Odpowiedzi

2010-03-24T17:13:33+01:00
Jezus cierpi. Nie zwycięża, nie triumfuje. Nie ma powodzenia, a jeśli je nawet ma, to w chwilach ważnych znika ono jak śnieg pod promieniami słońca. Łatwo byłoby wyjaśnić to, że brał On udział w naszym naturalnym życiu jako przybysz, obcy, że w żaden pozytywny, widoczny sposób nie był związany z rodziną, rasą, państwem czy kulturą, że nie miał gdzie położyć Swej głowy. Nawet w najbardziej osobistej działalności, jaką było nauczanie ludzi i ćwiczenie uczniów, Jezus nie osiągnął celu, a co więcej - nie wydaje się, aby o osiągnięcie jakiegoś określonego celu zbytnio się starał. Religijni przywódcy Jego narodu odnoszą się do Niego tak samo zimno na początku, jak na końcu; z tą samą złą wolą na końcu, co i na początku. Nie osiągnął z nimi nic, ponad to, co zagrażało Mu od początku i co na końcu się stało, a mianowicie - ukrzyżowanie. Nie wydaje się też, by w Jego osobowości było coś tak pociągającego i zniewalającego, jak to ostatnio z zachwytem nam przedstawia uprzejme chrześcijańskie dziennikarstwo i kaznodziejstwo. Nawet w szczytowych momentach działalności Jezusa nie oszczędzono Mu najokrutniejszych oskarżeń. Ci, którzy dzisiaj wołają: "Alleluja!", jutro będą krzyczeć - "Ukrzyżuj Go!" Jego uczeń. Judasz, wydaje Go. W końcu wszyscy Go opuścili, nawet umiłowani uczniowie. A ten, na którym, jak na skale, chciał zbudować swój Kościół, Szymon Piotr - trzy razy się Go wyparł, zanim zapiał kur. Wtedy właśnie zaczyna się Jego, w ścisłym znaczeniu, "męka pod Poncjuszem Piłatem". Już od dawna, jak powtarzający się, przeraźliwy refren, przepowiadał Syn Człowieczy, że musi wiele wycierpieć, być odrzucony i zabity. Zapowiedź tego widzimy już w groźbie Heroda, która zawisła nad noworodkiem, a także w niegościnnej atmosferze towarzyszącej Jego narodzeniu. Jeżeli istnieje jakiś widoczny cel Jego życia, który w sposób jasny miałby się wykonać, to jest nim niewątpliwie to, że Syn Człowieczy musi cierpieć. Musi być "wywyższony ponad ziemię" - Ewangelia Jana tak niejasno podaje opis dotyczący zasadniczego i ostatecznego etapu Jego życia. "Historia pasji" w ścisłym znaczeniu, "męka pod Poncjuszem Piłatem", nie wnosi do Jego życia nic istotnie nowego. Nie jest ona czymś, co by można nazwać katastrofą. Nie jest zaskoczeniem, lecz tylko dopełnieniem. Można by chyba powiedzieć, że wydobywa na światło dzienne - aby wszyscy mogli dostrzec - to, co dla samego Jezusa było od dawna prawdziwą i aktualną rzeczywistością. Poncjusz Piłat, groźny, a może i nie taki groźny, prokurator cesarza rzymskiego, który stwierdza, że Jezus jest niewinny, a jednak skazuje Go na śmierć, jest tylko głosem świata. Mówi teraz to, co Jezus powiedział przedtem: Syn Człowieczy musi cierpieć! Dla uzupełnienia dodajmy, że nawet w swej nauce i w instrukcjach, danych uczniom, Jezus nie pokazuje innej możliwości. Roztacza przed ich oczami wizję przyszłości, której istota polega na tym, że będą prześladowani dla Jego imienia. Wymaga od nich, aby wzięli na siebie swój krzyż. "Jeżeli gospodarza Belzebubem nazwali, o ileż więcej domowników jego! Nie brak im będzie pociechy, pomocy i nadziei, tak jak cierpienie Jezusa nie było pozbawione kresu - "trzeciego dnia zmartwychwstanie".
5 4 5
2010-03-24T17:18:42+01:00
„Za dni swego życia w ciele zanosił On z wielkim wołaniem i ze łzami modlitwy i błagania do tego, który go mógł wybawić od śmierci, i dla bogobojności został wysłuchany; I chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał, A osiągnąwszy pełnię doskonałości, stał się dla wszystkich, którzy mu są posłuszni, sprawcą zbawienia wiecznego” to było z (Hebr. 5:7-9)
1 5 1