Odpowiedzi

2009-10-27T18:27:58+01:00
~~POLSKA~~

Rząd chce częściowo zdelegalizować hazard w Polsce. Chce też wyplenić go z internetu. Ma to zapewnić projekt ustawy, który rząd kieruje do Sejmu. - My zdecydowaliśmy się (…) na takie ostateczne cięcie - podkreślał, odpowiadając na pytania dziennikarzy.
Prace nad tą ustawa (zwyczajowo nazywaną "hazardową" - red.) w sposób oczywisty nabrały rozpędu – powiedział na wstępie. Chodzi o wybuch afery hazardowej, na której polegli ministrowie i szef klubu PO.

Jak podkreślił, tworzeniu ustawy przyświecały dwa założenia: co zrobić, aby hazard w tej najtwardszej wersji ograniczyć lub wyplenić i – po drugie – jak nałożyć na legalny hazard stosowną daninę na rzecz państwa.

Rząd proponuje delegalizację części branży hazardowej: automatów o niskich wygranych i wideoloterii. - Zakazane będą gry hazardowe w Internecie – dodawał Donald Tusk. Sposobem na to będzie monitorowanie połączeń internetowych i przelewów finansowych. To - jak powiedział Jacek Kapica, wiceminister finansów - "klucz" do osiągnięcie celu w tym względzie.

Dodatkowo kasyna będą wymagały koncesji, a nie zezwoleń.

- Chcemy uniknąć (…) groźby skutecznego zaskarżenia do TK (…), skutecznego lobbingu przy użyciu mediów i prawników – podkreślał premier. Jak dodał, rząd zakłada, że miejsca hazardu będą znikały wraz z wygasaniem zezwoleń. W ciągu 5 lat niektóre rodzaje hazardu powinny zniknąć z Polski.

Rząd chce "skutecznie ograniczyć" działanie hazardu na ludzi do stref ściśle monitorowanych. Z kolei ilość miejsc gry nie powinna przekraczać średnich wartości dla Europy. Natomiast podatki, jakimi branża będzie obłożona, wzrosną.

Jeszcze przez jakiś czas Europa będzie musiała poczekać na decyzję Czechów w sprawie Traktatu Lizbońskiego. Tamtejszy Trybunał Konstytucyjny odroczył decyzję w sprawie dokumentu do 3 listopada.
15-osobowy czeski Trybunał Konstytucyjny pod przewodnictwem Pavla Rychetsky'ego rozpoczął obrady we wtorek przed południem.

Zgoda z konstytucją

Trybunał sprawdza, czy Traktat jest zgodny z czeską konstytucją na wniosek grupy 17 senatorów, głównie z prawicowej Obywatelskiej Partii Demokratycznej (ODS), związanych z eurosceptycznym prezydentem Vaclavem Klausem.
Czechy po przecinku?

Czechy spędzają sen z powiek europejskim politykom. Na kilka dni przed... czytaj więcej »


Od początku podkreślano, że decyzja prawdopodobnie we wtorek nie zapadnie. Jak donosił korespondent BBC, trybunał otrzymał bowiem w ostatnim czasie kilka dodatkowych wniosków i zdaniem części obserwatorów sędziowie mogą potrzebować więcej niż jeden dzień na podjęcie decyzji.

Również czeski premier Jan Fischer oświadczył, że nie spodziewa się, aby werdykt zapadł we wtorek.

Dotychczas czeski Trybunał Konstytucyjny podejmował decyzję w dniu posiedzenia albo wkrótce potem. Jednak może on zadecydować o przeprowadzeniu kolejnych przesłuchań i nie ma ograniczeń czasowych na
Naprawdę nie mamy kolejnej skargi w zanadrzu
Jirzi Oberfalzer
podjęcie decyzji.

Więcej skarg nie będzie

Większość prawników spodziewa się, że ostatecznie Trybunał orzeknie zgodność Traktatu z czeską konstytucją. Sędziowie w Brnie bowiem już w ubiegłym roku odrzucili jedną skargę przeciwko dokumentowi reformującemu UE.

Jeśli sędziowie Trybunału uznają Traktat za legalny skarżący go senatorowie nie zamierzają wnosić kolejnej skargi. - Naprawdę nie mamy kolejnej skargi w zanadrzu - powiedział czeskiej telewizji jeden z prawicowych senatorów Jirzi Oberfalzer. - Próbowaliśmy wykorzystać każdy dyskusyjny punkt w traktacie, więc nie przygotowujemy nic więcej - dodał.

Wątpliwości Klausa

Traktat reformujący
Czesi wiedzą czego chcą

Przed kilkoma tygodniami czeski prezydent Vaclav Klaus zażądał modyfikacji... czytaj więcej »
Unię, ratyfikowany przez 26 z 27 państw członkowskich, nie może wejść w życie, ponieważ Czechy nie ukończyły jeszcze procesu jego ratyfikacji. Został on zaakceptowany przez parlament, jednak potrzebny jest jeszcze podpis prezydenta.

Ten uzależnia decyzję od werdyktu Trybunału, lecz nie tylko. Klaus dotąd nie podpisał Traktatu również dlatego, że domaga się, by stanowiąca jego integralną część Karta Praw Podstawowych nie obowiązywała wobec Republiki Czeskiej.

Ma to wyeliminować groźbę zgłaszania w Trybunale Sprawiedliwości UE roszczeń majątkowych wysiedlonych po wojnie Niemców. Wątpliwościami Czechów - ostatniego z 27 państw UE, które nie zakończyło jeszcze procedury ratyfikacyjnej - zajmie się unijny szczyt zaplanowany na 29-30 października.


Podczas lekcji w Gimnazjum nr 6 w Zielonej Górze doszło do wybuchu. Poważnych obrażeń ręki doznał 15-letni uczeń, który prawdopodobnie trzymał w niej jakiś materiał wybuchowy. Chłopak został przewieziony do szpitala - poinformowała rzeczniczka zielonogórskiej policji, Małgorzata Stanisławska.
Niebezpieczny materiał prawdopodobnie przyniósł do szkoły poszkodowany nastolatek.

Policja prowadzi dochodzenie w tej sprawie m.in. z udziałem pirotechników. Funkcjonariusze pojechali także do domu 15-latka, by sprawdzić, czy nie ma w nim niebezpiecznych materiałów. Nadzór nad postępowaniem sprawuje prokurator.

Życie chłopaka nie jest zagrożone, ale obrażenia ręki są bardzo poważne, stracił wszystkie palce - powiedziała rzeczniczka lecznicy, Adriana Wilczyńska. Chłopak był przytomny, ale w szoku. Natychmiast trafił na blok operacyjny.

Do eksplozji nieokreślonego jeszcze materiału doszło we wtorek podczas jednej z lekcji. Koledze pokrzywdzonego, który siedział z nim w ławce, nic się nie stało.


Przez 22 lata ojciec trzymał córki na łańcuchu
70-letni Albańczyk przez 22 lata trzymał na łańcuchu swoje dwie córki. Powiedział w albańskiej telewizji News24, że obie są chore psychicznie i agresywne, więc tylko w ten sposób mógł się nimi zająć.
Córki - jedna ma obecnie 38 lat, druga 47 - nie miały nawet łóżka do spania.

Albańskie media informują, że gdy więzienie tych kobiet przez ojca wyszło na jaw, obie umieszczono w zakładzie psychiatrycznym. Nie wiadomo natomiast, czy organy ścigania wystąpią przeciwko ojcu.

Niedawno w Albanii ujawniony został podobny przypadek. 26-letniego mężczyznę znaleziono w psiej budzie, przykutego łańcuchem. Rodzice twierdzili, że ich syn jest chory psychicznie.



~~ŚWIAT~~
Bułgaria: wyciekły raporty służb specjalnych
Dwa tajne raporty bułgarskich służb specjalnych pojawiły się w mediach w ciągu ostatnich 10 dni. W obu sprawach prokuratura prowadzi dochodzenia wstępne - informują media bułgarskie.
Wyjaśnienia ma złożyć były premier, rządzący od 2005 do lipca 2009 roku Sergej Staniszew, który oświadczył, że rezygnuje z immunitetu poselskiego, by ułatwić wyjaśnienie sprawy. Tymczasem Państwowa Agencja Bezpieczeństwa Narodowego (DANS), skąd wyciekła tajna informacja, jest zagrożona likwidacją.

Pierwszy dokument - sprawozdanie o pracy agencji za pierwsze półrocze 2009 roku, dotyczące korupcji w poprzednim rządzie, ukazał się w tygodniku "Galeria". Drugi - rozpracowanie znanego lobbysty Stefana Gamizowa oraz byłego doradcy DANS Alekseja Petrowa, pojawił się w internecie.

Wcześniej premier Bojko Borysow powiedział, że dokument ten, z października 2008 roku, zginął z kancelarii szefa rządu. Według Borysowa został prawdopodobnie wyniesiony przez Staniszewa celem uprzedzenia wymienionych w nim osób. Borysow mówił, że otrzymał zaginiony dokument od Petrowa, który jednak nie wyjaśnił, jak wszedł w jego posiadanie.

Staniszew zaprzeczył zarzutom. Oświadczył, że przy poziomie współczesnej techniki nie musiałby wynosić dokumentów, skoro można zrobić odbitkę.

Raport jest raczej ilustracją walki między dwoma ugrupowaniami w samej agencji bezpieczeństwa niż działań na rzecz zwalczania korupcji, co było głównym celem powołania DANS. Premier Borysow uprzedził, że "jeżeli okaże się, że agencja generuje skandale i stwarza problemy, nie przyczyniając się do zagwarantowania bezpieczeństwa narodowego", to zostanie rozwiązana.

We wtorek były szef DANS Petko Sertow przez 90 minut składał wyjaśnienia w prokuraturze. Borysow oznajmił, że nie ma już do niego zaufania i że odwołuje go z funkcji konsula generalnego w Salonikach, na którą mianował go w sierpniu tego roku.

Państwową Agencję Bezpieczeństwa Narodowego, zwaną bułgarskim FBI, powołano pod koniec 2006 roku w celu zwalczania przestępczości zorganizowanej i korupcji na wysokich szczeblach władzy. Nadano jej duże pełnomocnictwa, które obecny parlament ograniczył w wyniku zarzutów, że agencję wykorzystywano do celów politycznych.

71 proc. Polaków uważa, że w Polsce rozpowszechniona jest bieda - wynika z opublikowanych we wtorek przez Komisję Europejską wyników Eurobarometru. To niższy odsetek niż w niektórych znacznie zamożniejszych krajach, takich jak Francja, Niemcy, Belgia i Włochy.
Sondaż miał przynieść odpowiedź na pytanie, jak obywatele UE postrzegają rozpowszechnienie biedy w ich krajach, a nie - jaka jest rzeczywista skala tego zjawiska. Opierając się na danych statystycznych, KE oblicza bowiem poziom biedy w Polsce i UE na ok. 16-17 proc. - tyle jest ludzi o dochodach mniejszych niż 60 proc. przeciętnego wynagrodzenia w danym kraju. Także w tym sondażu 17 proc. Polaków mówi, że z trudnością wiąże koniec z końcem.

Z Eurobarometru wynika, że 71 proc. Polaków uważa biedę w Polsce za "rozpowszechnioną", a 24 proc. za "nierozpowszechnioną". To oznacza, że Polacy widzą wokół siebie nieco mniej biedy niż przeciętny obywatel UE (odpowiednio 73 i 25 proc.).

Co ciekawe, dużo bardziej pesymistyczni są Francuzi, których 86 proc. uważa, że bieda w ich kraju jest rozpowszechniona (przeciwnego zdania jest 12 proc.). Podobnie Belgowie (75 i 25 proc.) i Włosi (75 i 22 proc.). Także w Niemczech odsetek osób uważających biedę za rozpowszechnioną jest nieco wyższy niż w Polsce i wynosi 72 proc. (przeciwnego zdania jest 26 proc.). Tymczasem we wszystkich tych krajach nie tylko znacząco wyższy od polskiego jest PKB na głowę mieszkańca, ale i poziom biedy niższy niż w Polsce i wynosi poniżej 15 proc. (tylko we Włoszech sięga 20 proc.).

Pojęcie biedy jest bowiem względne i to, jak postrzegany jej rozpowszechnienie, zależy nie tyle od własnej zamożności, co od aspiracji i porównania się z innymi - tłumaczy Komisja Europejska.

- Ważny jest punkt odniesienia. Jeśli ktoś się rozgląda dookoła siebie i widzi bezdomnych na ulicy, to rodzi się pytanie, czy przyzwyczaił się już do takiego widoku wcześniej, czy nie - powiedziała rzeczniczka KE ds. społecznych Katharina von Schnurbein. Dla niektórych osób o rozpowszechnieniu zjawiska biedy będzie świadczyć nawet jeden bezdomny, na innych dziesiątki osób bez dachu nad głową nie zrobią wrażenia - dodała. Podobny mechanizm działa w drugą stronę - za "biednego" może uznać się ktoś, kogo stać tylko na tydzień wakacji w kraju, a nie dwutygodniowy urlop za granicą, na jaki jeżdżą wszyscy znajomi...

Według statystyk KE, najmniej osób biednych, ok. 10 proc., jest w Holandii, Czechach, Słowacji i Szwecji; tylko nieco więcej w Austrii, Danii, Słowacji i na Węgrzech. Z Eurobarometru wynika, że biedy najmniej widzą wokół siebie Duńczycy, Cypryjczycy i Szwedzi (31-37 proc.) a najwięcej - Węgrzy (96 proc.).

Za główną jej przyczynę Europejczycy uważają bezrobocie i zbyt niskie płace. Są jednocześnie przekonani, że przynajmniej częściowym wytłumaczeniem biedy jest niski poziom wykształcenia i przygotowania zawodowego, pochodzenie z biednej rodziny oraz alkoholizm i narkomania. 53 proc. obywateli UE uważa, że walka z biedą jest w głównej mierze obowiązkiem krajowych rządów, w dalszej kolejności samych zainteresowanych, a dopiero potem UE (9 proc.).

16 proc. obywateli UE żyjących poniżej progu biedy to niemal 80 mln osób. Przed dziesięciu laty przywódcy UE obiecali "podjąć działania decydujące dla likwidacji biedy" do roku 2010, ale tych zapowiedzi nie udało się zrealizować. Co prawda w nowych krajach, w tym w Polsce odsetek biednych nieco spada, ale utrzymuje się on na stałym poziomie w starych krajach członkowskich. Rok 2010 KE ogłosiła Europejskim Rokiem Walki z Ubóstwem i Wykluczeniem Społecznym.


71 proc. Polaków uważa, że w Polsce rozpowszechniona jest bieda - wynika z opublikowanych we wtorek przez Komisję Europejską wyników Eurobarometru. To niższy odsetek niż w niektórych znacznie zamożniejszych krajach, takich jak Francja, Niemcy, Belgia i Włochy.
Sondaż miał przynieść odpowiedź na pytanie, jak obywatele UE postrzegają rozpowszechnienie biedy w ich krajach, a nie - jaka jest rzeczywista skala tego zjawiska. Opierając się na danych statystycznych, KE oblicza bowiem poziom biedy w Polsce i UE na ok. 16-17 proc. - tyle jest ludzi o dochodach mniejszych niż 60 proc. przeciętnego wynagrodzenia w danym kraju. Także w tym sondażu 17 proc. Polaków mówi, że z trudnością wiąże koniec z końcem.

Z Eurobarometru wynika, że 71 proc. Polaków uważa biedę w Polsce za "rozpowszechnioną", a 24 proc. za "nierozpowszechnioną". To oznacza, że Polacy widzą wokół siebie nieco mniej biedy niż przeciętny obywatel UE (odpowiednio 73 i 25 proc.).

Co ciekawe, dużo bardziej pesymistyczni są Francuzi, których 86 proc. uważa, że bieda w ich kraju jest rozpowszechniona (przeciwnego zdania jest 12 proc.). Podobnie Belgowie (75 i 25 proc.) i Włosi (75 i 22 proc.). Także w Niemczech odsetek osób uważających biedę za rozpowszechnioną jest nieco wyższy niż w Polsce i wynosi 72 proc. (przeciwnego zdania jest 26 proc.). Tymczasem we wszystkich tych krajach nie tylko znacząco wyższy od polskiego jest PKB na głowę mieszkańca, ale i poziom biedy niższy niż w Polsce i wynosi poniżej 15 proc. (tylko we Włoszech sięga 20 proc.).

Pojęcie biedy jest bowiem względne i to, jak postrzegany jej rozpowszechnienie, zależy nie tyle od własnej zamożności, co od aspiracji i porównania się z innymi - tłumaczy Komisja Europejska.

- Ważny jest punkt odniesienia. Jeśli ktoś się rozgląda dookoła siebie i widzi bezdomnych na ulicy, to rodzi się pytanie, czy przyzwyczaił się już do takiego widoku wcześniej, czy nie - powiedziała rzeczniczka KE ds. społecznych Katharina von Schnurbein. Dla niektórych osób o rozpowszechnieniu zjawiska biedy będzie świadczyć nawet jeden bezdomny, na innych dziesiątki osób bez dachu nad głową nie zrobią wrażenia - dodała. Podobny mechanizm działa w drugą stronę - za "biednego" może uznać się ktoś, kogo stać tylko na tydzień wakacji w kraju, a nie dwutygodniowy urlop za granicą, na jaki jeżdżą wszyscy znajomi...

Według statystyk KE, najmniej osób biednych, ok. 10 proc., jest w Holandii, Czechach, Słowacji i Szwecji; tylko nieco więcej w Austrii, Danii, Słowacji i na Węgrzech. Z Eurobarometru wynika, że biedy najmniej widzą wokół siebie Duńczycy, Cypryjczycy i Szwedzi (31-37 proc.) a najwięcej - Węgrzy (96 proc.).

Za główną jej przyczynę Europejczycy uważają bezrobocie i zbyt niskie płace. Są jednocześnie przekonani, że przynajmniej częściowym wytłumaczeniem biedy jest niski poziom wykształcenia i przygotowania zawodowego, pochodzenie z biednej rodziny oraz alkoholizm i narkomania. 53 proc. obywateli UE uważa, że walka z biedą jest w głównej mierze obowiązkiem krajowych rządów, w dalszej kolejności samych zainteresowanych, a dopiero potem UE (9 proc.).

16 proc. obywateli UE żyjących poniżej progu biedy to niemal 80 mln osób. Przed dziesięciu laty przywódcy UE obiecali "podjąć działania decydujące dla likwidacji biedy" do roku 2010, ale tych zapowiedzi nie udało się zrealizować. Co prawda w nowych krajach, w tym w Polsce odsetek biednych nieco spada, ale utrzymuje się on na stałym poziomie w starych krajach członkowskich. Rok 2010 KE ogłosiła Europejskim Rokiem Walki z Ubóstwem i Wykluczeniem Społecznym.


Serbia/ Biljana Plavszić wróciła do Belgradu
Była prezydent Serbów bośniackich Biljana Plavszić, odbywająca od 2003 roku karę więzienia w Szwecji za zbrodnie z czasów wojny w Bośni i Hercegowinie, została we wtorek zwolniona po odbyciu dwóch trzecich kary i powróciła do Belgradu.
79-letnia obecnie Plavszić została w lutym 2003 roku skazana przez trybunał ONZ ds. zbrodni wojennych w dawnej Jugosławii na 11 lat więzienia. Jej przedterminowe zwolnienie skrytykowali krewni muzułmańskich ofiar wojny bośniackiej, natomiast z wielkim zadowoleniem powitali je Serbowie.

W centrum Belgradu witały ją tłumy, wśród których był i obecny przywódca Serbów bośniackich Milorad Dodi
2009-10-27T19:08:41+01:00
Pijany kierowca wiózł podróżnych do W. Brytanii

Kara do dwóch lat więzienia grozi 37-letniemu kierowcy autokaru, który po pijanemu wiózł pasażerów z Białegostoku do Wielkiej Brytanii. Kierowca, którego policja zatrzymała dziś na drodze krajowej nr 7, miał w organizmie 1 promil alkoholu - poinformowała warmińsko-mazurska policja.