Odpowiedzi

2010-03-11T13:13:26+01:00
1. Tajemnica wiary, która nas jednoczy



W dniu dzisiejszym, w uroczystość Ciała i Krwi Pańskiej, idziemy z Jezusem Chrystusem szlakiem królewskim Warszawy. Ten trakt królewski jest czynny i zawsze pełen ruchu, w dzień i w nocy, służący normalnemu życiu społeczeństwa i miasta, pod względem gospodarczym i komunikacyjnym, i temu wszystkiemu, czym żyją ludzie pracy. Ten szlak jest wykorzystywany do organizowania manifestacji uroczystych, radosnych, imprez sportowych, rekreacyjnych. Bywa także używany do manifestacji, które cechuje groźny pomruk, okrzyki sprzeciwu, okrzyki bólu, roszczeń. To także jest właściwość tej trasy, bo takie jest życie społeczeństwa. Ale raz w roku idzie tędy procesja święta.

Właśnie teraz odbywa się ta procesja, w której niesiemy Eucharystię, a więc ukazujemy wielką tajemnicę wiary. Ta obecność Chrystusa w Jego tajemnicy Chleba powoduje, że procesja ta ma inny wymiar. Są w niej barwy, są kwiaty, jest harmonia, jest śpiew, idziemy jeden obok drugiego w ładzie, w spokoju, w miłości, z szeptem modlitwy, z uwielbieniem Jezusa Chrystusa. Rokrocznie jest to wyjątkowa droga. Obecny jest na niej Jezus Chrystus w swojej tajemnicy, a to jest wielka tajemnica wiary, czyli nie do końca pojęta. Niemniej jednak, możemy sobie przybliżyć tę tajemnicę, która nas tak jednoczy w sposób inny niż codzienne życie.

Wejście w Eucharystię to znaczy odkrywanie tej chęci Boga, który chce być obecny pośród ludzi i chciałby, żeby człowiek zbliżał się do Niego. Eucharystia to nie jest tylko dar, ofiarowany po to, by był - to jest tajemnica, która ma się w nas rozwijać, w społeczeństwie, w każdym pokoleniu, z każdym stuleciem, byśmy umieli wniknąć głębiej w zamiary Boga, który tak ukochał świat, że Syna swojego dał (por. J 3, 16), i zrozumieć ten niezwykły Chleb, kruchy Opłatek, który umieszczamy w monstrancji, a który przebywa dzień w dzień w naszych kościołach, w tabernakulach. To jest wielka historia miłości Boga do człowieka.

Gdy spojrzymy na dzisiejsze czytania biblijne, widzimy lud idący przez pustynię przez czterdzieści lat, żywiony manną, czyli chlebem, który spadał z nieba, żeby ukazać, że Bóg czuwa nad swoim ludem w chwilach bardzo trudnych (por. Wj 16, 4). Ten chleb był najbardziej czczony w czasie Paschy, czyli tej niezwykłej wieczerzy, podczas której ofiarowano baranka. A to wszystko było przygotowaniem do tej Paschy wielkiej, zasadniczej, w której Barankiem stał się Jezus Chrystus, wylewając za nas w ofierze swoją Krew.

Tajemnica, której dotykamy, jest wyrażona w sposób prosty, bo chodzi o chleb i wino. A potem chodzi o Ciało i Krew. I to również są pojęcia dla nas zrozumiałe. Chleb i woda, chleb i wino - to jest pożywienie dla ciała. Eucharystia, Ciało Chrystusa i Jego Krew - to jest pożywienie dla życia wiecznego. Tajemnica jest w tym, jak wino zmienia się w Krew, a chleb w Ciało. To jest tajemnica, która się dokonała w Wieczerniku i ciągle się dokonuje, ciągle trwa, ta sama. I Pośrednik jest ten sam - Jezus Chrystus, ofiarujący się nam i będący z nami, pragnący być właśnie w tym Chlebie, który jest nam dany do spożycia, w świętym Chlebie. Chrystus-Bóg jest dobry jak chleb. Chcemy więc poprzez ten Chleb zrozumieć dobroć Boga.

Ten Chleb jako Ciało Chrystusa - to tajemnica wiary. Nie można bowiem dociec tego naukowo, udowodnić analizą chemiczną. To jest przedmiot naszej wiary, jakiegoś instynktu, który mówi, że tak jest, bo tak Bóg chce. Tę tajemnicę Chrystus zostawił Kościołowi, czyli wspólnocie wiernych, aby o tę tajemnicę dbała, strzegła jej, zgłębiała ją i rozpowszechniała. Nie dlatego, żeby czynić Chrystusa popularnym, tylko po to, żeby On przemieniał nas. To nie jest tylko dar jako dar. To nie jest tylko chleb, który można spożyć. Przecież Eucharystią do syta fizycznie nikt się nie pożywi. To jest Chleb dla naszego wewnętrznego, moralnego odrodzenia. I Kościół tego strzeże. Strzegł tego Chleba w katakumbach, kiedy był prześladowany, strzegł także w obozach koncentracyjnych, bo i tam Eucharystia była sprawowana, gdy był kapłan. Człowiek bowiem pragnie życia, i to życia w całej pełni.

2. Wierzący ma rozszerzać dobro, które przyjął od Boga



Nasza przeszłość to także bardzo wymowne znaki ukochania Eucharystii. Przed kilkoma dniami miałem możność uczestniczyć w święcie miasta Radomia, które obchodziło 500. rocznicę uchwalenia konstytucji "Nihil novi", co miało miejsce za króla Aleksandra Jagiellończyka. W Radomiu żył także starszy brat króla - królewicz Jan Kazimierz, który bardzo sprawnie administrował państwem. Ten święty Królewicz nocą zakradał się do kaplicy, aby adorować Jezusa Chrystusa. A więc ta pobożność, która trwa od początku naszych dziejów, dotyka różnych warstw społecznych, bardzo różnie się objawia i zawsze jest znakiem wielkiej miłości, która potrafi przemieniać ludzi, która potrafi jednoczyć, która dodaje sił wtedy, kiedy opadają ręce, bo daje moc ducha.

I jeżeli mówimy o tym wielkim darze, który otrzymał Kościół, żeby nad nim czuwać, to niepodobna nie wspomnieć Jana Pawła II, który odszedł z tego świata zostawiając nam Rok Eucharystii. Wiemy, jak Ojciec święty odchodził z tego świata. Najpierw tracił sprawność fizyczną, potem tracił głos, potem miał trudności z oddychaniem, potem nie było już nawet możliwości przyjmowania posiłku. To był znak, że Bóg woła go do siebie, niejako mówi: "Ty skończyłeś swoje ziemskie bytowanie, ty wysłużyłeś wszystkie swoje siły". I podczas sprawowania Eucharystii, którą koncelebrował biskup przy łożu konającego, Papież przeszedł do wieczności. My rozumiemy ten dar, jakim On był dla świata, a może w jakiś szczególny sposób dla nas. Ale my nie odnosimy tego tylko do siebie, bo chcemy dzielić się tym, co jest dobre, z całym światem. Tego dokonywał Ojciec święty. A Ojciec święty był tak przeniknięty Chrystusem, że po jego śmierci wołano: "Umarł święty". I to była właśnie świętość eucharystyczna. On zaczynał swój pontyfikat od encykliki "Redemptor hominis" - Odkupiciel człowieka, a kończył tym wezwaniem: "Panie, zostań z nami" (Łk 24, 29). To słowa z Ewangelii, której słuchaliśmy dzisiaj podczas procesji. "Panie, zostań z nami" - to jest właśnie tajemnica Kościoła, który strzeże Eucharystii, który wie, że Eucharystia to jest dar i zobowiązanie, że przyjmujący winien być nie tylko zadowolony z tego, że ma łaskę przyjęcia Pana, ale winien pamiętać, że ma obowiązek dalej rozszerzać to dobro, które przyjął. Trzeba, by z naszego społeczeństwa coraz bardziej były eliminowane przejawy zła właśnie dzięki sile Eucharystii.

Nasz kontakt z Eucharystią to Msza święta, szczególnie niedzielna. Trzeba, byśmy umieli znaleźć chwilę takiego spokoju, który byłby czasem dla Boga. W życiu człowieka nie może być tylko sama rozrywka, sama tylko uciecha i zapomnienie. Z obowiązkiem czynienia dobra wiąże się nabieranie "mocy eucharystycznej". To jest jak gdyby pierwsze zadanie w tym ciągłym wysiłku skłaniania się z dobrocią ku drugiemu człowiekowi. Ogromne zadanie. Często to sobie musimy przypominać, i czynimy to także dzisiaj, słuchając głoszonej Ewangelii, bo widzimy, jak wiele jest ataków jeden na drugiego. Sytuacja przedstawia się inaczej, gdy popatrzymy na samorządy, na mniejsze wspólnoty, gdzie ludzie się znają i potrafią współpracować, gdzie urząd miejski, Kościół, szkoła, zakład pracy potrafią wspólnie dokonywać dobra w zakresie im powierzonym. Pozostaje natomiast pytanie, dlaczego patrząc na sytuację ogólną w Polsce i w świecie, wciąż słyszymy o rzeczach złych? Trudno je wymieniać. Katalog tego zła byłby bardzo długi, zresztą jest powszechnie znany. Z jednej strony jest rozwijający się terroryzm, coś strasznego dla tego świata, z drugiej strony zagrożenie chorobami zakaźnymi, dalej jakieś klęski żywiołowe, którym nie potrafimy zaradzić, a potem te "zwykłe" ludzkie przestępstwa, które tak obfitują: defraudacja, kradzieże i jak jeszcze inaczej byśmy nazwali wszystkie te ekonomiczne, finansowe przekłamania, o których pełno w gazetach. Patrzymy na to wszystko, czytamy o tym, i - o dziwo! - czasem temu ulegamy. Czy nie trzeba jakiejś rewolucji moralnej, żeby oderwać się od tego, co jest złe?! Czy nie możemy wydobyć z siebie tej siły?! Tak, Bracia i Siostry, trzeba nam odrodzenia, i to odrodzenie przychodzi z Jezusem Chrystusem, z Jego nauką, i z Jego Matką Najświętszą, i z naszymi świętymi!



3. Chleb, który daje życie



Popatrzmy na to raz jeszcze, żebyśmy uświadomili sobie te nasze przewinienia, do których się przyzwyczajamy. Najpierw grzechy przeciwko życiu. Jak gdyby nigdy nic słyszymy, że dzisiaj już zginęło na drogach osiemnastu, dwudziestu ludzi, bo byli kierowcy pijani, bo - jak się to mówi - jeździli bez wyobraźni. Czy to jest potrzebne, żeby siadać za kierownicą po pijanemu? Czy nie trzeba opamiętania, jakiejś dyscypliny wewnętrznej, żeby to było respektowane także w sumieniu każdego?! Z kolei pojawia się prawo, które wywołuje jakieś kłopot logiczny. Proponuje się bowiem, żeby nie dofinansowywać leków. Niech każdy sobie kupuje, jeśli chce. Ten staruszek, ta staruszka, która ledwo może ze swojej renty wyżyć, niech kupuje. A jak nie ma, to umrze. Natomiast dla tych, którzy chcą używać świata, rozkoszować się, środki antykoncepcyjne będą dofinansowywane przez państwo. Jaka w tym logika? Tak więc mamy dużo zadań do wykonania razem, ale w formule kierowanej ku urzeczywistnieniu zasad, by w oparciu o te zasady kształtować lepsze formy życia.

Dalej kwestia poszanowania ludzkiej godności. Mówi się tyle o teczkach, które zajmują czterdzieści dwa kilometry półek. Co one oznaczają? Oznaczają one ból, może wstyd, może rzeczywiście kryją wielkie grzechy. Ale obok tego swądu, który się stamtąd dobywa, trzeba przecież widzieć struktury zła, które zmuszały ludzi do tego, żeby nie umieli się oprzeć lękowi, czy też pokusie bogactwa, jakichś zysków, korzyści materialnej. Ileż było tego zła w samych podstawach systemu, w założeniu strukturalnym! My dzisiaj nad tym bolejemy, ale to trzeba raz oczyścić. I Kościół chce pomagać w leczeniu społeczeństwa, jeśli ono jest chore.

Dostrzegamy problem narkomanii, alkoholizmu, nieposzanowanie życia, wzajemną nienawiść, gdy z jednej i z drugiej strony słychać ciągle okrzyki nienawiści, wyrzuty, zarzuty, wyszukiwanie u kogoś zła, czasem najdrobniejszego. Czemu to służy? Czy nie trzeba jakiegoś ogólnego lekarstwa? Kościół proponuje takie lekarstwo, którym jest modlitwa, adoracja, spowiedź, przebaczenie, miłosierdzie. To jest jak balsam, który ma być wylany na te obolałe rany. Jednak i państwo, i społeczeństwo nie pozostają bez środków w tym względzie. Nieraz jest to jak skalpel, który boleśnie przecina wrzód. A może czasem jest w tym i przesada. Myślę więc, że w to, co jest przepisami, co jest regulacją społeczną, trzeba także włączyć ludzkie poczucie braterstwa, solidarności. Niech także w naszym społeczeństwie zagości miłosierdzie! Niech ono dotknie tych wszystkich bólów, tego, z powodu czego tak bardzo cierpimy.

Bracia i Siostry, zbliżający się Kongres Eucharystyczny i dzisiejsze święto Bożego Ciała to wezwanie do tego, byśmy spojrzeli w naszą duszę, w nasze sumienia, w nasze serca, i dokonali postanowienia, że nie tylko na zewnątrz człowiek wygładzi swoje obyczaje i będzie się zachowywał poprawnie, ale sięgnie do swojego wnętrza, by odrodzenie przyszło w sposób duchowy, by to życie, które daje Eucharystia, było w nas. Tak jak chleb tu wyłożony daje życie doczesne, tak ten Chleb, którym jest Eucharystia, daje życie wieczne. Chrystus bowiem z taką mocą podkreślał: "Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne" (J 6, 54 ).

Bracia i Siostry, dążmy do życia wiecznego, aby potem, po naszej śmierci, przychodziły następne pokolenia, które będą się odradzać. Kiedyś bowiem spotkamy się w Domu Ojca, na tej uczcie, którą Chrystus obiecał, a której znakiem jest Eucharystia, tutaj sprawowana i spożywana. Ona jest właśnie symbolem tej przyszłej uczty w Królestwie Niebieskim.