Odpowiedzi

2010-03-20T15:28:18+01:00
Oczko wodne - Kominowy duch

Tato niedawno się obudził. Gdy wyszedł do kuchni, zastał tam wszystkie zwierzęta, i Marysię, która trzymała plastikowy, ale
przezroczysty kubek z Zakiem.
- Co ? - przestraszył się tato.
- No, miałeś nam powiedzieć ten pomysł - powiedział Windy.
- No, prawda - rzekł tato, i podrapał się po głowie.
Wszystkie zwierzęta zwróciły swoje oczka, noski i buzie na tatę.
- Zrobimy oczko wodne - powiedział tato - W ogrodzie. Trzeba wykopać wielki, ale nie głęboki dół, nalać dużo wody, i wpuścić
rybki. I kamienie wrzucić na samo dno.
- Super ! - krzyknął Alex - Tylko skąd wytrzaśniemy ryby ?
- Wyłowimy z jeziorka ? - zapytała Marysia.
- Tak - odpowiedział tato - Dzisiaj powinniśmy to skończyć.
I tato poszedł się ubrać. Wszyscy wybiegli na dwór, i naszykowali łopaty. Frizbon, Gizonek i Liryndo poszli po kamienie. Gdy tato
wszedł do ogrodu, wszystko tam było. Tato aż się zdziwił.
- Wykopiemy w tym miejscu - tato zaznaczył wielki, jajowaty okrąg.
- Czy to nie za wielkie ? - zapytała Klara.
- Nie - powiedział tato - Ryby muszą mieć dużo przeztrzeni.
I tato zaczął kopać. Frizbon, Mita, Gizonek i Śniegi też zaczęli kopać. Gdy dół był już gotowy, trzeba było rozłożyć folię w dole, aby
woda nie wsiąkała do ziemi. Ale... gdzie folia ?
- Gdzie folia ? - zapytała mama, która stała na balkonie.
- Yyyymm.... - zaciął się tata.
- Ja wiem gdzie ! - krzyknął Liryndo, i poleciał do piwniczki pod balkonem.

Było tam pełno pajęczyn. Fu !
- Czego szukasz ? - odezwał się jakiś głos - Znam tą piwniczkę jak własną kieszeń. Powiedz, to ci pomogę.
- Kim jesteś ? - zapytał Liryndo, rozglądając się.
- Jestem Gigi jaszczurka - odpowiedział głos.
- Choć ze mną - powiedział Liryndo - Ci ludzie są bardzo przyjaźni. Tylko nie możesz mówić nikomu więcej, tylko nam. Chcesz ?
- Tak, ale ty jesteś ptakiem, i możesz mnie oszukać i zjeść - powiedziała Gigi ze strachem.
- Nie ! Nie bój się ! Zobacz - to Frizbon, tato, Mruczka, Lirysia, Windy, Grin, Alex... Nie bój się ! Choć !
- Dobrze - rzekła Gigi.
Liryndo chwycił folię, i wyleciał. Niósł na grzbiecie Gigi.
- Co tak długo ? - Lirysia się skrzywiła.
- Poznałem nowego przyjaciela - rzekł Liryndo, i puścił z grzbietu Gigi.
Gigi przedstawiła się, i powiedziała, że w piwniczce mieszka już bardzo długo, mimo tego że jest młoda.
- Jak chcesz, możesz zamieszkać z nami - powiedział tato - Zrobię dla ciebie budkę do zamieszkania. Chętnie przyjmiemy cię do
naszej rodziny.
- Dobrze - zgodziła się jaszczurka.
I tak Wielka Rodzina Zwierząt i Ludzi powiększyła się o jedną jaszczurkę.
- Dobrze. Kontynuujmy robienie oczka - powiedział Alex.
Wszyscy zabrali się do roboty. Rozkładanie folii to nie lada zadanie. Trzeba było do tego dużo osób, ale zwierzęta wystarczyły.
Gdy folia była już rozłożona, trzeba było przycisnąć ją kamieniami. Wszyscy zabrali się do roboty. Niestety, ale do skończenia
przyciskania, nie wystarczyło kamieni. Tato musiał pojechać po kamienie. Za ten czas zwierzęta mogły zrobić sobie przerwę,
i porozmawiać z Gigi.
- Tu możesz swobodnie z wszystkimi porozmawiać - tłumaczył Grin - Sam kiedyś byłem nowy.
- Super. Tylko obawiam się, że ktoś tu mnie zje... - bała się Gigi.
- Nie zjadamy siebie. Grin dawno byłby w moim pysku, gdyby nie to, że jesteśmy przyjaciółmi - powiedział z powagą Mruczek.
Gigi uśmiechnęła się. Od lat nie miała do kogo słowa powiedzieć, a nagle przylatuje Liryndo, i zabiera ją do swojego rodzinnego
domu.
- Dziękuje wam wszystkim - powiedziała Gigi, i już przyjechał tato z kamieniami.
Tato władował kamienie na taczkę, i pojechał w kierunku oczka. Zwierzęta czekały cierpliwie na tatę, a gdy tylko taczka została
opróżniona, mama zawołała z balkonu :
- Obiad ! Zróbcie sobie przerwę !
- Choćmy na obiad - tato odłożył ostatni kamień na swoje miejsce.
Wszyscy chętnie poszli coś przegryźdź. Gigi nie chciała obiadu. Frizbon się temu niezmiernie dziwił. Jaszczurka wzburziła we
wszystkich zachwyt, gdy pośliniła swoje łapki i zaczęła biegać po pionowych ścianach. Wyjadała z kątów muszki i pająki. Mama
niezmiernie się ucieszyła.
- No, nie muszę sprzątać kątów - powiedziała z uśmiechem.
Po obiedzie znowu wyruszyli do ogrodu. Mama zapakowała im po babeczce, bo było akurat.
- To co teraz ? - zapytał Frizbon opychając się babeczką.
- Trzeba dać ładnych, gładkich kamieni na dno - powiedział tato.
Najładniejsze kamienie z kupki wrzucono na spód. Później tato poszedł po wąż ogrodowy, czyli szlauf, i zaczął nalewać wody.
Zajęło im to bardzo długo. Gdy oczko było już zapełnione, trzeba było wyłowić z jeziorka ryby.
- A nie można kupić ryb ? - zapytał Śniegi.
- Można, można, ale nie są tanie - odpowiedział tato.
Tato wziął sieć, i wyruszył na połowy. Zwierzęta nie mogły z nim iść, bo jakby któremuś się wypstnęło choćby słówko, to byłoby
wiadomo, że zwierzęta umią mówić.
- To co robimy ? - zapytał Windy.
- My ptaki, możemi polatać - powiedział Liryndo, i wzbił się w powietrze.
Latał nad stodołą, nad drzewami, i krążył nad pozostałymi na ziemi.
- A my, psy pobiegać ! - krzyknął Gizonek, i zaczął biegać.
- Musimy porobić coś sensownego - powiedziała z nudą Klara.
- Właśnie - dodał Plumek.
Wszyscy chowali się gdzie popadnie : Śniegi wlazł pod samochód, Klara na orzech, Gigi w kwiatku, Plumek wdrapał się na klon,
Grin w kominie, Lirysia na samochód, Gizonek pod stół, Mita do piwnicy, a reszta znalazła sobie również dobre kryjówki.
- Trzydzieści ! Szukam ! - i Liryndo wzbił się w powietrze.
Od razu znalazł Lirysię.
- Miałam kiepską kryjówkę - wyznała Liryndowi.
Następnie Liryndo znalazł Gigi, później Plumka, Gizonka, Śniegiego, Mitę, Frizbona i wszystkich oprócz Grina.
- Gdzie Grin ? - dziwili się wszyscy.
- Uuuuooooaaaaa ! - jęknęło coś w kominie. Był to Grin, któremu smoła wepchała się do dziobka.
- Kominowy duch ! Kominowy duch ! - wrzeszczał Śniegi.
Wtem w kominie coś zakaszlało.
- Chory kominowy duch ! - Śniegi darł się coraz bardziej.
- Błeeee ! Szszszszszt ! Stuk ! Stuk ! - rozległo się w kominie. Grin próbował usadowić się wygodnie, i znowu poczuł smołę.
- Tłuczący się, chory kominowy duch ! - Śniegi schował się za Mitę.
Nagle z komina wyleciało czarne upiorzysko wielkości ptaka !
- Kominowy duch ! Kryjć się ! - wrzeszczał Gizonek, i wlazł pod samochód.
Czarny duch leciał prosto na nich.
- Aaaaaaaa ! - wrzasnęli wszyscy - Ratuj się kto może !
Słychać było tylko wrzaski, odgłosy łap i pazurów. Czarny duch wylądował i rozglądał się. Niespodziewanie wzbił się w powietrze.
- Czyli kominowe duchy nadal zagrażają naszemu życiu ! - szeptał Gizonek do Śniegiego.
- Ciiii.... Usłyszy nas.... - uciszył go Śniegi.
Duch poleciał w stronę domu. Wleciał przez otwarte okno.
- O, nie ! Duch porwie naszą mamę ! - przeląkł się Frizbon.
- Ale kominowe duchy są groźne, prawda ? - zapytała Marysia.
- Pewnie tak. Bez powodu nie mieszkałyby w kominach - powiedział Liryndo.
- Tam ostrzą sobie pazury przez całą zimę - dodał Gizonek.
- Chyba leci - Mita uciszyła rozmowę - Kryć się !
- Hej, przyjaciele ! - Grin wyleciał z domu.
- Wiesz co tu było ? - Śniegi drżał ze strachu - KOMINOWY DUCH !
- Kominowy duch ? - Grin nie dowierzał.
- Na serio ! Leciał prosto na nas - opowiadała Gigi - Ale zdążyliśmy się ukryć. Był taki jak ty. Czarny upiór ! Wyleciał z komina !
- Ale przecież ja schowałem się w kominie.. - powiedział niepewnie Grin.
- Widziałeś go ? - wszyscy obskoczyli Grina dookoła.
- Nie, ale chyba ja nim byłem.
- COOO - zdziwili się wszyscy.
- Bo jak z niego wyleciałem, to wleciałem do domu i się obmyłem ze smoły - opowiadał Grin.
- Ale mieliśmy stracha - wyznał z ulgą Frizbon.
Gdy tylko Frizbon to powiedział, to przyszedł tato.
- Ciekawe, czy coś złowił - zastanawiał się Śniegi.
Wszyscy pobiegli i polecieli w stronę taty.
- Złowiłem dużo ryb - powiedział i postawił wiaderko.
- Choćmy je wpuścić - Frizbon pognał w stronę oczka.
Po chwili całe stadko ryb pływało w oczku. Tato przyniósł jeszcze ze sobą wodne rośliny, bo ryby mogły się chować.
- Piękne - powiedziała mama wchodząc na balkon - Chodźcie do domu. Zimno już. A z resztą - kolacja !
Po kolacji tato zrobił piękny dom dla Gigi. Bardzo się cieszyła, że może z nimi mieszkać. Koło godziny 10 wszyscy już spali...