Odpowiedzi

Najlepsza Odpowiedź!
2010-03-15T11:08:59+01:00
Kotwicę zarzuciliśmy kilka metrów od brzegu.Z pokładu dobrze było widać wybrzeże Kości Słoniowej.Nasz statek lekko kołysał się na niewielkich falach.Po wczorajszej burzy taki postój był niezbędny.',,Maria Magdalena'' poważnie ucierpiała.Dwa z trzech jej masztów były złamane.Jeden przewrócił się na rufę,uszkadzając koło sterowe.Na wietrze powiewały strzępy żagli,pozrywane liny i wanty.Obie szalupy przepadły bezpowrotnie.Huragan zerwał nawet dach zajmowanej przez nas kabiny.Na szczęście nikt nie był ciężko ranny,ocalały też wszystkie narzędzia ciesielskie i szkutnicze.Mogliśmy żwawo zabrać się do naprawy zniszczeń.pracowałem, jak inni, ciężko przez cały dzień.Gdy wieczorem waliłem się już z nóg ,także za sprawą upału okazało się, że kapitan wyznaczył mi nocną wachtę.Służbę miałem pełnić sam-przecież okręt stał na kotwicy,nie trzeba było zajmować się nawigacją,żaglami.Może było gładkie niczym szklanka.Zmęczony oparłem się o jedyny ocalały maszt.Załoga spała już od paru minut.Niebawem i ja osunąłem się wzdłuż masztu na deski pokładu.Nie wiem,kiedy zamknęły mi się oczy,nie wiem,jak długo spałem.Obudziły mnie tajemnicze odgłosy dobiegające z prawej i lewej burty.Przypominały szczęk broni.To nie mógł być sen.Zerwałem się na równe nogi.Gdy oczy nieci oswoiły się z ciemnością,zobaczyłem jakieś sylwetki wdzierające się na pokład.Uderzyłem w dzwon na alarm.Błyskawicznie dobyłem szabli.Spod pokładu,po stromych schodach,wybiegali już pierwsi marynarze z naszej załogi.Dzięki Bogu,wszyscy byli uzbrojeni.W rękach czarnych postaci również błyszczała broń.Rozgorzała walka.Sam zepchnąłem z powrotem do morza przynajmniej trzech napastników.Niebawem wszyscy uciekali w popłochu,wiosłując co sił w długich łodziach z wydrążonych pni drzew.Napad na nasz statek nie udał się.Oczywiście,nikomu z załogi nie przyznałem się do drzemki pod masztem.Póżny alarm tłumaczyłem wyjątkowo ciemną nocą,czarnymi strojami napastników,ich całkowitym milczeniem.Nie wiem,czy kapitan uwierzył mi.W każdym razie nie był zachwycony moją służbą.Po wielu,wielu latach,w jednym z brazylijskich portów dowiedziałem się,że podobne napady były u Wybrzeża Kości Słoniowej częste.Zawsze organizował je Maur o imieniu Mulej.Czyżby ten sam,którego kiedyś,pod grozbą muszkietu,wrzuciłem do morza nieopodal miasta Sale?
1 5 1