Odpowiedzi

2010-03-11T16:45:45+01:00
To był ciężki, a zarazem najlepszy dzień w moim życiu. Chris (najprzystojniejszy chłopak w całej szkole), zaprosił mnie na randkę!!! Byłam tak zszokowana, że gdy mnie zapytał, to odbąknęłam tylko ?yyy... tak, to o której??. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię, przecież mógł sobie pomyśleć, że te moje ?yyy? to niepewność, albo co gorsza niechęć... Ale mniejsza o to. Widziałam, z jaką zazdrością patrzyły na mnie dziewczyny ze szkolnej elity, a wtedy to już w ogóle czułam się jak w niebie.
Po powrocie do domu, zastanawiałam się w co by się ubrać, gdy spojrzałam na zegarek byłam zaskoczona i krzyknęłam:
- O nie! Mam tylko 2 godziny! - a w myślach powiedziałam sobie ?i zero pomysłu na siebie...?.
Po chwili usłyszałam głos mamy:
- Na co masz ?tylko? 2 godziny? - zapytała z zaciekawieniem.
- Eee... na nic! - krzyknęłam zapeszona, no bo co? Miałam powiedzieć, że na randkę ze ślicznym Chrisem?
-Aaa, już rozumiem ? powiedziała ze zrozumieniem, a po chwili była w moim pokoju. Niestety zastała mnie ze stertą ubrań w rękach, ku mojemu zaskoczeniu wyciągnęła z szafy spódnicę, o której bym zapomniała (a przecież była moją ulubioną), po czym
położyła mi ją na kolanach, szepnęła do ucha ?Powodzenia? i wyszła.
-Dzięki, mamo. - ledwo to wydukałam.
Szybko się ubrałam w zaproponowany przez mamę strój i nadeszła pora na makijaż, ale z tym już sobie dość szybko poradziłam. Przyznam, że jeszcze nigdy tak ładnie nie wyglądałam, ale byłam bardzo zdenerwowana i nie wiedziałam, czy spodobam się samemu Chrisowi, a to przecież było najważniejsze. Spojrzałam na zegarek ? było wpół do 17, więc miałam około 15 minut wolnego czasu. Próbowałam się odprężyć przed TV, ale to nic nie dało, im dłużej myślałam o tej randce, tym bardziej się pogrążałam. Nawet miałam ochotę odwołać to całe spotkanie... Jakoś się powstrzymałam... Postanowiłam wyjść z domu, zanim zrobię coś głupiego. Po jakimś czasie byłam już na Crenshaw Boulevard Street, gdzie mieliśmy się spotkać. On już tam był. Czekał. Na jego widok serce mi zaczęło mocniej bić.
-Witaj Susan ? powiedział, a gdy usłyszałam jak wypowiedział moje imię, nogi się pode mną ugięły ? Myślałem, że nie przyjdziesz.
-Cześć, niby dlaczego?
-No nie wiem... Dużo dziewczyn już mnie ?wykiwało?.
-Ja bym cię nigdy nie wykiwała ? odpowiedziałam i poczułam się tak żałośnie jak nigdy dotąd, kurczę, jeszcze ten mój uśmieszek, totalny obciach. Żeby ratować sytuację zapytałam dokąd pójdziemy, a on odpowiedział, że chciałby pospacerować ze mną ulicami Los Angeles. Byłam trochę zaskoczona, myślałam, że będziemy na jakimś lunchu choćby w McDonald's. Moje myśli o tym jak powinna wyglądać pierwsza randka przerwał głos Chrisa:
-Wiesz... Nie mam zbyt wiele czasu, więc ruszajmy ? oznajmił.
-Dobrze. Co będziesz robił po naszym spotkaniu? - zapytałam ze zwykłej ciekawości.
-Hmm, mam parę spraw do załatwienia.. - zabrzmiało to dość dziwnie, ale pomyślałam, że tylko mi się tak wydaje. Szybko zmienił temat:
-A co tam u ciebie?
-Jakoś leci. - powiem szczerze, miałam dość tej randki, nie wiedziałam, że z Chrisem może być aż tak nudno, ponieważ z opowiadań koleżanek wynikało, że miały całkiem inaczej.
-Małomówna coś jesteś...
-Nie, wydaje ci się.
O nie. Tego się najbardziej obawiałam. Nastała niezręczna cisza. Nikt nie wiedział co ma powiedzieć, miałam wrażenie, że Chris jest myślami gdzieś daleko. Trochę mnie to zmartwiło, bo myślałam, że podobam mu się, a to, że chciał się ze mną spotkać chyba o czymś świadczy. Spojrzał w komórkę (!) i bezczelnie powiedział, że musi już spadać.
-Ale nawet 20 minut nie minęło od naszego spotkania ? burknęłam zawiedziona.
Przepraszam, wynagrodzę ci to innym razem ? odpowiedział tak słodko, że aż mnie zamdliło...
-Nie, nie będzie żadnego innego razu. Żegnam Chris. - było mi smutno, ale za to czułam pewność, że ta randka to kompletna klapa.
-Ale Susan, czekaj! - próbował mnie zatrzymać, ale ja szłam do domu tak szybko jak się dało.
Nazajutrz w szkole przechodząc korytarzem spotkałam go. Nie był sam. Stał tam z pewną dziewczyną i słyszałam jak umawiali się na dzisiaj. Chris nawet na mnie nie spojrzał. Specjalnie przeszłam obok tej dziewczyny i szepnęłam jej ?powodzenia?. Czułam się jak jakiś psychopata. Chciało mi się śmiać, chociaż ta sytuacja nie była śmieszna. Ale jedno wiem na pewno: NIGDY WIĘCEJ RANDEK Z CHRISEM.