Odpowiedzi

2010-03-13T14:04:07+01:00
Znane dzieło Michała Bułhakowa wystawione w Teatrze Polskim łączy w sobie elementy sztuki tradycyjnej z takimi unowocześnieniami jak wyświetlanie filmów, lub muzyka rozbrzmiewająca z głośników mocą ogłuszającą widzów. Scenografia do spektaklu jest bardzo prosta, uboga, aktorzy grają zarówno na scenie jak i pośród publiczności. Cała scenografia ogranicza się do kanapy oraz stolika z ulubionym napojem Rosjan, czyli wódką, oraz starego, zniszczonego łóżka. Akcja rozgrywa się na kilku płaszczyznach – w tyle sceny widzimy sceny sprzed dwóch tysięcy lat, czyli proces Jezusa, bliżej widzimy sceny współczesne, toczące się w szpitalu psychiatrycznym, bądź mieszkaniu dyrektora teatru.
Reżyser przedstawienia, czyli Adam Opatowicz w bardzo ciekawy sposób pogodził ze sobą sceny rozgrywające się w tak odmiennych miejscach, tak różne od siebie. Obraz dwudziestowiecznej Rosji bardzo dobrze komponuje się ze scenami biblijnymi. Wydarzenia z jednej i drugiej płaszczyzny przedstawienia ciągle przeplatają się między sobą tworząc jedną całość. Wszystko jest jeszcze wzbogacone o muzykę, wnoszącą do sztuki nastrój grozy, powagi sytuacji, a także filmów - niewyraźnych, prześwitujących, za którymi widzimy grę aktorów.
Głównymi bohaterami sztuki są Mistrz (Krzysztof Bień), Małgorzata (Katarzyna Bieschke) oraz diabeł, Woland (Jacek Polaczek). Pod postacią profesora czarnej magii Wolanda do Moskwy przybywa sam szatan. Towarzyszy mu dziwaczna i upiorna świta: demon-morderca Azazello, olbrzymi czarny kocur czyli demon-paź Behemot (Janicki), pokutujący za swe dawne przewiny rycerz Korowiow alias Fagot oraz służąca. Woland chce urządzić bal, a zgodnie z tradycją jego gospodyni musi mieć na imię Małgorzata i pochodzić z miasta, w którym ma odbywać się przyjęcie. Osobą wybraną przez diabła jest ukochana tytułowego Mistrza. W zamian za to, iż była gospodynią na balu mogła zażądać jednej rzeczy. Tą rzeczą było spotkanie ukochanego. Na koniec przedstawienia Mistrz i Małgorzata umierają. Scena ich śmierci jest bardzo ciekawie zrobiona – z ciał leżących na kanapie „wychodzą” dusze, które razem wędrują do świata martwych. W to wszystko wpasowany jest motyw biblijny – sąd Jezusa.
W przedstawieniu było wiele scen komicznych, zabawnych głownie ze względu na samą grę aktorów, czyli sposób mówienia, zachowania. Często nawiązywany był też kontakt z oglądającym (aktorka krzycząca na jedną z kobiet oglądających spektakl, podawanie ręki przez bohaterów przedstawienia). Elementy komiczne wprowadzały postaci związane z samym diabłem, czyli jego pomocnicy. W przedstawieniu były też elementy nagości – Małgorzata w pewnym momencie stoi rozebrana na scenie, służąca Wolanda chodzi w bardzo skapej bieliźnie i ostrym makijażu po scenie przez większość przedstawienia.
Ciekawym elementem, z którym jeszcze nigdy nie spotkałam się w teatrze były cyrkowe występy połykacza ognia, który z mistrzowską zręcznością przerzucał płonące pochodnie, dokonywał wyczynów, które raczej bardziej kojarzyłyby się z cyrkiem. Ten element bardzo mi się podobał, gdyż był czymś innym, odciągającym na chwilę od głównego sensu sztuki, jednak bardzo efektownym pokazem.
Przedstawienie bardzo mi się podobało, głównie ze względu na dobrą grę aktorów, elementy takie jak komiczność, kontakt z widzem, muzykę i film. Akcja była przejrzysta, nawet osoba nie czytająca książki bez problemu była w stanie zrozumieć sens przedstawienia (inaczej niż np. w „Weselu” w reżyserii Józefowicza). Także dobór aktorów był bardzo dobry, aktor grający prokuratora sądzącego Jezusa idealnie pasował do swojej roli, także lekarze szpitala psychiatrycznego byli bardzo wiarygodni. Przedstawienie było bardzo ciekawe, głównie dzięki nagromadzeniu elementów rozrywkowych. I chociaż takich chwil skupiających się głownie na atrakcjach przyciągających wzrok widza było bardzo wiele, to mimo wszystko główny sens i myśl utworu zostały przez Opatowicza bardzo dobrze oddane.
5 4 5