Odpowiedzi

2010-03-18T16:34:21+01:00
Według mnie każdy człowiek ma swoją wartość dzięki której może stawić czoła przeciwnością jednak na naszej drodze mogą pojawić się ludzie którzy będą chcieli nas zniszcyć w oczach innych jak i w oczach nas samych .
  • bani
  • Początkujący
2010-03-18T16:35:14+01:00
Literatura oraz film daje nam liczne dowody na potwierdzenie stwierdzenia „człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać” (E. Hemingway). Dosyć często ma to również odzwierciedlenie w życiu codziennym. Każdy z nas stacza brutalną walkę z własnymi słabościami, z której nie zawsze wychodzimy cało i z uśmiechem na ustach. Zazwyczaj jednak jesteśmy usatysfakcjonowani tym co zrobiliśmy, że nie pozostaliśmy bierni wobec danej sytuacji.

Te mądre słowa umieścił w jednej ze swoich powieści Ernest Hemingway. Właśnie „Stary człowiek i morze” przyniósł mu prestiżową nagrodę Nobla. Książka ta opowiada o mężczyźnie w podeszłym wieku, który staje przed dokonaniem życiowej decyzji. Waha się czy wypłynąć na kolejny połów, czy nie. Bohater liczy się z tym, że może do końca życia zostać marnym salao, czyli pechowcem, a być nawet pożegnać się z ziemskim życiem. Jednak starzec decyduje się wypłynąć na połów, jednocześnie po raz kolejny potwierdzając swoją wielką odwagę. Morze to jedno, ogromne niebezpieczeństwo, a złowienie ryby wymagało od Santiago wiele wysiłku, a kiedy mężczyzna spełnia swoje marzenie i pierwszy raz od niepamiętnych czasów ma wrócić do wioski po udanym połowie, znowu wszystko obraca się przeciwko niemu. Rekin pożera jego rybę, z której zostaje sam szkielet, starzec wychodzi z tej opresji bez szwanku. Można pomyśleć, iż po raz kolejny naraził się na pogardę i poniżenie ze strony innych rybaków, jednak Santiago jest w stanie znieść wszystko. Dla mężczyzny ważniejsze jest to, że aby złowić marlina, czyli choć przez chwilę czuć się szczęśliwym, musiał pokonać własne słabości. Salao stoczył walkę z własnym sobą, udowodnił sobie, że jest w stanie zrobić wszystko. Przez kilkadziesiąt lat, morze zniszczyło mu nie tylko skórę, ale również psychikę, lecz ono go nie pokonało. Morze było jego przyjacielem, bardzo różnym od człowieka, jednak tak samo jak on niewdzięcznym oraz częściowo obojętnym wobec ludzkiego cierpienia.

Kolejnym przykładem może być Don Kichote, głowna postać z powieści Miguela de Cervantes pt. “Don Kichopte”. Bohater postanowił zostać błędnym rycerzem. Jednak bliżej było mu do Chaplina, niż do Rolanda. Zbroja Don Kichote’a prezentowała się wręcz żałośnie. Była ona spadkiem, jaki Don Kichote otrzymał po swoich pradziadach. Pokrywała ją rdza i kurz. Brakującą przyłbicę zrobił z kartonu. Postać Don Kichote’a, ubranego w tę przestarzałą zbroję w niczym nie przypominała prawdziwego rycerza, wywodzącego się ze szlacheckiej rodziny. Przypominała ona raczej nieszczęśnika, pozbawionego piątej klepki. Zaś rumak naszego „zacnego” rycerza znakomicie współgrał z jego zbroją. Była to stara szkapa, nazwana przez Don Kichote’a Rosynantem. Postać Don Kichote’a symbolizuje honorowego, etycznego człowieka, szukającego własnej tożsamości. Największą zaletą bohatera jest obojętność, z jaką odnosił się wobec opinii innych ludzi, uznających go za szaleńca, ale cóż, jak pisze Aleksander Minkowski - „czasem trzeba wzbić się ponad dachy ustalonych reguł i dać nura w to co inni nazywają szaleństwem”. I właśnie ta odroboina szaleństwa, jaką posiadał, nie pozwoliła ludziom go pokonać, mogli go jedynie zniszczyć swoimi kpinami i wiecznymi żarcikami. Optymizm pozwolił mu pozostać niezniszczalnym, można powiedzieć wielkim człowiekiem.

„Idzie przez świat pan Cogito zataczając się lekko” – jest to cytat z wiersza Z. Herberta, pt. „O dwu nogach pana Cogito”, który jest kolejnym przykładem potwierdzającym mądre słowa Hemingway’a. Bohater tego utworu symbolizuje współczesnego, dojrzałego, a zarazem dziecinnego człowieka. „Dorosły nie jest samobójcą” (A. Minkowski), niby sam decyduje o swoim życiu, lecz zawsze coś go powstrzymuje przed popełnieniem zła. To właśnie czyni druga strona jego złożonej natury. Z. Herbert ukazuje nam dwoistość ludzkiej natury. Z jednej strony dorośli są tak przyziemni, nie potrafią oderwać się od rzeczywistego świata. Zamknięci w szarej codzienności, staczają walkę z przeciwnościami losu. Niczym lewa noga pana Cogito, zakochani w swym normalnym życiu, nie mają najmniejszej ochoty narażać samych siebie, jednak niepostrzerzenie zostają brutalnie nieszczeni przez otaczający ich świat. Można ich porównać do „dużych dzieci”, które pozbawione rozumu, nie wiedzą po co żyją. Z drugiej strony każdy ma czasami ochotę zrobić coś innego niż zwykle. Nie jesteśmy przecież pozbawieni, zazwyczaj bardzo szalonych, marzeń. Nawet nie zdajemy sobie sprawy jak często ryzykujemy. Na pewno nie raz każdy z nas miał ochotę oderwać się od rzeczywistości i uciec w świat dobra. Z. Herbert bardzo trafnie ukazuję ludzką naturę – jej dobre i złe strony. Uczy nas, że wszyscy jesteśmy do siebie podobni, tzn. nasza natura jest jakby podwójna. Uświadamia nam, iż są rzeczy cenniejsze niż czubek naszego nosa, chociażby marzenia. To one właśnie czynią nas niepokonanymi, co prawda każdy może się z nich wyśmiewać, czyli zniszczyć naszą psychikę, ale kompletnie nikt nie ma prawa nam ich odebrać, czyli nas pokonać.

Twierdzenie Hemingway’a ma swoje potwierdzenie również w historii Polski. Okres zaborów był dla Polaka czymś strasznym, wręcz tragicznym. Nagle zostałą ograniczona jego wolność, zabrano mu ojczyznę, miejsce jego narodzin oraz dzieciństwo. Wielu Polaków było mordowanych, ale jako naród byli niepokonani. Nie dawali się, organizowali tajne nauczanie, mające na celu zachowanie rodzimego języka. Oraganizowali liczne powstania, pragnęli umrzeć z przekonaniem, że zrobili wszystko co było w ich mocy. Jednak tak był kiedyś, a teraz jest inaczej. Ludzie są zawistni, odbierają sobie wzajemnie szczęście, myślą stereotypowo, czego często później bardzo żałują. Współczesny człowiek niszczy samego siebie, nie docenia tego co ma. Nie można oczywiście traktować tego szeregowo, ale w większości przypadków tak się dzieje.

Stwierdzenie Hemingway'a jest przenośnią, ale ma również swoje odzwierciedlenie, jeżeli jest pojmowane dosłownie. Pod koniec szesnastego wieku w Rosji panował car Iwan IV Groźny. Miał on syna Dymitra, którego sam zabił. Po jego śmierci rządy objął Borys Gadunow. W 1604 roku pojawił się “cudem” ocalały Dymitr, zwany później Łżedymitr czy Dymitrsamozwaniec. Aby zapobiec pojawianiu się kolejnych oszustów spiskowiec Wasyl Szujski kazał spalić ciało Dymitra na stosie, a następnie jego prochy wystrzelić z armaty na cztery strony swiata. Ale już w 1607 roku pojawił się kolejny Dymitr, był to w Rosji “okres wielkiej smuty”. Trwał on do 1613 roku – zakończenia powstania przeciwko Dymitrowi.

Słuszności słów Hemingway'a można się również doszukać w filmie. Przykładem może być “Billy Elliot”. Jest to historia chłopca, który pragnął być baletnicą, jednak jego ojciec się temu przeciwstawiał. Billy był w stanie zrobić wszystko, aby móc spełniać swoje marzenie. Ukrywał się, okłamywał ojca. Nie chciał dopuścić do tego, aby ojciec przeszkodził mu w rozwijaniu swoich talentów. Bohater wychowywał się w karygodnych warunkach, ale nie to było najgorsze. Chłopiec nie miał żadnych autorytetów, bo kto mógłby spełnić ten warunek. Ojciec, który robił wszystko przeciwko chłopcu? Jednak mężczyzna przeszedł ogromną metamorfozę. Zrozumiał, że nie na tym to wszystko polega. Dotarło do niego, że on zabrania chłopcu rozwijać się i spełniać najskrytsze marzenia. Uświadomił sobie, że pozbawił chłopca wiary we własne siły, zniszczył go, ale nie pokonał...

Człowiek jest istotą z natury dobrą, a słowa Hemingway’a doskonale odzwierciedlają jego psychikę. Jednak w życiu codziennym o wiele trudniej znaleźć odzwierciedlenie tych słów, niż w historii czy literaturze. Mam nadzieję, że to się zmieni i ludzie nie zniszczą samych siebie.