Proszę o zaznaczenie akapitów, sprawdzenie błędów i poprawienie tego wypracowania.
Gdy pewnego ranka obudziłam się, poczułam że jest mi bardzo lekko. Postanowiłam wstać, aby wyłączyć dzwoniący budzik, jednak gdy odrzuciłam kołdrę na bok zaczęłam unosić się w powietrzu, po czym powoli opadłam na łóżko. Ta sytacja bardzo mnie zdziwiła. Jednak dzwoniący budzik nie dawał mi spokoju, więc wstałam i znów zaczęłam unosić się w powietrzu. Po krótkiej chwili zorientowałam się iż wszystkie rzeczy wokół mnie również latają. Po kilku minutach gdy w miarę nauczyłam panować nad tą dziwną grawitacją postanowiłam umyć się i ubrać. Podfrunęłam do szafy i gdy ją otworzyłam wszystkie ubranie które się w niej znajdowały od razu z niej wyfrunęły. Zaczęłam wywijać rękoma aby złapać coś do ubrania. Udało mi się złapać zielone skarpetki i sukienkę w biało-zielone kropki. Od razu po mojej walce o ubrania poleciałam do łazienki. Podfrunęłam do umywalki i odkręciłam kurek z zimną wodą po chwili woda wylądowała wprost na mojej twarzy. `No nie tego już za wiele. Nawet woda umie tu latać` - pomyślałam. Gdy dokończyłam już poranne czynności i miałam już wyjść na dwór dopadł mnie głód. Krzyknęłam do mamy aby zrobiła mi kanapkę jednak nie odpowiadała. Musiałam sama zfrunąć na dół i zrobić sobie śniadanie, przy okazji chciałam zwiedzić cały dom, ponieważ różnił się od mojego prawdziwego. Odziwo cały dom był pusty .! `Czy to ma znaczyć że jestem tu sama .?` - spytałam się sama siebie. W kuchni, jak zresztą w całym domu, wszystko wirowało.
Po zjedzeniu kanapki wyleciałam na dwór. Otoczenie za bardzo nie różniło się od tego, którego dobrze znałam. Najbardziej różniły się istoty żywe. Ludzie wyglądali inaczej, tak jakby ktoś ulepił ich z gliny i pomalował, tak samo ze zwierzętami. W dodatku wszyscy dziwnie się na mnie patrzeli. Pewna grupka małych dzieci podleciała do mnie i wszyscy ciągli mnie za moje zielone skarpetki. Pytałam ich o co chodzi, ale oni jednak nie odpowiadali. Nagle poczułam dziwny przewiew na stopach, okazało się że dzieciaki zabrały mi skarpetki ! Zobaczyłam potem jak przy wielki ognisku zaczynają z moich skarpetek składać ofiarę z moich skarpetek ! Nie wiedziałam o co chodzi, ale postanowiłam się tym nie przejmować. Teraz pragnęłam tylko dowiedzieć się o co w tym wszystkim chodzi i gdzie w ogóle ja jestem ? Nagle zauważyłam wielki napis: `Witamy na Marsie .!`. `A więc Mars..` - pomyślałam. Po chwili namysłu przyjżałam się dokładniej tablicy z napisem. Na samym dole, małym druczkiem było napisane: `Drodzy Ziemianie. Znajdujecie się tu z niewiadomego powodu. Upszejmnie informujemy iż z Marsa nie ma wyjście. Nie zakładajcie zielonych skarpetek i krótkich spodni, bo skończy się to dla was źle. Serdecznie Pozdrawiamy Wasi Nowi Przyjaciele Marsjanie`. `A więc ugrzęzłam tu na zawsze..`. - Powiedziałam sama do siebie. Nagle poczułam że coś kropło mi na czoło. Spojrzałam ku górze - był to deszcz. Krople wody spadały mi na twarz. Strumień był coraz silniejszy. Nagle usłyszałam piosenkę. Był to mój budzik w komórce. Dźwięk stawał się coraz głośniejszy. Zerwałam się na równe nogi. `To był tylko sen` - pomyślałam. Lecz skąd ta woda .? Nad moim łóżkiem jest wielka, mokra plama. No jasne remont na dachu.. Trochę posmutniała wstałam z łóżka i wykonałam codzienne, poranne obowiązki. Cieszyłam się że jestem już wśród rodziny i przyjaciół, jednak będzie brakowało mi tamtego szalonego światu.

1

Odpowiedzi

Najlepsza Odpowiedź!
2010-03-13T20:18:11+01:00
Gdy pewnego ranka obudziłam się, poczułam że jest mi bardzo lekko. Postanowiłam wstać, aby wyłączyć dzwoniący budzik, jednak gdy odrzuciłam kołdrę na bok, zaczęłam unosić się w powietrzu, po czym powoli opadłam na łóżko. Ta sytuacja bardzo mnie zdziwiła. Dzwoniący budzik nie dawał mi spokoju, więc wstałam i znów zaczęłam unosić się w powietrzu. Po krótkiej chwili zorientowałam się, iż wszystkie rzeczy wokół mnie również latają. Po kilku minutach, gdy w miarę nauczyłam panować nad tą dziwną grawitacją, postanowiłam umyć się i ubrać. Podfrunęłam do szafy i gdy ją otworzyłam, wszystkie ubrania które się w niej znajdowały, od razu wyfrunęły. Zaczęłam wywijać rękami, aby wziąć coś do ubrania. Udało mi się złapać zielone skarpetki i sukienkę w biało-zielone kropki. Po mojej walce o ubrania poleciałam do łazienki. Podfrunęłam do umywalki i odkręciłam kurek z zimną wodą . Po chwili ciecz wylądowała wprost na mojej twarzy. "No nie tego już za wiele. Nawet woda umie tu latać" - pomyślałam. Gdy dokończyłam już poranne czynności i miałam wyjść na dwór, dopadł mnie głód. Krzyknęłam do mamy, aby zrobiła mi kanapkę, jednak nie odpowiadała. Musiałam sama sfrunąć na dół i zrobić sobie śniadanie, przy okazji chciałam zwiedzić cały dom, ponieważ różnił się od mojego prawdziwego. O dziwo wszędzie było pusto! "Czy to ma znaczyć że jestem tu sama ?" - spytałam sama siebie. W kuchni, jak zresztą w całym domu, wszystko wirowało.
Po zjedzeniu kanapki, wyleciałam na dwór. Otoczenie za bardzo nie różniło się od tego, które dobrze znałam, tylko ludzie wyglądali inaczej, tak jakby ktoś ulepił ich z gliny i pomalował, podobnie jak zwierzęta. W dodatku wszyscy dziwnie się na mnie patrzyli. Pewna grupka małych dzieci podleciała do mnie i wszyscy ciągnęli mnie za moje zielone skarpetki. Pytałam ich, o co chodzi, ale oni nie odpowiadali. Nagle poczułam dziwny powiew na stopach, okazało się że dzieciaki zabrały mi skarpetki ! Zobaczyłam potem, jak przy wielkim ognisku zaczynają składać ofiarę z moich skarpetek ! Nie wiedziałam, o co chodzi, ale postanowiłam się tym nie przejmować. Teraz pragnęłam tylko dowiedzieć się, o co w tym wszystkim chodzi i gdzie w ogóle jestem ? Nagle zauważyłam wielki napis: "Witamy na Marsie !". "A więc Mars..." - pomyślałam. Po chwili namysłu przyjrzałam się dokładniej tablicy z napisem. Na samym dole, małym druczkiem było napisane: "Drodzy Ziemianie. Znajdujecie się tu z niewiadomego powodu. Uprzejmie informujemy, iż z Marsa nie ma wyjścia. Nie zakładajcie zielonych skarpetek i krótkich spodni, bo skończy się to dla was źle. Serdecznie Pozdrawiamy. Wasi nowi przyjaciele Marsjanie". "A więc ugrzęzłam tu na zawsze..." - Powiedziałam sama do siebie. Nagle poczułam że coś kropnęło mi na czoło. Spojrzałam ku górze - był to deszcz. Krople wody spadały mi na twarz. Strumień był coraz silniejszy.
Nagle usłyszałam piosenkę. Był to mój budzik w komórce. Dźwięk stawał się coraz głośniejszy. Zerwałam się na równe nogi. "To był tylko sen" - pomyślałam. Lecz skąd ta woda? Nad moim łóżkiem jest wielka, mokra plama. No jasne remont na dachu.. Trochę posmutniała wstałam z łóżka i wykonałam poranne obowiązki. Cieszyłam się, że jestem już wśród rodziny i przyjaciół, jednak będzie brakowało mi tamtego szalonego świata.