mam do napisania opowiadanie a w tym jestem kiepska i chce dostać dobra ocene...
opowiadanie ma zaczynać sie od takiego zdania
- byliśmy wycięczeni, zgubiliśmy się w dżungli.w pewnej chwili ujrzelismy wyłaaniajacych sie z gęstwin indian Wai Wai................... i pózniej można zmyślić dalsza część
Prosze pomocy:D

1

Odpowiedzi

Najlepsza Odpowiedź!
2010-03-25T21:54:49+01:00
Byliśmy wycięczeni, zgubiliśmy się dżungli, w pewnej chwili ujrzeliśmy wyłaniających się z gęstwin indian Wai Wai. Pomyśleliśmy, że pewnie nie są nastawieni do nas pokojowo, więc natychmiastowo zarządziliśmy ucieczkę. Nie było to zbyt sensowne posunięcie, gdyż indianie lepiej od nas znali te okolice, a my i tak byłiśmy już u szczytu wytrzymałości. Głosy czerwonoskórych słychać było coraz wyraźniej. Byli coraz bliżej. Nie pozostało nam nic innego, jak się poddać.
Okazało się jednak, że dzicy ludzie nie byli aż tacy groźni, na jakich wyglądali. Kiedy zobaczyli, że jesteśmy zupełnie bezbronni, spojrzeni na nas nieco zdziwine i pomogli wstać. Zaprowadzili nas do swojej osady, na brzegiem czystej, delikatnie wijącej się między pojedynczymi namiotami, rzeki. Od razu zauważyliśmy miejsce, które wybrał dla siebie i swojej rodziny wódz. Nazywał się Buka - Baka i był, delikatnie mówiąc, nieco wiekowy. Przywitał nas ciepło, ich ludowym powitaniem. Najpierw podaje się sobie dłonie, liczy do dwóch i strzela palcami pięć razy, po każdym razie klepiąc się w kolano, a potem trzeba trzy razy skoczyć na lewej nodze. Początkowo nie wychodziło nam to zbyt dobrze, jednak po pewnym czasie przywitaliśmy się z wodzem bez żadnego zawahania. Próbowaliśmy wytłumaczyć mu, jak znaleźliśmy się w tym buszu, ale ich plemię porozumiewa się w niezrozumiałym, dla nas, Polaków, języku, którym oni nazywają "Szakalakabumbatraka". Tak mniej więcej. Słońce brzmi u nich trochę jak "ochhhrrrr", a woda "usała".
Mimo, że przywódca plemienia uwierzył w nasze pokojowe nastawienie, jego poddani byli nadal nieco nieufni. Z prawie każdego namiotu wyglądały zaciekawione kobiety i dzieci, a mężczyźni spoglądali na nas spode łba. Nietrudno było się domyślić, że wiele już przeżyli.
Po wypiciu ich rytualnego napoju - chłodnej herbaty z czerwonego Satakusatanu musieliśmy wrócić do domu, i pożegnać miłych Indian. W końcu niedaleko od ich polany, na której mieszkali, wylądował helikopter. Pożegnaliśmy nowych przyjaciół i wyruszyliśmy w podróż powrotną do domu.
2 3 2