Odpowiedzi

Najlepsza Odpowiedź!
2010-03-20T14:53:18+01:00


LICZNIK PREZYDENCKI
Do końca kadencji “Prezydenta Swojego Brata”
zostało już tylko 248 dni. Ładnie maleje!

Nie czytałem książki Artura Domosławskiego “Kapuściński non-fiction”, podobnie jak wielu wypowiadających się na jej temat. Więc też się wypowiem, ale nie o książce, lecz wokół książki. Po pierwsze uważam Domosławskiego za autora, do którego rzetelności można mieć spore zaufanie. To nie jest ani byle kto, ani początkujący młokos, który dopiero ma dowieść co jest wart. Już sam ten fakt, każe mi traktować poważnie to co napisał zanim do tego zajrzałem.

Po drugie uważam, że każdy może zabrać się za pisanie biografii każdego nie pytając o zgodę ani tego kto ma być opisywany, ani jego rodziny. Każdy ma też prawo starać się ją wydać, biorąc na siebie wszelkie ryzyka, z procesami cywilnymi włącznie. Jest też czymś oczywistym, że znane postaci życia publicznego w którymkolwiek z jego przejawów są atrakcyjnym tematem dla biografów, bo lubią o nich czytać ludzie.

Po trzecie uważam za coś bardzo niedobrego wytwarzanie w debatach publicznych klimatu z pokojów cenzury, w postaci presji, by o tym czy o owym nie pisać, albo pisać tak, a nie inaczej. Kiedy rozgorzała dyskusja nad książka Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka o Lechu Wałęsie napisałem w “Gazecie Wyborczej”, że: “Uważam, że wszystko co dotyczy publicznego wizerunku Lecha Wałęsy powinno być jawne i mnie publikacja IPN-owców nie przestrasza. Jeżeli jest rzetelna to dobrze. A jeśli nie jest rzetelna to największą krzywdę autorzy wyrządzą nie Wałęsie, lecz sobie samym” I to samo odnoszę do publikacji o Kapuścińskim. Dlatego nie podobają mi się pachnące cenzurą, tyle, że nie urzędową, a środowiskową, wyklinania książki Domosławskiego, jego samego oraz wydawnictwa, które musiało mieć – jak się okazuje – odwagę, by ją wydać.

Po czwarte i to, jak sądzę jest powód dla którego ja tę książkę prawdopodobnie kupię i przeczytam. Chodzi o stosunek Kapuścińskiego do Polski Ludowej i jej władz oraz służb specjalnych. Dla mnie ten wymiar jego biografii, sam z siebie nie jest jeszcze niczym dyskredytującym, ale oczywiście też niczym zasługującym na poklask. Jest za to najciekawszy. Tyle, że nie z motywów lustracyjnych. Od dawna uważam, że Polska Ludowa była państwem polskim, podległym Sowietom i niedającym obywatelom wolności, ale państwem polskim. Ustrój i usytuowanie tego państwa zostały nam narzucone z zewnątrz i ta sytuacja przymusowa musiała doprowadzić do rozdarcia narodu na szeroko pojętą obsługę państwa i resztę. Pierwsze lata po wyzwoleniu były czasem masowego rodzenie się „komunistów” w Polsce i niewiele minęło lat, gdy było ich kilka milionów. Jeśliby z jakiegoś powodu trzeba było ich więcej, to bez wątpienia naród wepchnięty w sytaucję przymusową, ale pozwalająca trwać i jakoś się rozwijać, by ich z siebie wyłonił. To było nieuchronne i dzięki temu rozdarciu, choć wiele się z niego narodziło też zła, nienawiści i zbrodni, mogliśmy względnie dobrze przetrwać ten czas, który z tamtej strony czasu wyglądał, jakby miał nie mieć końca. Zło leżące u podstaw PRL wsiąkało w ludzie życiorysy i je kaleczyło. Do czterdziestu pięciu lat PRL, manichejski schemat dzielący ludzi na sługusów czerwonego i patriotów zupełnie nie pasuje, jest superfałszem. Czas Polski Ludowej, w tym wymiarze o którym zdanie wcześniej, najrzadziej wytwarzał biografie anielskie z jednej strony, a diabelskie z drugiej, a najczęściej te wymieszane, hybrydowe, często strasznie trudne do oceny, ale często też bardzo ciekawe. Życie Ryszarda Kapuścińskiego jest wybitnym przykładem takiej biografii z epoki rozdarcia, opresji, ale także trwania i tworzenia. Pewno mógł mieć w sobie mniej zła, które pokazał Domosławski, wielkość go z niego nie powinna rozgrzeszać, ale pociechą jest niezłą. Człowiek teraz będzie prawdziwszy a dzieło pozostanie tak samo wielkie, jak było.

Ten wpis został opublikowany sobota, Luty 27th, 2010 at 17:30 . Możesz śledzić komentarze do tego wpisu za pomocą linku RSS 2.0 . Możesz zostawić komentarz, lub śledzić je z własnej strony.