Odpowiedzi

2010-03-22T13:16:45+01:00
(I tu miały być moje didaskalia, ale nie będę pani przyprawiał o załamanie nerwowe i siebie samego o zaliczenie pały w dzienniku)
Nie zastanawiałem się nad tym kiedyś, podczas pierwszego czytania ksiązki „Kamienie na szaniec”. Bardziej doszło do mnie to, że byli oni przyjaciółmi na śmierć i życie. Jednak podczas czytania ksiązki jako lektury klasy trzeciej zauważyłem bardzo ważny fakt: ci młodzi ludzie oddali swoje życia za Ojczyznę, którą kochali i szanowali jak własną matkę. I właśnie to jest podstawowy argument w tej rozprawce.
Czytając życiorysy tych młodych ludzi odczuwałem razem z nimi ich radości, trwogi oraz sukcesy związane z sukcesami odniesionymi w akcjach Małego Sabotażu, a potem Kedywu. Jednak wracam do meritum sprawy. Czy ich śmierć była potrzebna? Można powiedzieć, że tak, ale jeżeli spojrzymy z perspektywy osoby, która nie rozumie doniosłości ich czynów oraz miłości do Ojczyzny możemy powiedzieć, że ich ofiara była daremna i nie znaczyła nic. Była po prostu jedną z wielu śmierci młodych ludzi, którzy zginęli w bezcelowej walce z najeźdźcą, którą można porównać do walki z wiatrakami.
Na nieszczęście coraz więcej młodych ludzi nie rozumie doniosłości ich czynów, i odpuszczają sobie poznanie działań Rudego, Alka i Zośki.
Ale czy ich ofiara była daremna, czy też nie? Mogę z całą stanowczością odpowiedzieć, że nie była daremna. A dlaczego?
Czytając niedawno książkę „Szkice spod Monte Cassino” uderzyła mnie pewna sytuacja, jaka miała miejsce na zboczach klasztoru. Pewien saper, gdy natrafił na minę, której nie zauważył, a która to urwała jego nogę, krzykną do swoich towarzyszy broni: „Po mnie koledzy, po mnie” i rzucił się na pozostałe miny, torując tym samym drogę dla innych żołnierzy. Można zadać pytanie z tematu, a każdy człowiek, czy też żołnierz, który brał udział w walkach o klasztor albo słyszał o nim, może powiedzieć, że jego ofiara była bez wątpienia godna chwały i gloryfikacji. Dlaczego? Uratował on życia innych żołnierzy idących za nim przez ostrzeżenie ich o zagrożeniu ze strony min.
Ale co ma zdarzenie ze zboczy klasztoru górującego na miasteczkiem Cassino do walki kilkudziesięciu młodych ludzi, którzy zginęli zanim jeszcze doszło do okazji by walczyć w walnej bitwie z okupantem podczas Powstania Warszawskiego? Otóż jest kilka podobieństw. Miłość do Ojczyzny, która nieobecna dosłownie we Włoszech, była w każdym sercu żołnierza walczącego w Italii, którzy dosłownie chcieli dojść „z ziemi włoskiej do Polski” jak mówią nam słowa Mazurka Dąbrowskiego. Mieli oni również wiarę w zwycięstwo nad okupantem i wyzwolenie Ojczyzny. Podobnie wierzyli trzej młodzi ludzie, którzy nie obawiali się oddać swojego życia w imię tych samych ideałów, co ten żołnierz pod Monte Cassino.
Ale dlaczego oni chcieli walczyć w imię tych ideałów, w imię wolności Ojczyzny? Mogli przecież siedzieć sobie i patrzeć na to wszystko z innej perspektywy, albo nauczać w tak zwanych „tajnych kompletach”. Dlaczego wybrali oni ścieżkę wiodącą przez mękę i śmierć?
Odpowiedzi doszukałem się na samym początku książki, ale była ona zapisana między wierszami. Otóż, kiedy powracali oni po wakacjach w czasie września `39 nie mieli okazji do pomocy innym ludziom, nie mieli okazji żeby walczyć z najeźdźcą. Jest to bardzo uwypuklone. Więc jako kontynuację akcji pomocy ofiarom bombardowania pociągu można odczytać późniejszą pomoc mieszkańcom zniszczonej stolicy oraz późniejsze akcje mające na celu szkodzić okupantowi. Ci młodzi ludzie po prostu czuli potrzebę walki, potrzebę płynącą prosto z serca, które rosły na ideałach wpajanych im w domach rodzinnych – potrzebę pomocy człowiekowi, który jest w niedoli, działania, które mają na celu lepsze jutro Ojczyzny, chęć walki o jej wolność w każdy możliwy sposób. A jaką metodę działań w tym kierunku obrali bohaterowie wiedzą w
szyscy, którzy czytali książkę. Czy były one dobre? Nie mam prawa oceniać. Były to ich wybory, których nie musieli przemyśleć – ich decyzje wychodziły z ich serc, które traktowały Polskę jak matkę, która jest zagrożona i oni musieli przeciwdziałać temu.
Więc kończąc moją rozprawkę, która, mimo iż chaotyczna, oddaje wszystko, co myślę na ten temat, muszę odpowiedzieć na pytanie postawione w temacie.
A odpowiedź dla mnie jest tylko jedna. Ofiara tych młodych ludzi jest potrzebna. A dlaczego? Byśmy mogli uczyć się od nich jak doskonalić samych siebie, jak odrzucać złe idee, jak walczyć w imię swoich zasad i przede wszystkim – jak poznawać i szanować przyjaciół, których w dzisiejszym świecie coraz trudniej zdobyć. Ich ofiara otworzyła mi oczy na wiele spraw, z których nie zdawałem sobie sprawy kiedyś. Dla tych młodych ludzi hasło: „Bóg – Honor – Ojczyzna” nie było tylko pustym sloganem, ale czymś ponadczasowym i pięknym. I dążyli do tego piękna każdego dnia okupacji. Więc kończąc odpowiadam na pytanie: Tak. Bo dla nich najwyższymi wartościami były słowa, które mieli na swoich harcerskich lilijkach.