Odpowiedzi

2010-03-25T20:47:13+01:00
Resort skarbu na razie będzie trzymał akcje Polskiej Miedzi
- Zakładamy zachowanie kontroli nad KGHM - zapowiedział posłom z sejmowej komisji skarbu wiceminister skarbu, Zdzisław Gawlik, pytany, czy Skarb Państwa zamierza pozbywać się kolejnych pakietów akcji spółki

- Do tego - jak wskazują nasze analizy - wystarczający jest aktualny poziom zaangażowania Skarbu Państwa (31,7 proc.) - dodaje wiceminister.
Ministerstwo skarbu nie zmienia zdania w kwestii dalszej prywatyzacji KGHM, mimo że, jak wynika z informacji "Rzeczpospolitej", analizy przygotowane przed sprzedażą 10 proc. akcji koncernu, pokazujące wartość spółki na tle innych koncernów miedziowych na świecie, dowodziły, że wzrosłaby ona po wyjściu Skarbu Państwa z akcjonariatu.
Akceptowalny udział państwa w spółkach miedziowych wynosi 10-20 proc., większe zaangażowanie traktowane jest jako czynnik ryzyka.
- Nie przewidujemy kolejnych czynności zmierzających do sprzedania akcji spółki - zapewniał Gawlik. Nie chciał powiedzieć, jakiej dywidendy oczekiwałby w tym roku od Polskiej Miedzi resort skarbu.- Najpierw swoją propozycję musi przedstawić zarząd - mówił wiceminister.

Prezes KGHM Herbert Wirth, pytany przez dziennikarzy o wypłatę dywidendy, odpowiedział, że inwestor inwestuje środki finansowe kupując akcje. - Jemu należą się za ryzyko, które podejmuje, również godziwe zyski. Ten zysk jest w formie dywidendy. A więc zapewniam akcjonariuszy KGHM, że dywidenda będzie - dodał.
Drugie 1,6 mld zł jest przeznaczone na inwestycje kapitałowe - mówił podczas posiedzenia sejmowej komisji skarbu Wirth. Dodał, że przewidziane są również środki na pozyskanie złoża zagranicznego. Wirth powiedział też, że KGHM rozważa inwestycję w nową hutę. Pytany o plany resortu skarbu w stosunku do spółek zależnych KGHM, wiceminister Gawlik powiedział, że działalność Dialogu nie powinna być rozwijana.
- Spółkę trzeba przygotować do sprzedaży, ale tak, by odzyskać pieniądze już zaangażowane w nią przez KGHM - mówił. - Co do Polkomtela - jeśli polscy udziałowcy mieliby wychodzić z tej spółki, to tylko razem, uzyskując rentę za posiadane udziały. Muszą jednak dojść w tej sprawie do porozumienia - dodał.

Tusk: spekulacje o śmierci koalicji mocno przesadzone


Premier Donald Tusk odnosząc się do spekulacji medialnych, jakoby PSL chciało zerwać koalicję z PO, powiedział, że nie mają one żadnego pokrycia w faktach.

"Rzeczpospolita" napisała w piątek, że PSL było bliskie wyjścia z rządu po tym, gdy premier powołał Radę Gospodarczą. "Wszyscy są naprawdę wściekli na Platformę. Nawet Pawlak" - cytowała gazeta jednego z uczestników nieformalnego spotkania ludowców, na którym ścisłe kierownictwo partii debatowało, co dalej zrobić. Czołowi politycy PSL nie byli bowiem poinformowani o powołaniu nowego gremium przy premierze i nie poproszono ich, by wskazali swoich kandydatów do rady, której przewodniczy Jan Krzysztof Bielecki - napisała "Rzeczpospolita".

- Wydaje mi się, że te spekulacje, które ukazały się w jednym z dzienników, nie mają żadnego pokrycia w faktach - powiedział Tusk. Dodał, że pytał przewodniczącego klubu PSL Stanisława Żelichowskiego o spotkanie ludowców w tej sprawie i - relacjonował premier - Żelichowski "był równie zdziwiony" jak on. - Żelichowski powiedział, że uczestniczy we wszystkich spotkaniach gremiów kierowniczych PSL i nigdy nie słyszał, aby tego typu spotkanie, jakie zostało opisane w jednym z dzienników, miało miejsce - opowiadał premier.

Tusk zapewnił, że z wicepremierem, prezesem PSL Waldemarem Pawlakiem uzgadnia wszystkie kluczowe decyzje. O powołaniu Rady Gospodarczej - jak mówił - Pawlak również został poinformowany. - Nie widzę żadnych napięć w tej chwili między PO i PSL, co nie znaczy, że zawsze się zgadzamy - zaznaczył.

Również Pawlak w piątek rano w rozmowie w Radiu ZET zaprzeczył doniesieniom "Rzeczpospolitej". Oświadczył, że nie słyszał o spotkaniu ludowców, opisywanym przez tę gazetę. - Pan premier zechciał w swoim środowisku zgromadzić ekspertów, którzy będą w tej części gospodarczej doradzali panu premierowi. To jest na pewno dobre. W Ministerstwie Gospodarki dajemy sobie radę bez takich rad. Pan premier może sobie powoływać takie gremia doradcze, jakie tylko sobie wymarzy - dodał.



Tusk pyta: Pomożecie?
Premier Donald Tusk zaapelował w sejmie do polityków opozycji o pomoc przy naprawie finansów publicznych i obniżaniu zadłużenia naszego kraju


- Każda propozycja i wsparcie dla działań, które przyczynią się do obniżania deficytu finansów publicznych będą mile widziane – zapewnił premier. W jego opinii politycy, którzy wstają i mówią o rosnącym długu i ogromnym deficycie budżetowym, przestrzegając przed jego powiększaniem, a zaraz potem mówią - wydajmy więcej na - i tu pada kilka pozycji, oszukują Polaków.
Kryzys hamulcem reform
Tusk tłumaczył, że kryzys przeszkodził w realizacji wielu obietnic z wygłoszonego dwa lata temu expose. Ale mimo tych trudnych czasów udało się zmienić wiele ustaw i przepisów, w wyniku czego dziś Polska jest placem budowy nowych dróg i autostrad. Dzięki temu możliwa jest też realizacja wielu innych inwestycji.
- Niestety nie mogliśmy zwiększać wydatków w 2009 r., czyli okresie jednego z najcięższych światowych kryzysów w historii, kiedy wiedzieliśmy już, że wpływy podatkowe będą niższe, musieliśmy ograniczać wydatki, nowelizować budżet i zwiększyć deficyt – wyjaśnił premier. Jego zdaniem ci, którzy wówczas nawoływali do zwiększania wydatków szykowali naszej gospodarce sznur.
Przyznał, że dziś deficyt jest za wysoki, a stan finansów publicznych wymaga reformy. Poprosił więc, aby mimo wyborów znaleźć pole do porozumienia.
– Jest wiele spraw, które wymagają współpracy, bo inaczej finanse publiczne będą zagrożone – stwierdził Tusk. - Współpracujcie albo wyginiecie jak dinozaury - dodał premier. Szef rządu stwierdził, że skutki tych reform rząd weźmie na siebie.
Polska gospodarka trzyma się wyjątkowo
Minister finansów Jacek Rostowski, który zabrał głos po premierze przekonywał, że stan Polskiej gospodarki nie jest zły. – Niemcy zakończyli ubiegły rok z pięcioprocentowym spadkiem PKB, my na plusie i to dużym sięgającym 1,7 proc – podkreślał. – Ubezpieczenie obligacji emitowanych przez rząd Polski i Włoch jest identyczne, a deficyt nie aż tak wysoki. Wyliczył, że jeśli odejmie się od poziomu 7,2 proc. PKB, czyli spodziewanego poziomu deficytu finansów publicznych w ubiegłym roku kosztów
ponoszonych w związku z odprowadzaniem składek do OFE, to deficyt wyniósł 4,6 proc. i był na dwunastym miejscu w Europie. Rostowski podkreślił, że sytuacja polskiej gospodarki mimo kryzysu
jest więc wyjątkowo dobra.

Minister dodał, że rząd przeprowadził mimo tych trudnych czasów kilka istotnych zmian. Wprowadzenie emerytur pomostowych zmniejszyło np. zadłużenie wobec przyszłych pokoleń o 27 proc. PKB, czyli 400 mld zł. W jego opinii sytuacje w tym kryzysowym okresie poprawiło też wprowadzenie gwarancji depozytów przez rząd, dzięki czemu nie było ucieczki od banków, tak jak w Grecji.
Programy stymulacyjne były zagrożeniem
Dodał, że rząd nie wprowadził pakietów stymulacyjnych, bo wiedział, że polska gospodarka jest odporna na kryzys, a wprowadzenie pakietów stymulacyjnych pozostawi katastrofalne skutki. - Gdybyśmy poszli za radą opozycji, deficyt sięgnąłby 11,5 proc. PKB, a nie 7,2 proc., a dług przekroczyłby 53,8 proc. PKB – wyjaśnił Rostowski. – Dzięki temu, że nie nadmuchaliśmy wydatków i nie zapożyczyliśmy się dodatkowo dług wyniesie na koniec roku 49,5 proc. PKB. Oznacza to zmniejszenie w porównaniu z wynikiem odnotowanym na koniec trzeciego kwartału, kiedy sięgnęło 49,9 proc. PKB.
Nie zaznaczył jednak, że to niepełny dług, ponieważ rząd nie wliczył do niego np. pożyczek zaciągniętych przez Krajowy Fundusz Drogowy. Według Komisji Europejskiej w sumie dług Polski wyniósł na koniec 2009 roku 51,7 proc. PKB, z wyliczeń „Rzeczpospolitej” wynika, że może to być nawet 51,8 proc. PKB. Minister poinformował też, że szacuje wzrost długu na koniec tego roku do ok. 53 proc. PKB. – Nie przewidujemy przekroczenia drugiego progu ostrożnościowego – zapewnił. Na koniec Rostowski wymienił działania, które rząd chce podjąć w tym roku. Wszystkie zawarte są w tzw. planie Tuska

O dalsze rozszerzenie UE zaapelowali w sobotę przywódcy państw Bałkanów zachodnich na szczycie Bałkany-UE. Spotkanie zbojkotowała Serbia z powodu sporu o Kosowo, a ze strony UE jako jedyny wysoki rangą urzędnik przybył komisarz ds. rozszerzenia Sztefan Fuele.
Jak zauważa agencja Reutera, bojkot Serbii przyćmił spotkanie, którego celem było ożywienie współpracy między państwami bałkańskimi stawiającymi sobie za cel integrację z Unią. Prezydent Serbii Boris Tadić odmówił udziału, gdyż nie zostały wzięte pod uwagę jego żądania, by Kosowo było obecne na szczycie pod flagą misji ONZ w Prisztinie, a nie jako niepodległe państwo.

Zdaniem AFP, ranga spotkania, wobec odwołania przyjazdu Tadicia i przy absencji prezydenta UE Hermana Van Rompuya, spadła do konferencji regionalnej.
Uczestnicy szczytu w słoweńskim Brdzie (Brdo pri Kranju) wezwali UE, by złagodziła wymogi wizowe dla obywateli ich krajów.

Premier Słowenii Borut Pahor ocenił, że Unia jest podzielona w kwestii, jak traktować Bałkany Zachodnie, a szczególnie Kosowo. "Unia nie docenia możliwości, jaką ten region daje całemu kontynentowi i UE" - mówił szef rządu na konferencji prasowej po spotkaniu.

Mówił też o głównym problemie Bałkanów: "każdy powinien uznać każdego". Dodał, że jest to "fundamentalna kwestia, która hamuje rozwój procesu integracji europejskiej".

Premier Chorwacji Jadranka Kosor, która obok Pahora była inicjatorką spotkania, nalegała na to, by wszystkie kraje oddzieliły kwestie bilateralne od szlaku integracji europejskiej. Wyraziła też uznanie dla premiera Bośni i Hercegowiny Nikoli Spiricia, który - choć kraj ten również nie uznaje Kosowa - w odróżnieniu od przywódcy Serbii przybył na spotkanie.

Komisarz Fuele ocenił, że szczyt jest krokiem w dobrym kierunku, i wezwał kraje bałkańskie, by "widziały szerszy obraz".

We wspólnej deklaracji przywódcy krajów bałkańskich zapowiedzieli regularne spotkania, by koordynować działania w regionie, szczególnie w sferze transportu i infrastruktury energetycznej.

Jedynym krajem Bałkanów zachodnich, który dotąd wszedł do UE, jest Słowenia. Chorwacja jest najbardziej zaawansowana na tej drodze i ma nadzieję dołączyć do Unii w 2012 roku.

UE wprowadziła ruch bezwizowy dla obywateli Serbii, Macedonii i Czarnogóry, jednak utrzymała wymóg posiadania wiz dla Bośni i Hercegowiny oraz Albanii


Olechowski: prawyborcza debata PO to prezentacja
Niezależny kandydat na prezydenta Andrzej Olechowski prawyborczą debatę PO między Bronisławem Komorowskim i Radosławem Sikorskim nazwał "prezentacją"; w debacie zabrakło mu takich ważnych spraw jak gospodarka, służba zdrowia, problemów dotyczących młodych ludzi.
W niedzielnej debacie kandydaci PO w prawyborach Komorowski i Sikorski odpowiadali na pytania dotyczące m.in. uprawnień prezydenta, współpracy z rządem, polityki zagranicznej, in vitro oraz sporów o krzesło w Brukseli. Debata była ich ostatnim bezpośrednim starciem przed rozstrzygnięciem prawyborów w PO. Ich wyniki mają być oficjalnie ogłoszone 27 marca.

"To nie tyle była debata, co prezentacja dwóch kandydatów, gdyż element dyskusji był minimalny" - powiedział PAP Olechowski. Film prezentujący sylwetki obu kandydatów, który zaprezentowano na początku spotkania, Olechowski nazwał "laurkami" pokazującymi "same dobre rzeczy, nic absolutnie złego".
Według Olechowskiego, debata była bardzo pobieżna. Jak dodał nie przedyskutowano w niej niezwykle ważnych zagadnień związanych z gospodarką, służbą zdrowia, czy trudnościami młodych ludzi dotyczących np. zatrudnieniem. "Wynikało z tej prezentacji, że urząd prezydenta to żyrandole i podróże zagraniczne" - zaznaczył.

Na polityku wrażenie zrobiła ostrożność zarówno Komorowskiego, jak i Sikorskiego w kwestii wydatków na obronność. Obaj kandydaci opowiedzieli się za zachowaniem przepisów, które przewidują przeznaczanie na obronność 1,95 proc. PKB. "Uderzyła mnie myśl, że jest to casting na brata bliźniaka premiera" - mówił Olechowski.

Według niego, całe przedsięwzięcie w postaci prawyborów było "niewątpliwie udanym zabiegiem PR-owym", które skoncentrowało uwagę na Platformie.

Olechowski odniósł się także do spekulacji, jakoby SLD miała poprzeć jego kandydaturę w nadchodzących wyborach. W niedawnym wywiadzie dla Onet.pl b. premier Józef Oleksy nie wykluczył, że może jeszcze dojść do zmian "na scenie kandydatów na prezydenta".

Odnosząc się do opinii b. prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego o możliwości zawarcia przez Olechowskiego porozumienia ze Szmajdzińskim, Oleksy ocenił, że jeśli celem byłoby wprowadzenie kandydata do drugiej tury wyborów i odzyskanie przez SLD wyborców, którzy przeszli do PO lub w ogóle odeszli od lewicy, to nie może to być kandydat "czysto SLD-owski". "To musi być kandydat szerszego poparcia niż tylko stricte partyjnego" - mówił Oleksy w tym wywiadzie.

Na pytanie, czy "ta osoba może mieć nazwisko Andrzeja Olechowskiego" Oleksy odpowiedział, że "mogłaby mieć".

Olechowski powiedział PAP, że żadnych rozmów w tej sprawie z Sojuszem nie było i nie ma. "To, że jeden kandydat jest lepszy od wielu wie każde dziecko, ale żeby uzyskać jasność spojrzenia trzeba się pozbyć zaściankowości w myśleniu" - podkreślił.

Zwrócił uwagę, że jeśli SLD chciałby przełamać monopol prawicowych partii politycznych to powinien opowiedzieć się za jednym kandydatem. Natomiast - jak mówił - jeśli działania SLD są obliczone na promocję to postawienie na jedną osobę nie wchodzi w rachubę. "Dzisiaj wydaje mi się, że chodzi o promocję Sojuszu" - dodał.


Ceny gazu pójda w górę o 5 procent



Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo oczekuje, że Urząd Regulacji Energetyki wyrazi zgodę na podwyżki cen. Zdaniem spółki wzrost opłat jest nieunikniony, bo wzrastają koszty pozyskiwania surowca.
Wiceprezes PGNiG Sławomir Hinc tłumaczył, że spółka wnioskuje jedynie o zmianę taryfy dotyczącej paliwa, a nie o podwyżkę opłat za transport, która ma znaczący wpływ na rachunki odbiorców. Niemniej wprowadzenie 9 proc. podwyżki na paliwie gazowym, oznacza dla indywidualnego klienta wzrost cen gazu o 4 do 5 procent.
USA.Obama mówił z Merkel, Brownem i Sarkozym o Iranie

Prezydent USA Barack Obama rozmawiał z kanclerz Niemiec Angelą Merkel, premierem Wielkiej Brytanii Gordonem Brownem i prezydentem Francji Nicolasem Sarkozym na temat dalszych kroków wobec Iranu - podał w środę Biały Dom.
Tematem wideokonferencji liderów był też proces pokojowy na Bliskim Wschodzie oraz gospodarka światowa.

"Prezydent i jego odpowiednicy omawiali następne kroki wspólnoty międzynarodowej na temat Iranu, bliskowschodniego procesu pokojowego i globalnych kwestii ekonomicznych" - powiedział rzecznik Białego Domu Robert Gibbs.
Europejscy politycy pogratulowali Obamie uchwalenia ustawy o reformie opieki zdrowotnej w amerykańskim Kongresie.

Agencja AFP przypomina, że Stany Zjednoczone próbują znaleźć szerokie poparcie dla przyjęcia nowych sankcji przeciwko Iranowi. Kraje zachodnie podejrzewają, że kraj ten pod pretekstem cywilnego programu nuklearnego próbuje uzyskać broń atomową





Rosja opóźnia umowę o dostawach gazu?
24.03.2010
Spółka EuRoPol Gaz nie zmieniła statutu, ponieważ nie zostało jeszcze podpisane na poziomie rządów polsko-rosyjskie porozumienie w sprawie dostaw gazu. O zmianach zdecydowano podczas trwających od roku rozmów, dotyczących zwiększenia dostaw rosyjskiego gazu do Polski. Zgodnie z lutowymi zapowiedziami resortu gospodarki międzyrządowa umowa miała zostać podpisana w drugiej połowie marca. Resort gospodarki czeka na propozycję terminu spotkania ze strony Rosji.

Polska ma zbyt mało własnych odwiertów
Walne zgromadzenie akcjonariuszy EuRoPol Gazu zostało przerwane do 20 kwietnia. Tymczasem na 17-18 kwietnia w Kaliningradzie wyznaczono termin posiedzenia międzyrządowej polsko-rosyjskiej komisji ds. gospodarczych.

W parafowanym (ale jeszcze niepodpisanym) przez rządy Polski i Rosji porozumieniu zapisano, że do 1 kwietnia w statucie EuRoPol Gazu znajdzie się zmiana dotycząca sposobu podejmowania decyzji w spółce; miałyby one wymagać konsensusu głównych udziałowców – Gazpromu i PGNiG. Możliwe rozbieżności ma rozstrzygać rada nadzorcza. Jeśli rada nie dojdzie do porozumienia, to rozbieżności rozstrzygnie walne zgromadzenie akcjonariuszy.

Ponadto ustalono, że do 1 marca PGNiG i Gazprom rozpoczną proces zmian strukturalnych w EuRoPol Gazie. Chodzi o równy podział akcji między PGNiG i Gazprom, co oznacza wyeliminowanie Gas-Tradingu. Jak poinformowano nieoficjalnie, zarząd EuRoPol Gazu ma zwrócić się w najbliższym czasie do czterech kancelarii prawniczych, żeby poradzić się, jak najlepiej rozwiązać sprawę trzeciego udziałowca.

Porozumienie rządów Polski i Rosji dotyczy zwiększenia dostaw gazu do Polski do 10,3 mld m sześc. rocznie i wydłużenia ich do 2037 roku. Podpisanie dokumentu międzyrządowego, a także aneksu do kontraktu z Gazpromem zwieńczy blisko roczne rozmowy na temat uzupełniania dostaw - po tym, gdy na początku ubiegłego roku gaz przestał nam dostarczać rosyjsko-ukraiński pośrednik RosUkrEnergo. Spółka przesyłała Polsce 2,3 mld m sześc. surowca rocznie. Zawarty w 2006 roku kontrakt PGNiG ze spółką RosUkrEnergo miał obowiązywać do 31 grudnia 2009 roku.

Ponadto w latach 2006 - 2009 Gazprom uiszczał mniejszą stawkę przesyłową niż wynikało to z taryfy zatwierdzonej przez polski Urząd Regulacji Energetyki, powołując się na umowę międzyrządową.

Na podstawie nowej umowy, zaległości mają być rekompensowane upustem na najbliższe pięć lat, który PGNiG wynegocjował w lutym z Gazpromem. Jak ocenił resort skarbu, upust może oznaczać około 200 mln USD oszczędności w zakupie gazu. W trakcie negocjacji ustalono także, że taryfa tranzytowa dla rosyjskiego gazu będzie obliczana tak, by zapewnić roczny zysk netto EuRoPol Gazu na poziomie 21 mln zł.

Porozumienie gazowe wzbudziło pytania Komisji Europejskiej w kwestii zgodności z unijnym prawem; w piątek komisarz UE ds. energii Günter Oettinger zapowiedział, że unijna grupa robocza sprawdzi jego zapisy. Dokument zaopiniował też polski MSZ, jednak ani resort gospodarki, ani resort spraw zagranicznych nie ujawniły treści tej opinii.

EuRoPol Gaz to operator polskiego odcinka gazociągu Jamał-Europa, którym rosyjski surowiec płynie do Polski, a przez Polskę do Niemiec. Udziałowcami EuRoPol Gazu są: PGNiG (48 proc.), Gazprom (48 proc.) oraz Gas-Trading (4 proc.), w którym ponad 36 proc. ma Bartimpex Aleksandra Gudzowatego.

2 3 2