Odpowiedzi

2009-10-25T14:04:13+01:00
Człowiekowi od niepamiętnych czasów towarzyszy cierpienie. Ma ono swoje korzenie już w Starym Testamencie. Właściwie, to zapoczątkowali je Adam wraz z Ewą, kiedy to po przez swoje nieposłuszeństwo wobec Boga zostali skazani na wygnanie z Edenu. Stwórca skazał kobietę słowami: „Będziesz w bólu dzieci rodzić…” Tak więc uczucie to jest nam przypisywane bez względu na czas, w jakim żyjemy. Jak powiedział Sofokles: „Nie ma drogi dla śmiertelnych, by uniknąć nieszczęścia losu”.

Jak mówią ludzie, jedno cierpienie nie jest równe drugiemu. Istnieją bowiem różne jego odmiany: fizyczne, czyli po prostu odczuwanie bólu poprzez nerwy obecne w naszym ciele. Spowodowane jest jakimiś bodźcami, bądź urazem np. złamaniem kości. Jest także cierpienie psychiczne, spowodowane złym słowem, kłamstwem, utratą ukochanej osoby. Jest po stokroć gorsze, gdyż dotyka naszej duszy, odciska na niej swoje niezatarte piętno.

Przykładem osoby cierpiącej fizyczne może być np. Prometeusz- mitologiczny bohater skazany przez bogów za ofiarowanie ludziom ognia. Był na wieki przykuty do skały, a wielki sęp codziennie przylatywał i wydziobywał mu wątrobę. Inną osobą był biblijny Hiob, któremu Bóg odebrał najpierw dzieci, potem bogactwo, na końcu zaś zdrowie. Stwórca wystawił go na próbę, co Hiob przyjął bez pytania. Jego reakcją były słowa: „Pan dał, Pan wziął, niech będzie imię pańskie błogosławione”. My powinniśmy postępować tak samo: brać, co los nam daje i nie pytać o nic. Bo, jak powiedział Hiob: „Choćbym i miał słuszność, nie otrzymał bym od Niego odpowiedzi”. Tak więc, jeśli już chcemy pytać, nie pytajmy: „Dlaczego boli?”, ale: „Dlaczego boli tak bardzo?”.

Jednym z bohaterów cierpiących psychicznie jest Abraham, którego Ojciec chciał sprawdzić, karząc mu jednego syna złożyć w ofierze. Jak powiedział Meander: „Czas goi wszystkie rany”. Rany Hioba uleczył, natomiast Abraham codziennie patrzył na swego potomka, uświadamiając sobie krzywdę, jaką chciał mu wyrządzić. Dlatego jego rany jątrzyły się aż do śmierci, nie mogąc się zagoić. Również w mitologii indyjskiej czytamy: „Noc przynosi ukojenie”. Oznacza to, podobnie jak sentencja Meandra, że upływ czasu daje nam pewien dystans w spojrzeniu na daną sytuację. Sprawia, że myśl o tym nie dręczy nas tak bardzo, napawając nas bólem przy każdym przypomnieniu.

Zresztą nie zawsze pytanie o pochodzenie cierpienia ma sens.
W literaturze istnieje wiele postaci, nad którymi ciąży fatum –cierpienie sądzone im od momentu urodzenia. Przykładem jest bohaterka tragedii Sofoklesa –Antygona. Jej sytuacja była nie do rozstrzygnięcia: albo pochowałaby brata i zginęła –tak jak zrobiła, albo pozostawiłaby go ptakom na pożarcie i pozwoliła na zszarganie honoru rodziny.

Jak czytamy w księdze Hioba:
„Zło bowiem nie wyrasta z prochu,
a niedola nie wschodzi z ziemi”.

Oznacza to, że zło nie pojawia się samo z siebie. Ono musi mieć jakieś źródło. Może je początkować gniew, zazdrość, złość. Często zdarza się, że przyczyną cierpienia jednego człowieka jest drugi człowiek. Ludzie zadają sobie nawzajem rany, wbijają noże w plecy, a potem biadają, jacy to inni są źli. Jeden z francuskich filozofów, Pierre Bayle, powiedział: „[…] człowiek wyobraża sobie […], ze cierpienia, które sam znosi są ogromne, a te, które zadaje –znikome”. Bierze się to z faktu, że większość ludzi jest egoistami. Patrzą na wszystko przez pryzmat własnego „ja”. Nie jest istotny inny człowiek, choćby nawet umierał. Liczymy się tylko my i nasze ego: nasze cierpienie, nasz ból, nasza siła.

„Jak dziki zwierz przyszło nieszczęście do człowieka” –pisze Norwid w swoim utworze „Fatum”. Nie od nas zależy, kiedy, lub czy, ono przyjdzie. Cierpienie jest jak dzikie zwierzę: skrada się, a kiedy jesteśmy najmniej przygotowani, uderza w nas z całym swoim impetem.

Jednym ze sposobów na poradzenie sobie z dużym nawałem bólu jest płacz. „Łzy są kroplami krwi duszy” –pisze św. Augustyn. Kiedy po naszej twarzy spływają łzy, to tak, jakby nasza dusza wylewała wszystkie smutki, wyrzucała z siebie wszystkie żale. Efektem tego jest oczyszczenie organizmu ze złych emocji i przywrócenie spokoju naszej „psyche”.

Wiele osób, zamiast pogodzić się z losem, nadal rozpamiętuje to, co było kiedyś. Jak pisze włoski poeta, Dante Alighieri: „Nie ma większego nieszczęścia, niż wspominać dni szczęścia w czas nieszczęścia”. Po co się dobijać tym, że jest źle, skoro tak musi być? Chyba tylko po to, aby cierpieć jeszcze bardziej. Złe chwile miną, nadejdą dobre, po co się więc zamartwiać? Jak mówi Hiob:

„Drzewo może mieć nadzieje;
choć jest ścięte, znowu się odradza,
a jego pędy rosną dalej”.

Tak człowiek dotknięty złą ręką opatrzności nie umiera, ale trwa dalej, aby mieć kolejną szansę na przeżycie dobrych chwil.

Jednak mimo obecności bólu, cierpienia i smutku, nasze życie jest naprawdę cudowne. Prócz złych elementów składają się na nie także chwile radości i szczęścia. Jak pisze papież Jan Paweł II: „Rzeczywistość bardziej jest wspaniała, niźli bolesna”. Dlatego cieszmy się naszą egzystencją, bez względu na przeciwności losu, biorąc pod uwagę całe nasze istnienie. Pamiętajmy jednak, że tak jak wszystko, tak i ona przeminie. Korzystajmy więc z niej, dopóki możemy.