Odpowiedzi

Najlepsza Odpowiedź!
2010-03-11T14:32:24+01:00
Zapusty

Nazwa karnawał pochodzi od łacińsko - włoskiego słowa carnavale, którego człony caro - mięso i vale - bywaj, oznaczają razem, w wolnym przekładzie, pożegnanie mięsa, a wraz z nim wszelkiego rodzaju uczt, zabaw i hulanek oraz nieuchronne zbliżanie się Wielkiego Postu. Jest to czas liczony od Nowego Roku lub Trzech Króli do wtorku zwanego kusym czyli diabelskim, poprzedzającym Środę Popielcową, czas tańców, uczt, maskarad i ogólnej wesołości.

Karnawał polski nazywano Zapustami i nazwy tej używano albo dla całego okresu od Nowego Roku do Środy Popielcowej, albo tylko dla ostatnich, najbardziej szalonych dni przed Popielcem. Te ostatnie trzy dni karnawału nosiły także staropolską nazwą Mięsopust (od słów mięsa - opust, czyli pożegnanie, opuszczenie, pożegnanie mięsa). Nazywano je również ostatkami, kusymi (diabelskimi) dniami, kusakami, dniami zapuśnymi.
W Polsce, podobnie jak w innych krajach Europy, był to czas poczęstunków, tańców i swawoli. Na wsi i w miastach, we wszystkich stanach, bawiono się i stosownie do posiadanych środków i zasobów jedzono dużo, tłusto i wypijano wiele mocnych trunków. Księża bezskutecznie gromili z ambon te zapustne hulanki, wołając ze są od diabła wymyślone oraz że „większy zysk czynimy diabłu trzy dni rozpustnie mięsopustując, aniżeli Bogu czterdzieści dni nieochotnie poszcząc”.
Przed zapustami bito świnie, a w "szalone dni" goszczono się tak długo, aż nie zjedzono wszystkich wyrobów. Wtedy przenoszono się do innego domu. Obfitość pożywienia miała charakter prowokacji urodzaju i dobrobytu, miała zapewnić dostatek pożywienia na cały rok. Należało więc jeść – jak mawiano – tyle razy, ile razy pies zamerda ogonem. Oprócz mięsa i wędlin zajadano się pierogami z jagłami, wieprzowymi żołądkami nadziewanymi kaszą zwanymi "Maćkami" i smażonymi albo gotowanymi jajami. Raczono się i to w nadmiarze piwem i wódką. Nic zatem dziwnego, że w zapusty śpiewano:

Jak Cię nie żałować
Miły mój Zapuście
Cztery Szpyry w grochu były
A piąta w kapuście

W miastach urządzano okazałe i bardzo wystawne uczty i bale, a wśród nich modne w Polsce, już w XVI wieku kostiumowe bale dworskie zwane redutami. Do ulubionych staropolskich rozrywek karnawałowych, urządzanych z wielką fantazją, należały szlacheckie kuligi. Była to sanna prowadzona przez wodzireja, od dworu do dworu, a w każdym czekała gości uczta i salony przygotowane do tańca.

Kipiący radością, wesoły i huczny, choć inny w charakterze był karnawał chłopski, bo i na wsi w zapusty było gwarno, suto i radośnie. Karnawał chłopski - ludowe zapusty był czasem pod każdym względem niezwykłym. Na wsi bowiem z zabawami zapustnymi, z tańcami i poczęstunkami wiązały się zawsze stare i bardzo ciekawe zwyczaje oraz obrzędy na płodność i urodzaj, które mieszkańcy wsi, obyczajem swych przodków, odprawiali u schyłku zimy.
Na wsi, tak jak wszędzie, najweselej i najhuczniej obchodzono ostatni tydzień karnawału od Tłustego Czwartku po ostatni kusy wtorek. Tłusty - zapuśny czy inaczej Combrowy Czwartek upływał głównie na jedzeniu i piciu. We wszystkich domach gotowano dużo obficie kraszonego jadła, kaszy i kapusty ze skwarkami, stawiano na stołach słoninę i sadło, a u bogaczy również mięso i różne kiełbasy. W Tłusty Czwartek nigdzie nie mogło zabraknąć smażonych na tłuszczu słodkich racuchów, blinów i pampuchów oraz lepszych i delikatniejszych ciast, pączków i chrustów (zwanych faworkami). Już w XVII i XVIII wieku chlubili się umiejętnością wyrobu doskonałych pączków cukiernicy warszawscy. Dotychczas dokładnie nie wiadomo jakimi drogami łakocie te przywędrowały do Polski. Być może jest to przysmak turecki, być może pochodzą z Wiednia. Pewne jest natomiast, że zadomowiły się w trwale w tradycji i kuchni polskiej i że dotychczas zajadamy się nim i w karnawale i przede wszystkim w Tłusty Czwartek.

Do końca XIX wieku, w ostatni dzień zapustów lub częściej w Środę Popielcową, dziewczyny i chłopców, którzy w czasie karnawału nie stanęli na ślubnym kobierców, a nawet się nie zaręczyli, wprzęgano do ciężkiej drewnianej kłody. Nazywano ją kłodą popielcową i zmuszano, aby wśród śmiechów i szyderstw, ciągnęli ją przez całą wieś lub ulicami miasta do karczmy. Tam musieli wykupić się, fundując wszystkim obecnym piwo i gorzałkę. Miało to być kara i wykup za to, iż nie podjęli jeszcze obowiązków i ciężarów stanu małżeńskiego i niezasłużenie, co najmniej przez rok, cieszyć się będą swobodami wolnego stanu. W ten sposób, zgodnie z obyczajem, piętnowano i wyszydzano staropanieństwo i starokawalerstwo.
Innym ciekawym, polskim zwyczajem zapustnym były bachuski (nazwa pochodzi od imienia starożytnego greckiego i rzymskiego boga Bachusa, zwanego także Dionizosem, patrona wina, wiosny, słońca, odradzającej się przyrody i miłości). Odbywały się one na Ziemi Sandomierskiej i Lubelskiej. Bachusem nazywano tam chłopca ubranego w słomiane powrozy, albo słomianą lalkę, którą na sankach lub wózku (w zależności od pogody), obwoziła świta złożona z przebierańców, zbierających datki dla "Bachuska", a przy okazji i dla siebie - drobne pieniądze na kufelek piwa.
Wszystkich przebierańców zapustnych chętnie przyjmowano w domach i ugaszczano, i to nie tylko dlatego, że ich występy były zabawne. Wierzono również w tajemnicze związki zachodzące pomiędzy ich przybyciem oraz obecnością w domu i obejściu, z ich zabawami i harcami, a rychłym już nadejściem wiosny i budzeniem się życia w przyrodzie.

Znakiem nadchodzącego Postu, wraz z którym, na długie tygodnie, znikało ze stołów smaczne, mięsne jedzenie, był garnek z żurem, o północy wnoszony do karczmy, w której odbywało się ostatnie, zapustne granie. Niekiedy wnoszono także śledzia na patyku, rybi szkielet lub śledzia wyciętego z tektury. Znaczyło to, że nastał już Wielki Post, a cienki żur i śledź zajmą główne miejsce w codziennym jadłospisie.
W bogatszych domach (głównie szlacheckich i mieszczańskich) oznaką nadchodzącego postu była późna maślna kolacja, zwana podkurkiem, bo spożywana przed pierwszym pianiem koguta, złożona ze śledzi, ryb, nabiału i pieczywa. Czasem w półmisku z podkurkiem ukrywano żywego wróbla. Gdy pan domu zdejmował pokrywę, ptak ulatywał. Był to znak, że wraz nim na całe sześć tygodni odlatują sute poczęstunki i zabawy.
Wszystkie te zwyczaje oznaczały nie tylko pożegnanie karnawału i wszystkich jego uciech. Symbolizowały również pożegnanie zimy, zbliżanie się przedwiośnia, wiosny, zapowiadały odnowę roślin po zimowym spoczynku i mające się niebawem rozpocząć prace gospodarskie. Troskę o pomyślny przebieg tych prac i o ich wyniki, a więc o urodzaj, wyrażały obrzędowe tańce kobiet - na wysoki len i konopie.
Niegdyś w całej niemal Polsce, w ostatki (a czasami także w Środę Popielcową), zebrane w karczmie kobiety tańczyły, wyskakując w czasie tańca jak najwyżej, by rośliny te wyrosły wysoko. Czasem mogło to przypominać sabaty czarownic, bo kobiety tańczyły z "kociubami" do rozgarniania węgli w piecu, gromko przy tym pohukując. Jeśli takie rozochocone "Baby" porwały przechodzącego mężczyznę, tańczyły z nim, aż się nie wykupił piwem lub wódką. Śpiewały przy tym:

Na len, na konopie
żeby się rodziły,
żeby nasze dzieci nago nie chodziły!

W przeszłości z uprzędzonych własnoręcznie nici lnianych i konopnych (także z owczego runa) tkano na domowych warsztatach materiały na koszule i ubrania. Tkanie zaś i przędzenie należało do tradycyjnych kobiecych zajęć. Niekiedy w intencji swoich upraw, skakali wysoko mężczyźni, lub podrzucali czapki pod sufit wykrzykując głośno:

Na owies, na pszenicę,
na żyto, na ziemniaki!

Prawie wszystkie dawne wierzenia, obrzędy i zabawy zapustne, tak niegdyś liczne, różnorodne i bogate odeszły w przeszłość. Nieliczne tylko dotrwały do naszych czasów. Można jeszcze zobaczyć (podobnie jak występy kolędników), inscenizacje pochodów i zabaw zapustnych podczas konkursów i imprez folklorystycznych. Zachowały się jeszcze, chociaż w niewielkim już stopniu, tradycje poczęstunków i spotkań, a czasami i zabaw tanecznych ostatkowych, ale nie mają one dawnego rozmachu i dawnej swej żywiołowości.
W obecnych czasach obchody karnawałowe sprowadzają się w zasadzie do zabawy sylwestrowej oraz zabaw, wieczorków tanecznych, dyskotek młodzieżowych, spotkań towarzyskich i poczęstunków urządzanych głównie w ostatnią sobotę karnawału. Jednak zdarzają się miejsca, gdzie jeszcze dziś po wsi chodzą przebierańcy. Są to młodzi mężczyźni występujący w roli Cyganów, Żydów, żebraków, diabłów, Belzebuba, śmierci, doktora. Prowadzą oni ze sobą "zwierzęta" - konia, kozła, koguta, żurawia itp. Chodząc od domu do domu przekomarzają się z domownikami i różnymi sposobami starają się wyłudzić od mieszkańców jakieś dary. Żyd usiłuje sprzedać swoje "towary", Cygan "oszukuje", żebrak prosi o jałmużnę, Cyganki "wróżą" itp. Żarty te mają dobrotliwy charakter i nie są w obraźliwym tonie - świadczą raczej o zgodnym współżyciu różnych kultur.
Domownicy muszą być na takie odwiedziny przygotowani i wcześniej zaopatrzyć się w różne smakołyki: orzechy, jabłka, obwarzanki, piwo, pierniki itp. W przeciwnym razie ze strony przebierańców mogą spotkać ich przykre niespodzianki. Na przykład żebrak "niechcący" może powywracać garnki na płycie kuchennej, zalać ogień w palenisku, rozsypać popiół po izbie. Zawiedzione "zwierzęta" kopią, wierzgają nogami, dziobią, gryzą, dziewczynom zrywają chustki z głów, podnoszą spódnice i śpiewają:

A jak nam nic nie dacie,
to nas nie poznacie.
Wszystkie garnki pobijemy,
co na półkach macie.

Kiedy wszystkie domy są już odwiedzone, młodzież zbiera się w największej izbie i zaczyna się zabawa, która trwa do północy. W trakcie zabawy przybywają Konopiasty i Słoninowy. Są to postaci symbolizujące dwa okresy w roku. Słoninowy to okres jedzenia mięsa, zaś Konopiasty to okres postu. Staczają oni ze sobą zażartą walkę o władzę. Zawsze zwycięża Konopiasty, a to oznacza zakaz jedzenia mięsa i picia mleka przez okres 7 tygodni, poprzedzających Wielkanoc.
Zazwyczaj z nastaniem północy we wtorek zapustny, szalone zabawy raptownie kończono. Cichła muzyka, basista zrywał strunę u basów na znak, że nadszedł post. Cichły wesołe śpiewy, kobiety zdejmowały ozdoby i korale, by założyć je dopiero na Wielkanoc.

Warto także sięgnąć do tradycyjnych przepisów i przygotować na spotkanie lub ostatkową zabawę z tańcami przyrządzone po staropolsku mięsa, bigos i słodkie wypieki: pączki, chrusty i róże karnawałowe.