Odpowiedzi

2010-03-22T14:23:22+01:00
Zamiast recenzji opowiem anegdotę, która w sumie anegdotą nie jest, bo opisane tu zdarzenie naprawdę miało miejsce.
Dziennikarz postanowił odwiedzić kolegę, literata. Zastał go zapłakanego, z książką w jednej ręce i częściowo opróżnioną butelką wódki w drugiej.
- Co robisz? - spytał dziennikarz, jakby nie widział, co tamten robi.
- Czytam - mruknął literat.
- I płaczesz - uściślił dziennikarz.
- Taa...
- I pijesz.
- Taa...
- To w końcu co robisz?
Pisarz westchnął, pochylił się nad książką, przeczytał kawałek, po czym zaraz zalał się łzami i pociągnął z gwinta spory łyk. Odetchnął głęboko, otarł łzy i spojrzał na dziennikarza.
- Czytam - rzekł.
- I płaczę - dodał.
- I piję - dokończył.
Ponieważ przyczyną płaczu i picia było bez wątpienia czytanie, dziennikarz, chcąc poznać źródło, zapytał:
- Co czytasz?
- "W pustyni i w puszczy". - Literat podniósł książkę i pokazał okładkę.
Dziennikarz zaśmiał się z cicha i potrząsnął głową.
- Nie rozumiem... - zamruczał. - Płakać można czytając zakończenie "Potopu", ale nie to...!
- "To"! - parsknął literat, po czym potrząsnął gniewnie książką. - W "tym" od pewnego momentu, od chwili zabicia lwa, praktycznie każde zdanie jest czystej wody klejnotem, jest wspaniałą perłą literackiej polszczyzny - powiedział. Dostrzegł sceptycyzm na twarzy kolegi, więc pochylił się nad książką i dla przykładu głośno przeczytał jedno zdanie. Zaraz zalał się łzami i pociągnął z gwinta łyk.
Dziennikarz - trochę zdziwiony - musiał potrząsnąć głową, żeby uwolnić się spod uroku przeczytanego zdania.
- Dlaczego płaczesz? - spytał nieco przyduszonym głosem.
- Z rozpaczy! - odparł literat. - Z rozpaczy, że ja nigdy nie będę umiał tak pisać jak Sienkiewicz. Nigdy, rozumiesz? A piję... - urwał i westchnął. - Piję z żalu, że ten dupek swój olbrzymi talent zmarnował na pisanie pozytywistycznych miernot w rodzaju "Rodziny Połanieckich" czy historycznych westernów w rodzaju "Potopu". Miał talent na miarę tworzenia arcydzieł i nie napisał żadnego. Żadnego!
Dziennikarz pomilczał chwilę.
- Przeczytaj jeszcze kawałek - poprosił.
Literat przeczytał, po czym zalał się łzami i pociągnął z gwinta łyk. Dziennikarz najpierw przejechał dłonią po twarzy, jakby chciał coś z niej zetrzeć, potem wyjął butelkę z ręki kolegi i osuszył do dna.
- Poczekaj chwilę - rzekł.
Wyszedł z mieszkania. Gdy wrócił kilka minut później, miał dwie butelki. Jedną wręczył literatowi, a drugą otworzył i zajął miejsce za stołem.
- No, teraz możesz czytać dalej.
1 1 1