Odpowiedzi

2010-03-12T09:50:59+01:00
Bice musiała uciec z domu. Kiedy o zmierzchu przechodzi przez pusty park, nagle napada ją złodziej i próbuje zabrać jej plecak. Wtedy pojawia się ubrany na czarno blady mężczyzna i ratuje dziewczynkę. To Kruk, człowiek niepodobny do innych, który wprowadzi Bice do tajemniczego Podziemnego Świata.
Są ludzie, którzy żyją samotnie i mają dziwne zwyczaje, ludzie odrzuceni przez społeczeństwo. Czy wampiry są właśnie takimi ludźmi?

Lub:




Dzień Bożego Narodzenia. Jednak nie dla wszytskich był on tak szczęśliwy. Mała dziewczynka, która starała ogrzać się zapałkami, powoli zamarzała. „To wszystko przez tych ludzi – gdyby kupili, mogła by wrócić do domu, nie wyrzucił by jej ojczym z domu”. Ludzie patrzeli na nią z obrzydzeniam. Wychudzona blondynka, której letni płaszczyk wcale nie dawał choćby odrobiny ciepła. Wypaliła ostatnią zapałkę. Chciała wstać, ale nogi odmówiły jej posłuszeństwa. Były całe sine z zimna, położyła się na progu. Jednak nagle drzwi otworzyły się i pewna staruszka zrzuciła ją ze schodów, przeklinając na nią pod nosem. Zwinęła się w kłębek i zamknęła oczy. Z minuty na minutę, jej serce coraz wolniej biło, aż w końcu całkowicie przestało. Umarła.



- Głupia ta historia! – powiedział 10letni chłopczyk schodząc z kolan matki.

- Nie mów tak, ona powinna Cię czegoś nauczyć.

- Nie miała nikogo więc kto by za nią tęsknił? – Matka nie spojrzała na syna, wyszła z pokoju i kończyła ubierać choinkę.

Chłopczyk ubrał się i wyszedł na dwór. Było jeszcze jasno, wigilia miała być dopiero za kilka godzin. „Głupia historia” – powiedział wystawiając język by nałapać zimnych płatków śniegu na język. Poszedł na górkę, gdzie nie było nikogo. Nie miał znajomych, wszyscy go zwykle unikali. Nie rozumiał dlaczego, po prostu nie potrafił nigdy się z nikim dogadać. Usiadł na sankach i zaczął zjeżdżać z górki. Po co to robił? Żeby nie siedzieć z matką w domu, nie lubił świąt odkąd przestał wierzyć.

Gdy piąty raz wchodził pod górkę usłyszał jakby ktoś go wołał, rozejrzał się do okoła. Na szczycie góry zobaczył dziewczynkę, która również jak on trzymała w ręku sanki, była chudziutka jak patyczek a jej ciało okrywał jedynie cienki płaszczyk. Podszedł do niej.

- Możemy pozjeżdżać? –Zapytała cieniutkim i piskliwym głosem.

- Po co?

- Bo nie mam co robić. Ojciec wyrzucił mnie z domu i tylko tak mogę w jakiś sposób urozmaicić sobie święta.

-To zjeżdżaj sama, ja idę do domu.

- Mogłabym iść z tobą i się ogrzać? Przecież zawsze zostawia się w domu miejsce dla niespodziewanego gościa. – Powiedziała i spuściła na dół głowę. Chłopiec przyjrzał się jej, po czym odwrócił się i poszedł, nie zerkając za siebie.

Gdy wszedł do domu choinka była już gotowa, rodzina zasiadała do wigilii. Jak zwykle, same nudy, ryba, ziemniaki, kapusta, kolędy, prezenty. Po kolacji poszedł do pokoju. „W końcu święty spokój”. Gdy szedł w stronę łóżka zobaczył na nim kilka zapałek, nie przejął się tym, tylko przebrał się, zgasił światło, zapałki zrzucił na podłogę, wszedł pod ciepłą pierzynkę i zamknął oczy.

-Możemy pozjeżdżać? – Usłyszał cichutki głosik. Otworzył oczy, w pokoju było ciemno, nikogo nie było. „Wydawało mi się”. – Możemy pozjeżdżać?!?! – Tym razem głos był bardziej donośniejszy. Chłopiec usiadł na brzegu łóżka. – Możemy pozjeżdżać!!!! – tym razem głos przerodził się w krzyk. Zdecydowanie dobiegał z szafy. Zapalił nocną lampkę i podszedł do wielkiej komody aby zobaczyć kto robi sobie z niego żarty. Otworzył drzwi i w ostatniej chwili złapał równowagę i się nie przewrócił. W szafie stała ta sama dziewczynka, którą spotkał na wzgórzu, jednak tym razem coś się w niej zmieniło. Była biała jak śnieg, prawie łysa, jej oczy całkowicie czarne a płaszczyk poszarpany i brudny.

- Możemy pozjeżdżać? – powiedziała i popatrzała na niego. Uśmiechnęła się, jednak jej usta pozbawione były zębów, skóra na twarzy odrywała się płatami, tak, że chłopiec w niektórych miejscach widział białe kości – czemu nie chcesz się ze mną pobawić? – Jej wzrok paraliżował chłopca, który ze strachu nie potrafił się ruszyć. Poczuł w pokoju zimno, które z chwili na chwile coraz bardziej się powiększało.

Dziewczynka wyszła powoli z szafy i podniosła z ziemi zapałki – Ogrzej się, będzie ci cieplej – powiedziała zapalając jedną z zapałek, potem kolejną i kolejną. W końcu wszystkie się wypaliły – Ups, to była ostatnia – Chłopiec w końcu ruszył się z miejsca, chciał krzyczeć, ale nie potrafił, podbiegł do drzwi, ale nagle jakaś lodowata dłoń chwyciła go za ramię. Poczuł wbijające się czarne paznokcie w jego kościste ramię. Po chwili poczuł w tym samym miejscu ciepło, krew spływała mu po rękach, brzuchu. Odwrócił się do „dziewczynki”.

- Trzeba było być miłym! – krzyknęła.



Na dworze było coraz więcej śniegu, który sypał przez całą noc. Płatki śniegu powoli zasypywały krwawe ślady stóp 10letniego chłopca. Na wzgórzu leżało jego ciało, dokoła wypalone zapałki. Chłopiec jeszcze żył, ale powoli zamarzał. Z minuty na minutę jego serce z zimna coraz wolniej biło, aż w końcu przestało.