Odpowiedzi

2010-03-24T22:11:13+01:00
Wczoraj wracałem ze szkoły z kolegą i opowiadałem co działo się dziś na lekcji matematyki a on stroił sobie żarty. Strasznie mnie to zdenerwowało tym bardziej że to co on do mnie mówił to jakieś gruszki na wierzbie. Nie chciało mi się już z nim rozmawiać więc powiedziałem, że musze wziąć coś na ząb.
Pożegnaliśmy się i każdy poszedł w swoją stronę. Przechodząc przez ulicę dostrzegłem aborygena z krwi i kości, przypatrywałem mu się jak ciele w namalowane wrota. Nagle poczułem faktycznie głód i szybko poszedłem do domu. Mama zapytała się mnie dlaczego już nie zadaję się z Maćkiem. Odpowiedziałem jej, żeby nie wtykała nosa w nie swoje sprawy, rzuciłem plecakiem i poszedłem na górę. Wziąłem się za odrabianie lekcji z matematyki która jest moją piętą achillesową. Stwierdziłem, że nic z tego muszę poprosić tatę by mi pomógł bo on z matematyki to stary wróbel co często podkreślał. Generalnie mój tata to złota rączka, zna się na wszystkim. W 30 minut wytłumaczył mi zadania bez zbędnego łamania głowy. Przez kolejne 3 godziny chodziłem po mieszkaniu jak zbłąkana owca aż w końcu poszedłem spać
2 5 2