", a pan von Goethe napisał po prostu: "Kto ma uszy ten słucha; kto ma pieniądze ten je wydaje". No nie całkiem, są tacy, którzy je mnożą i tylko to jest sensem ich życia. Pieniądz ma często związek z pytaniem o sens życia, i humanizm stawia ten sens w opozycji do pieniądza.

Kobiety kochają pieniądze, ale tylko jako środek do celu. Marylin Monroe, kobieta kobiet, twierdziła, że nie lubi pieniędzy, że lubi zakupy, a to zupełnie co innego niż pieniądze. Marlena Dietrich natomiast odróżniała pojęcie pieniędzy w ogóle, od gotówki, na korzyść tej ostatniej. Dziś plastikowe pieniądze, czyli karta kredytowa, coś, co pozwala realizować zachcianki bez widoku pieniędzy a w związku z tym jakby bez świadomości ich wydawania, doprowadziła wiele kobiet i mężczyzn do nieszczęść. A "Syndrom Madame Bovary" czyli choroba zarejestrowana i zdiagnozowana na świecie, patologia polegająca na chorobliwym wydawaniu pieniędzy bez świadomości czy raczej bez przyjmowania do wiadomości konsekwencji tegoż, jest coraz bardziej znana, i leczona przez psychiatrów.

Mnie pieniądze przerażają. Jestem szczęśliwym człowiekiem, który nigdy nie pracował tylko dla pieniędzy, nigdy nie miał potrzeb większych i zobowiązań podjętych niż takie, na które było go stać, nigdy żadna z ważnych spraw w życiu nie była zależna od pieniędzy nieosiągalnych, ani też nigdy pieniądze nie decydowały o moim sukcesie, powodzeniu, zdrowiu, moim i moich najbliższych. Ale szczęście mojej rodziny polegało też na tym, że nikt z nas nigdy nie miał marzeń związanych z pieniędzmi, albo do realizacji których potrzebne były wyłącznie pieniądze, których w tej rodzinie nigdy nie było. Odkąd pamiętam, nikt nigdy nie zarabiał pieniędzy dużych, nie posiadał nic specjalnie wartościowego, nie dostał spadku czy darowizny, była to skromna robotniczo- inżynieryjno- technokratyczno- urzędnicza rodzina. Ludzie zarabiający na skromną prostą egzystencję. Całkiem szczęśliwi i zwykli. Szanujący pieniądze. Mężczyźni pracujący, często bardzo ciężko fizycznie, przy piecu Martenowskim w hucie, jak mój dziadek, czy urzędnicy, latami egzystujący w tych samych instytucjach, inżynierowie, szefowie oddziałów w fabrykach, hal, kierownicy działów, specjaliści od budowy samochodów. Kobiety - żony, niepracujące zawodowo, zajmujące się domami i dziećmi, niezarabiające ani nieposiadające żadnych pieniędzy własnych ani też majątków czy nieruchomości. Kobiety zależne od mężczyzn. W każdej sprawie wydawałoby się. Utrzymywane przez mężczyzn. Żyjące dla dzieci i mężów.

Dopiero niedawno zdałam sobie sprawę, że moja mama i jej siostry były pierwszymi kobietami pracującymi, wykształconymi w konkretnych zawodach, niezależnymi istotami. A ja jestem pierwszą kobietą w rodzinie, która ma za sobą rozwód i powtórne małżeństwo.

Wychowałam się w domu babci, wśród dorosłych, i politykę pieniężną kobiet, w naszej rozległej rodzinie, bardzo charakterystyczną, można powiedzieć niezłomne zasady postępowania na ten temat, wobec mężczyzn, panów i żywicieli tych rodzin, poznałam jakby w sposób naturalny, a wyjaśnienia dodatkowe udzielane mi przez babcię, mające mnie ochronić w życiu przed kłopotami, zostały mi przekazane celowo, systematycznie, rzeczowo i bez emocji a raczej ze ślepej miłości babci do mnie. I jako jedynie słuszne i obowiązkowe.

Po pierwsze - Psu, koniowi i mężczyźnie nie można wierzyć nigdy.

Po drugie - Mężczyzna pracuje, to jest jego obowiązek i duma, że może utrzymać rodzinę i w tym go należy upewniać.

Po trzecie - Kobieta daje Mu się utrzymywać i to jest Jego wielkie szczęście, bo On na nią, na tę kobietę, tak wspaniałą, właściwie nie zasługuje.

Po czwarte - Kobieta pracuje w domu i przy dzieciach trzy razy tyle, co On.

Po piąte - Mężczyzna jest głupszy w sprawach życiowych i w sprawach zarządzania życiem i domem, więc to naturalne, że zajmuje się tym Ona.

Po szóste - Ma pokazać "pasek" wypłaty, żeby wszystko było jasne i nie było niedomówień.

Po siódme - Ma oddać pieniądze, co do ostatniego grosika, a potem dopiero poprosić o drobne na przyjemność taką jak piwo czy ulubione cukierki.

Po ósme - Mężczyźni nie muszą jeść ani cukierków, ani słodyczy, ani pić piwa czy wina, i w ogóle wstydziliby się nawet o tym wspominać. Desery przy obiadach i ciasto w sobotę wystarczy.

Po dziewiąte - Nigdy nie mówić mężczyźnie prawdy o kosztach prowadzenia domu. Żeby darł na pasy, nie wiadomo co robił, kłamać, dla zasady i na wszelki wypadek. Choćby po to, żeby Go zmylić, zdezorientować.

Po dziesiąte - Każda rzecz kupiona dla kobiety kosztuje grosze, każda kupiona dla Niego - majątek. Rzeczy kupowane dla dzieci generalnie są drogie, z zasady, żeby wiedział, że utrzymać i wychować dziecko nie jest łatwo i to wielki Jego obowiązek.

Po jedenaste - Nigdy przed nim nie zdradzić prawdziwej ceny niczego. Dla zasady.

Po dwunaste - Odkładać pieniądze zaoszczędzone systematycznie na bok, nie zdradziwszy się z tym pod żadnym pozorem.

Po trzynaste - Nie bać się niczego, kłamać dla dobra domu i rodziny, on nie jest w stanie zauważyć czy odkryć nawet najgrubszymi nićmi szytego łgarstwa.

Po czternaste - Rzeczy kupione dla siebie, chować, wyjmować po kolei, stopniowo, i wmawiać, że się je ma od dawna, a w wypadku pytania na temat takiej "nowej" rzeczy, zaatakować pretensjami i wymówkami o to, że tylko On takich spraw nie zauważa, bo na kobietę nie patrzy.

Po piętnaste - Mówić zawsze, o każdej porze i w każdej sytuacji, że pieniędzy może zabraknąć, przedstawiać kolejne potrzeby wykorzystując święta, uroczystości, etapy życiowe rodziny i tym samym utrzymywać mężczyznę w wiecznej gotowości do walki i forsować go do większego wysiłku.

Po szesnaste - Podstawowe potrzeby mężczyzny muszą być zaspokojone w sposób perfekcyjny. Musi mieć poczucie bezpieczeństwa i przekonanie, że jest osobą specjalnej troski, a jego wygoda i spokój, celem godnym wszelkich wysiłków. Nawet, jeśli tak nie jest, musi być pewien, że to on i jego dobro jest najważniejsze.

Po siedemnaste - Dowartościowywać i chwalić. Nigdy, pod żadnym pozorem nie mówić tak zwanej prawdy, a nie daj Boże gorzkiej, bo po co?

Po osiemnaste - .....Mogłabym tak pisać godzinami, ale to niepotrzebne, bo system postępowania odkrywa się i staje się czytelny po trzech pierwszych punktach.

Wszystkie kobiety w mojej rodzinie, stosując się do tych zasad, prowadziły wzorowo gospodarstwa, nigdy tam niczego nie brakowało, były mistrzyniami oszczędności, gospodarności i świętego małego kłamstwa, dla dobra rodziny. Każdej udawało się uskładać pokaźne sumy, które wypływały na wierzch w momentach kryzysów, chorób, śmierci czy potrzeb niecodziennych. Wszyscy mężczyźni byli w tej rodzinie generalnie zadowoleni, spokojni i usatysfakcjonowani i co więcej wszyscy naprawdę kochali swoje żony a one ich. Mimo że One myślały o Nich i traktowały Ich jak osobniki lekko niedorozwinięte, ale za to z czułością. I tak się też o Nich wyrażały, nawet wobec nas, dzieci.

Obserwuję dziś często sama siebie z rozbawieniem i śmieję się sama z siebie, kiedy przyłapię się na tym jak sama, często zupełnie nieświadomie, niepotrzebnie, ale za to w naturalny sposób, przestrzegam tych wpojonych zasad, mimo że jestem w zupełnie innej sytuacji niż wszystkie te kobiety z mojej rodzimy, o których pisałam wyżej.

Nigdy nie mówię mężowi ile co kosztowało, nie wiem dlaczego, podaję zawsze cenę o połowę mniejszą, po prostu dla zasady, wiele rzeczy chowam i upycham byle gdzie, po to, aby ich w ogóle nie zobaczył, bo są kupione bez żadnego sensu, a do błędu się nie przyznam za nic, mam pochowane pieniądze po wszystkich zakamarkach tak, jakby ktoś chciał mi je zabrać lub na nie czyhał, po czym zapominam o nich bardzo często, nie zauważając ich nieobecności w moim życiu, znajduję je najczęściej niespodziewanie w zdumiewających miejscach, które samą mnie wprawiają w osłupienie. Lubię mieć sumę, o której On nie wie. Zaskórniak pod ręką. Odkryte przypadkowo zakupy, a szczególnie rzeczy dla mnie, określam zawsze jako prezenty od Niego na okazję, jaka mi właśnie wpadnie do głowy, tłumaczę, że kupiłam to za Niego dla siebie, żeby miał prezent z głowy i żeby Mu oszczędzić kłopotów, po co tak kłamię, nie wiem, sama mnie to śmieszy. Itd. itd. itd... W torebce tak jak wszystkie kobiety w mojej rodznie miały i mają, noszę świętego Antoniego z Padwy, i rybią łuskę z wigilijnego karpia, na szczęście i dla powodzenia w finansach. Na wszelki wypadek wierzę, że swędzenie lewej ręki oznacza przypływ pieniędzy, stłuczenie talerzyka wydatek, a czarny kot w domu to dostatek. Zaginięcie psa - kradzież. Koronkowe serwetki - drobne problemy finansowe. Pióra luzem w domu to bankructwo, a pożyczenie komuś lub od kogoś pieniędzy to zła wróżba na przyszłość, jeśli wiążemy z tym kimś przyszłość. Itd. itd. itd.

Lubię pieniądze i nienawidzę ich, jak prawie wszyscy. Nie chciałabym ich mieć za dużo, bo wiem, że to nie lada kłopot. Z lękiem myślę o chwili, w której miałoby mi ich zabraknąć na sprawy codzienne. Jestem artystką i sprawy związane z pieniędzmi mnie denerwują, kłopoczą i są mi niepotrzebne do życia. Pogardzam nimi. Artystom zdarza się często pracować nie dla pieniędzy i tak jest najpiękniej. Najwspanialej jest jak pieniądze są zwyczajnie "skutkiem ubocznym", a ponieważ uwielbiam swoją pracę, najczęściej tak właśnie w moim życiu jest. Na świecie jest wielu ubogich artystów. O wiele więcej niż bogatych. I w tym jest także coś pięknego i chlubnego.

Eviva larte! Człowiek zginąć musi –

cóż, kto pieniędzy nie ma, jest pariasem,

nędza porywa za gardło i dusi –

zginąć to zginąć jak pies, a tymczasem

choć życie nasze splunięcia niewarte:

eviva larte!