Odpowiedzi

2010-03-21T21:57:12+01:00
Tej nocy miałem koszmar. Śniłem, że rano nie zadzwonił budzik i zaspałem do pracy. Nie spostrzegłbym nawet, że późna godzina, ale gdy przewracałem się na drugi bok, uchyliłem delikatnie lewą powiekę i zauważyłem, że słońce za oknem nie jest na tej samej wysokości, co zwykle, gdy wstaję. Odruchowo sięgnąłem po komórkę, żeby sprawdzić godzinę. Gdzie jest ten telefon? Zawsze kładłem go w zasięgu ręki, bo był jednocześnie moim budzikiem. Nie ma!? Czyżbym wczoraj zostawił w plecaku? Niemożliwe.

Zerknąłem na zegarek obok telewizora. Była 9:15. Od ponad godziny powinienem być w pracy! Wyskoczyłem z łóżka i pobiegłem do łazienki. W wolnej chwili muszę sprawdzić, czy istnieje rekord świata w porannej toalecie, bo tego ranka najprawdopodobniej go pobiłem.

Chciałem zadzwonić do pracy, że się spóźnię, ale dalej nie widziałem nigdzie telefonu. Nie jadłem oczywiście śniadania, a tylko ubrałem się, wziąłem kluczyki i pobiegłem do auta.

Ku mojemu zdziwieniu, nie utknąłem w korkach, które przecież o tej porze były normalnością. Po kwadransie byłem w firmie. Udało mi się w miarę niepostrzeżenie przemknąć do mojego biurka. Po drodze spotkałem tylko kolegę, który porozumiewawczo mrugnął okiem, jakby chciał powiedzieć: „Co, hehe, późno weekend się skończył”.

Włączyłem komputer, żeby sprawdzić pocztę. Nie dość, że zniknęła mi połowa plików z pulpitu, to jeszcze po odpaleniu przeglądarki powitała mnie informacja: „Twoja przeglądarka jest w trybie off-line, sprawdź, czy masz poprawnie skonfigurowane połączenie z internetem”. Chciałem uruchomić jeszcze komunikator i program pocztowy, ale nie mogłem ich w ogóle znaleźć na komputerze.

Zadzwoniłem do informatyka:
- Andrzej, coś dziś nie tak z komputerami? Nie mogę się połączyć z netem.
- Dobry żart, jak na poniedziałkowy poranek – usłyszałem w słuchawce.
- Słuchaj, koniecznie muszę wysłać kilka maili, a jeszcze gdzieś posiałem komórkę – zróbcie coś z tą siecią.
- O, nie mówiłeś, że kupiłeś sobie telefon. Burżuj z ciebie. Na kartę?
- Andrzej, nie wygłupiaj się. Kiedy będzie internet?
- Ej, to ty się nie wygłupiaj. Przecież wszyscy wiedzą, że za tydzień. Nawet w piątek w gazecie pisali, że będziemy pierwszą firmą w mieście, która będzie miała dostęp do sieci – powiedział z wyczuwalną irytacją informatyk i odłożył słuchawkę.


Czy dzisiaj prima aprilis? – spojrzałem na kalendarz. Raczej nie, chyba że przenieśli go na październik. O co chodzi? Gdy tak zastanawiałem się jakiego to spisku jestem świadkiem, a raczej ofiarą, pojawiła się sekretarka.
- Cześć, masz już gotowe to pismo z ofertą handlową? Idę na pocztę, to od razu wyślę – zapytała.
- Nie trzeba, już wysłałem im to mailowo w piątek – odparłem.
- Skąd to wysłałeś? – zdziwiła się sekretarka.
- Jak to skąd, z tego oto komputera – wskazałem ręką na biurko.
- Ha ha, to chyba się przeniosłeś do przeszłości – machnęła ręka – ale jak już wrócisz, to wydrukuj to pismo i jak najszybciej mi przynieś, bo sam wiesz, że ta oferta to teraz priorytet.

Miałem już tego dość. Zacząłem się szczypać, czy aby rzeczywiście dalej nie śpię. Okazało się, że... się obudziłem. Szybko złapałem za komórkę. Leżała na swoim miejscu. Spojrzałem na zegarek – 5:50. Odetchnąłem z ulgą. Ale miałem koszmar. Na wszelki wypadek od razu wstałem. Po porannej toalecie (dobre pół godziny) i śniadaniu pojechałem do pracy. Oczywiście musiałem odstać swoje w niekończących się korkach.

Przed wejściem spotkałem Andrzeja, informatyka.
- Cześć! Mówię ci, ale miałem dziś sen. Śniło mi się, że nie było internetu i komórek.
- Heh, no to niezłe science fiction. A to w ogóle były kiedyś takie czasy, że nie było neta i komórek? – zapytał jakby nie do końca żartując.
3 5 3