Odpowiedzi

2015-03-21T08:29:58+01:00
Trybuny pękały w szwach
                Skandująca publiczność, nieskończone owacje- o, dziwo!- bez naruszenia porządku w mieście to efekty wspaniałego występu, który mieszkańcom Kopenhagi zafundowała niesamowita ósemka zza oceanu.
Hurt, Valdman, Joyce, Hunter, Earl, Coker, Wilson i Robertson- te nazwiska stały się w ostatni weekend słynne w całej Danii, a może i w Europie. Kiedy parę tygodni temu pojawiły się rankingi z hipotetycznymi wynikami mistrzostw wioślarskich , nikt nie stawiał na chłopaków z Nowej Zelandii.
- Przyjechali do naszego miasta już dwa miesiące temu- mówi trener kopenhaskiej reprezentacji. – Z własnych pieniędzy opłacili miejsca w skromnym hoteliku klubowym. Wstawali, zanim nocna zmiana obsługi hotelowej zakończyła pracę. Po co? Wiadomo, żeby ćwiczyć! W tym czasie nie gościliśmy jeszcze żadnej innej drużyny. Reszta zjechała na tydzień przed mistrzostwami, a niektórzy nawet parę dni przed rozpoczęciem. Sprzęt Nowozelandczyków- pożal się , Boże- jeden wielki złom. Ale mieli jakąś siłę w sobie, radość, która udzieliła się wszystkim. Dlatego zostali zauważeni. Nikt nie wierzył w ich zwycięstwo i –powiem szczerze- szkoda mi było ich zapału, chęci do walki. Żal było patrzeć, jak niektórzy pukali palcem po głowie, mówili, że to świry, amatorzy bez szans. Ale wygrali!
Ostatni Mohikanie
                Wyróżniali się spośród innych drużyn przystępujących do zawodów starym sprzętem wioślarskim, a nawet brakiem odpowiednich strojów obklejonych markami reklamodawców.
                Kiedy wypłynęli, od razu wysunęli się na prowadzenie. I wtedy publiczność oszalała. Przecież to ci chłopcy, w których nikt nie wierzył! Zapaleni hobbiści do brzegu dobili jako zwycięzcy. W pięknym stylu prawie niespotykanym wśród dzisiejszych sportowców.
Moment triumfu
                Przeżyli go skromnie, mimo wiwatujących tłumów, masy młodych ludzi proszących o autografy. Cieszyli się, nawet bardzo, ale widać było, że to nie zwycięstwo dało im radość, lecz to, że nie zwątpili mimo pogardliwie spoglądających na nich widzów.
                Posypały się propozycje i prośby od różnych „poważnych” reprezentacji. Nie chcieli zostać. Mówili, że muszą wracać do swoich rodzin i pracy- wszak czas urlopu dobiegał końca. I pojechali- bez grosza w kieszeni, bez swojej jedynej łodzi i bez wioseł.
                Wszystko sprzedali, by kupić bilety do kraju.
2015-03-21T10:11:50+01:00
Jak co roku, w drugiej połowie marca w hiszpańskiej Walencji obchodzone jest święto zwane Fallas (czyt. fajas). Święto odbywa się ku czci św. Józefa Cieśli i upamiętnia zwyczaj, który nakazywał cieślom i stolarzom palenie niewykorzystanych kawałków drewna w warsztatach, tak by je wysprzątać na dzień swojego patrona.

Przez cały poprzedzający rok grupy zwane właśnie fallas budują z drewna i modelowanego kartonu grupy figur, które następnie montowane są na ulicach i placach miasta w nocy z 15 na 16 marca. Każda z grup figur ma swój motyw przewodni, w ostatnich latach zdecydowana większość z nich choć trochę nawiązuje do polityki Wspólnoty Walencji i Królestwa Hiszpanii i krytykuje ją. Najwyższe konstrukcje mają ponad 15 metrów, a koszt ich zbudowania wraz z kosztami projektu może przekroczyć 400 000 euro. Wśród blisko 800 takich "pomników" znajdują się również takie wykonane przez dzieci - mniejsze i mniej kosztowne. Co roku wybierane są najlepsze pomysły i ich wykonanie i przyznawane są nagrody i wyróżnienia w kilku kategoriach. 

14 marca odbywa się uroczyste otwarcie święta, przed Ratuszem gromadzą się tysiące mieszkańców i turystów. Wtedy to odbywa się pierwsza mazcleta - trwająca kilkanaście minut kanonada przy użyciu petard prochowych. Następnie takie wydarzenie codziennie o 14h00 gromadzi coraz większe tłumy pod Ratuszem.

W czasie trwania Fallas na ulicach można spotkać mieszkańców miasta ubranych w tradycyjne stroje. Codziennie tak właśnie ubrani idą złożyć ofiarę z kwiatów. Kwiaty te służą następnie do ułożenia płaszcza dla Matki Boskiej Opuszczonych - patronki miasta. Konstrukcja w kształcie stożka, na której szczycie znajduje się figurka patronki ma ponad 10 metrów wysokości i w czasie 2 dni święta w całości zapełniona zostaje kwiatami tworzącymi specjalnie na dany rok zaprojektowany wzór. 

Codziennie można oglądać pokazy sztucznych ogni najwybitniejszych mistrzów tej sztuki. Najdłuższy pokaz w nocy z 18 na 19 marca marca br. trwał ponad 20 minut i jak podaje organizator zużyto na niego ponad dwie i pół tony prochu. Pokazy sztucznych ogni, mimo iż zaczynają się o 23h00, wcale nie kończą dnia. Zaraz po nich zapełniają się bary, restauracje, a uczestnicy święta bawią się do białego rana.

Święto tradycyjnie kończy się w nocy z 19 na 20 marca. Jest to tak zwana 'Noc Spalenia". Wtedy to wszystkie konstrukcje są spalane przy asyście strażaków, policji i obrony cywilnej. Tradycyjnie z każdej grupy figur można uratować przed spaleniem jedną z nich - wędruje ona do zasobów Muzeum Fallas.

Fallas to święto, które co roku przyciąga do Walencji dziesiątki tysięcy turystów. To warte zobaczenia święto ognia, pełne kolorów, kwiatów i ludowych strojów przyciąga też co roku coraz więcej turystów z Polski.



1 1 1