Odpowiedzi

2010-03-14T16:24:35+01:00
Działo się w ścianie. Fotel trzymał ze mną, zawsze
przesuwał się tak jakoś, że nie było widać szczeliny.
Tapeta przeżywała drugą młodość, udawała kurtynę,
cierpliwie pozwalała się odklejać i przyklejać.
Tylko jeden szczebel, który cierpiał na lumbago,
odgrażał się, gdy szorowano podłogę, ale dorośli
nie słyszą podczas sprzątania.

Stosownie do treści dyskretnie opróżniałam kuchenne
szuflady z dekoracji. Miniaturowa lalka, już nie z celuloidu,
ale jeszcze bez talii, ledwie nadążała z opanowaniem
kolejnych ról, nie dało się wydłubać więcej przestrzeni,
więc wystawiałam głównie monodramy.

Po Kopciuszku, który czekał w komórce na pogańską
sprawiedliwość i różnych królewnach opuszczonych
przez mamy, nadszedł czas na poważniejsze lektury.
Nils Paluszek zjadał wczorajszą kanapkę, Colin płakał
w wielkim łóżku, a Mała Księżniczka wyobrażała sobie,
że mieszka w kamienicy naprzeciwko.

Nie wiem, czy ktoś odziedziczył po mnie tamto przejście.
W nowym domu nie pozwoliłam kłaść cekolu i czytam
córce przed zaśnięciem stare książki. Jeśli znajdzie swoją
jaskinię, pokażę jej, co zrobić, żeby starczyło miejsca
dla wszystkich Pożyczalskich.
2010-03-14T16:27:42+01:00
Królewna patrzyła na rodzicówi. Ścisnęła mocniej w ręce wrzeciono.
- Kochanie, zastanów się jeszcze…
- błagał jegomość w średnim wieku, o łysawej czuprynie
. – Klątwa nie jest ucieczką. Porozmawiajmy…
- mężczyzna uśmiechnął się gorzko.
blondwłosy młodzieniec o miedzianej cerze i brunatnych oczach, niecierpliwie bębnił palcami w biurko recepcjonistki. Ubrany według najnowszych trendów, co chwila poprawiał wypadające z uszu słuchawki. Kobieta obdarzyła go znudzonym spojrzeniem.
- Tak, przywieźli tu taką jedną.. Podobno w śpiączkę zapadła… - kobieta odgryzła kawałek trzymanej w dłoni bułki – Leży w sali sto siódmej.
We wskazanym przez kobietę pokoju leżała tylko jedna dziewczyna, podłączona do kroplówki. Książe pokonał w kilku susach dzielącą ich odległość, zapatrzony w twarz dziewczyny. - Pora odwiedzin skończyła się pół godziny temu. Kim pan jest, że nie mógł zaczekać do jutra? – zapytał medyk nieco cynicznie, choć emanowała od niego serdeczność.
-
Lekarz wybuchł tubalnym śmiechem. Trząsł się i rechotał jeszcze dobrych kilka chwil, po czym machnął ręką i ruszył ku wyjściu, zataczając się nieco.
:)