Odpowiedzi

Najlepsza Odpowiedź!
2010-03-10T17:51:02+01:00
Nazywał się Tymek. Miał 17 lat. Był wysokim, drobnej postury chłopakiem. Jego błękitne niczym niebo oczy, wiecznie przysłaniały wielkie szkła okularów, na które opadała blond grzywka. Odgarniał ją za ucho krótkimi, nerwowymi ruchami. Zawsze go denerwowała, ale jakoś nie przepadał za wizytami u fryzjera. Urodą wcale nie przypominał boskiego Adonisa. Można by wręcz rzec, że był jego przeciwieństwem. Jego to nie obchodziło. Nigdy nie przywiązywał uwagi do tak przyziemnych rzeczy. Jednak było w nim coś ujmującego. Na odległość biła z niego jakaś siła. Była to jego pasja.
Z pozoru był zwyczajnym nastolatkiem. Jednak było w nim coś co odróżniało go od rówieśników. Tym czymś była jego miłość. Miłość do poezji. Trudno go było spotkać w towarzystwie roześmianych kolegów. Z nikim się nie przyjaźnił, w szkole siedział sam w ławce. Lubił tą samotność. Zresztą on wcale nie czuł się samotny. Jego najlepszą przyjaciółką była książka. Wystarczyła mu ona aby odciąć się od tego „ziemskiego padołu” i znaleźć się w „lepszym świecie”. Gdy jego koledzy po szkole szli pograć w piłkę nożną albo koszykówkę, on wybierał inny kierunek. Szedł to biblioteki albo do najbliższego salonu „empiku” i pogrążał się w czytaniu. Jego ulubionym poetą był Krzysztof Kamil Baczyński. Uwielbiał poezję z okresu międzywojennego. Czuł w sobie tą dumę i patriotyzm, a także poświęcenie i waleczność bohaterów lirycznych .
Sam też pisał wiersze. Był w tym naprawdę niezły. Jednak nigdy ich nikomu nie pokazywał. Uważał, że nie są na tyle dobre, żeby ujrzały światło dzienne. Oprócz tego bał się też odrzucenia. Jego lęki były po części uzasadnione. Zawsze będzie pamiętał scenę z przed kilku lat. Siedział na korytarzu szkolnym i właśnie pisał jakiś kolejny wiersz. Nagle podeszli do niego „koledzy” z klasy i zaczęli go zaczepiać. Nie reagował na nich, więc wyrwali mu z rąk zeszyt. Czytali wszystko po kolei, głośno się z tego naśmiewając. On stał pośrodku nich i prosił, żeby oddali notatnik. Nie chcieli tego zrobić. Mieli pyszną zabawę i nie mieli ochoty z niej zrezygnować. Wbił wzrok w ziemię i myślał dlaczego ludzie mogą być tak podli, a łzy same cisnęły mu się na oczy. Od tej pory zawsze był traktowany jak ktoś gorszy. Był popychadłem i dziwakiem dla osób z klasy.
Pewnego dnia, przechodząc obok pokoju swojej siostry, zobaczył na ekranie jej komputera ogłoszenie. Pisali o konkursie dla młodych poetów. Zaciekawiło go to. Podszedł i zaczął czytać. Dowiedział się, że nagrodą dla zwycięzcy będzie wydanie własnego tomiku poezji. Patronat nad tym objęło znane wydawnictwo i kilku cenionych poetów. Wtedy w jego umyśle narodził się pomysł wzięcia udziału w tym przedsięwzięciu. Szybo jednak zaczął wypędzać tą myśl ze swojej głowy. Bał się, że się rozczaruje, że jego praca zostanie ostro skrytykowana.
Przez prawie tydzień bił się z myślami. W końcu postanowił się przełamać. Przecież swoje wiersze dostarczy pocztą i nie będzie musiał osobiście słuchać opinii. Wybrał kilka najlepszych i wysłał je. Jego ręce drżały gdy wkładał kopertę do skrzynki na poczcie. Po powrocie do domu chciał pobiec i wyjąć ją. Na szczęście było już za późno.
Najgorsze były trzy tygodnie oczekiwania na werdykt. Codziennie sprawdzał, czy aby już nie przyszła odpowiedź. Wreszcie nadszedł ten dzień i gdy pobiegł do skrzynki, zobaczył w niej list zaadresowany do niego. Spoconymi dłońmi otwierał kopertę. Czuł, że serc zaraz wyskoczy mu z piersi. Nie był wstanie złożyć liter w wyraz. Musiał głęboko odetchnąć. Rozłożył kartkę a na niej pisało: „Gratulujemy zwycięstwa...”. Nie mógł dalej czytać. Wygrał! Wygrał! Wygrał!
1 3 1