Odpowiedzi

2010-03-18T16:04:08+01:00
Prawdziwe imię i nazwisko : Christopher Dawn
Poprzednie pseudonimy : brak
Narodowość : angielska
Miejsce narodzin : Nottingham, Wielka Brytania
Data urodzenia :

Tożsamość : utajniona
Status prawny : Obywatel Zjednoczonego Królestwa, nie notowany
Stan cywilny : kawaler
Znani krewni : rodzice - Patrick i Karolina Dawn (nie utrzymuje kontaktów)
Zajęcie/zawód : Członek tajnej grupy X-men Silver
Wykształcenie : średnie

Wygląd :
Wzrost : 185 cm
Waga : 77 kg
Kolor włosów : Czarne
Kolor oczu : Piwne
Znaki szczególne :

Powiązania z grupami : Zebry (patrz życiorys), X-men Silver (obecnie)
Pierwsze pojawienie się : "One Fine Day"
Obecny status : aktywny członek Silver X-Men
Poziom mocy : poziom ( PD)

Zdolności :
Wchłanianie energii świetlnej i ładowanie nią przedmiotów, które następnie może dzięki temu zdetonować z siłą rażenia zależną od masy wybuchającego przedmiotu. Ładowanie zbyt dużych obiektów może mieć konsekwencje dla zdrowia Chrisa.

Uwagi :
Fantastyczny łucznik, niezgorzej radzi sobie też ze wszelką inną bronią strzelecką (kusze, pistolety, karabiny, rzucanie; trochę gorzej z ciężkim sprzętem). Świetny pilot i kierowca. Samochód, motorówka, helikopter, samolot: ma wszechstronne uzdolnienia i nie mniej wszechstronne umiejętności w tej dziedzinie. Jest z urodzenia dwujęzyczny (polski i angielski), poza tym płynnie mówi po Francusku i potrafi się bez problemów porozumieć po rosyjsku. Kiedyś znał trochę niemieckiego, ale że nie lubił tego języka, prawie wszystko już z niego zapomniał.

Życiorys :
Wychował się w Anglii, jako jedynak w dość zamożnej rodzinie. Jednak nadopiekuńczy rodzice i ścisły rygor tak dały mu się we znaki, że mając 17 lat uciekł z domu i opuścił ojczyznę ojca. Przez pół roku imał się różnych dorywczych zajęć, aby jakoś zarobić na życie, jednak wszystko zmieniło się wraz z obudzeniem się mocy. Chris spotkał trójkę takich jak on. Towarzystwo innych mutantów pomogło mu zrozumieć i opanować własną moc, zaś ta czwórka stała się nierozłączna. Stworzyli coś w rodzaju zespołu, a nadali sobie miano "Zebr", chociaż żadne chyba nie pamiętało, skąd nazwa się wzięła. To właśnie Zebry nadały Chrisowi jego przezwisko (gównie z uwagi na skojarzenia z rodzinną miejscowością). Z początku uważał to "imię" za wyjątkowo głupie, potem jednak oswoił się z nim i przestało mu ono przeszkadzać, przylegając jak druga skóra...

Wkrótce mutanci rozkręcili własny interes. Prosperowali nad podziw dobrze, większość korzystnych transakcji należy chyba jednak przypisać nie ich zdolnościom menedżerskim, ale Pawłowi - młodemu, uzdolnionemu telepacie polskiego pochodzenia.

Niebawem przyjaciele dysponowali naprawdę dużymi zasobami pieniężnymi i, trudno powiedzieć, dlaczego, zdecydowali się założyć ośrodek dla młodych, "budzących się" mutantów. Pomagali im poznawać swoje moce i zapewniali bezpieczeństwo przed nieprzyjaźnie nastawionym społeczeństwem.

Zebry z czasem rozwinęły się w kierunku organizacji paramilitarnej; dorobiły się własnego odrzutowca i helikoptera, a siedzibę rozbudowały na tajną bazę wojskową...

Jednak tak naprawdę nie wiedzieli do końca, co właściwie chcą robić z tą, teraz już całkiem znaczącą, siłą. Gdyby mieli więcej czasu, może w końcu zabraliby jakieś stanowisko w kwestii mutantów na świecie i zaczęli się upodabniać czy to do organizacji Xaviera czy też może Magneto. Jednak w tym okresie ich działalność była w istocie rodzajem sportu ekstremalnego - większość akcji za jedyny cel miała czystą adrenalinę... Oczywiście przynależność młodego mutanta do Zebr nie obligowała go jeśli chodzi o branie udziału w tych eskapadach założycieli; więcej nawet - "narybek" zebr (przezwany od nazwy samej organizacji źrebiętami) musiał sobie na takowe zasłużyć. Jedynym obowiązkiem "militarnym" nałożonym na wszystkie bez wyjątku Zebry była obrona bazy w razie zagrożenia zewnętrznego oraz, oczywiście, dbałość o pełną konspirację.

Kiedy siedziba Zebr została doszczętnie zniszczona, a sama organizacja rozbita (przypuszczalnie większość członków zginęła, reszta zaś utraciła ze sobą kontakt), Christopher, wraz z przyjaciółką imieniem Irene, mieli szczęście znajdować się poza bazą. Bojąc się, że trwać może polowanie na niedobitków, ulotnili się z Polski. Przez krótki czas bawili we Francji, potem w Wielkiej Brytanii (jednak nawet wtedy Chris nie dał rodzicom najmniejszego znaku życia), aż wreszcie zatrzymali się na dłużej na Karaibach.

Podczas tej podróży Chris i Irene bardzo się do siebie zbliżyli, jednak po rozpadnięciu się Zebr na jaw wyszły spore różnice w ich poglądach na temat problemu interakcji mutantów z resztą społeczeństwa. Dlatego właśnie rozstali się i każde postanowiło pójść własnym torem.

Robin Hood podróżował w zasadzie bez celu po USA, zadając sobie sakramentalne pytanie "co dalej?", bo choć pieniędzy miał dość, by dożyć wygodnie późnej starości, męczyła go nuda. Wreszcie natrafił na profesora Xaviera i, po rozmowie z szacownym mutantem zgodził się przystać, przynajmniej na czas pewien, do X-menów, grupy, w której Chris spodziewał się znaleźć namiastkę rodzinnej atmosfery z Zebr. Wstępna decyzja przyszła mu tym łatwiej, że jego poglądy nie odbiegały w za wielkim stopniu od tych, które prezentował sobą Xavier.

Robin Hood już pierwszego dnia wszedł w szereg drobnych konfliktów, gdzie wyróżnić należy drobny zatarg z panną Frost, kiedy to z ciekawości wysadził drzwi, za którymi nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności znajdowała się wzmiankowana nauczycielka (która nie wydawała się zachwycona tym pomysłem Chrisa)...

Ostatecznie Robin Hood postanowił jednak, pomimo rozczarowania związanego z atmosferą w Instytucie, pozostać pośród X-men, przynajmniej na razie. Miejsce to miało bowiem jedną niezaprzeczalną zaletę: wyglądało, że co jak co, ale nuda w nim groziła nie będzie.