Odpowiedzi

2009-10-26T11:26:15+01:00
Jeszcze w czasie kampanii prezydenckiej Barack Obama podkreślał, że dotychczasowa polityka wobec narkotyków w USA poniosła klęskę. Te słowa potwierdza Gil Krelikowske - nowo wybrany szef Office of National Drug Control Policy. Zapowiada także zmiany.
Zwrot "war on drugs" został wypowiedziany po raz pierwszy, przez Richarda Nixona, 37 lat temu. Krelikowske w wywiadzie udzielonym Wall Street Journal podkreśla, że ta nazwa powinna w ogóle zniknąć z dyskursu publicznego.

Jego zdaniem, problem uzależnienia powinien być traktowany jako problem społeczny, nie kryminalny. Kerlikowske tłumaczy: - Przecież bez względu na to jak próbujesz ludziom wytłumaczyć czym jest "wojna z narkotykami" ludzie rozumieją wojnę, jako wojnę i to wojnę z nimi. A my nie jesteśmy w stanie wojny z obywatelami naszego kraju.

Krelikowske proponuje wspieranie wymiany igieł i strzykawek (dotychczas za sprawą Kongresu rząd federalny nie mógł ich finansować). Ponadto, w 13 stanach USA gdzie w drodze głosowania ich mieszkańcy uznali stosowanie medycznej marihuany za legalne, nie będzie już nalotów Drug Enforcement Agency na placówki z medyczną marihuaną (stosowana np. leczeniu bólu nowotworowego czy AIDS).

Można mieć więc nadzieję, że USA zaczynają przedkładać racjonalny dialog na temat narkotyków oraz leczenie osób uzależnionych, nad ściganie ich i więzienie. - To ważne nie tylko dla Stanów, ale dla całego świata - komentuje ostatnie wydarzenia w USA Kasia Malinowska-Sempruch, dyrektor Międzynarodowego Programu Polityki Narkotykowej. - Amerykanie od roku 1972 są bastionem nadmiernego karania i inspirują do tego także inne kraje. Tymczasem całemu światu potrzebne jest nowe spojrzenie na sprawę. Świetnie, że jest to wreszcie możliwe. Może okaże się też pomocne u nas, kraju o niezwykle restrykcyjnym prawie narkotykowym na tle reszty Europy - dodaje Malinowska-Sempruch..
W Polsce nadal obowiązuje artykuł 62.1 ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, gdzie karze pozbawiania wolności do lat 3 podlega każdy, kto posiada jakąkolwiek ilość substancji odurzających. Taki zapis prawny krzywdzi głównie osoby chore - uzależnione, którym potrzebna jest pomoc ze strony społeczeństwa, nie zaś wykluczanie i penalizacja.

Inną problematyczną kwestią jest mała popularność programów redukcji szkód. Jak podkreśla Grzegorz Wodowski ze Stowarzyszenia Monar w Krakowie: - Już ponad 15 lat z trudem torują one sobie drogę do tego, aby stać się w naszym kraju pełnoprawną formą interwencji wobec osób używających narkotyków - mówi.

- Programy wymiany strzykawek traktowane są przez władze lokalne większości polskich miast z dużą niechęcią; wolą one dofinansowywać leczenie drug-free (mimo, że robi to Narodowy Fundusz Zdrowia), niż docenić środowiskowe wysiłki na rzecz zdrowia mieszkańców. A tymczasem, jeszcze kilka lat temu osoby uzależnione stanowiły ogromną większość zakażonych HIV. Dzisiaj ich udział w ogólnej liczbie zakażeń spadł do ok. 40 proc. - dodaje Wodowski.

Niestety Polsce nadal daleko do Europy Zachodniej, gdzie dzięki terapii substytucyjnej i rozwiniętym programom redukcji szkód spadek ten sięga już 80 proc.

Więcej na temat nowego dialogu w USA w tekście Wall Strett Journal, a także w tekście New York Timesa.