Odpowiedzi

2010-03-25T20:31:45+01:00
Kiedy przeprowadziliśmy się z rodzicami do nowej dzielnicy, czułam się samotnie. Nie miałam żadnych koleżanek, przyjaciół. Czułam, że do nich nie pasuję. Inny styl, wygląd... Przykro mi było, gdy patrzyłam na innych jak się razem bawią, a mi poprostu zabrakło odwagi by do nich podejść, zagadać. Widziałam jak na mnie patrzą i się śmieją. Mijały tak dni, miesiące....Minął pierwszy rok w szkole. Nadal byłam samotna. Nikt się mną w szkole nie przejmował. Lecz pewnego dnia wracając ze szkoły w tłumie wielu osób, ktoś podstawił mi nogę. Niefortunnie wywróciłam się i złamałam nogę. Nikt się tym nie przejął. Tak jak bym dla nich nie istniałam. Lecz pod koniec grupy szła jakaś dziewczyna. Taka zwyczajna. Bez żadnych super ciuchów, kolorowych wysokich butów... Zdziwiłam się gdy do mnie podeszła. Nie mogłam wstać. Bolało strasznie, lecz ona zaoferowała mi pomoc. Poczułam się radosna, tak jakby połowę bólu odjęło by mi przez ten sam pomocny gest. Uśmiechnęła się do mnie. Pomogła mi wstać i odprowadziła mnie aż do domu. Kiedy miałam jechać do szpitala wymieniłyśmy się numerami. Kiedy musiałam zostać w szpitalu kilka dni sms-owałyśmy ze sobą praktycznie cały czas. Wiedziałam, że od teraz nie będę w szkole sama. Przyjaźnimy się już rok. Choć kiedyś nie wieżyłam, że w tej dziwnej szkole odnajdę jakąś przyjaciółkę. Teraz patrząc z perpektywy czasu śmiało mogę potwierdzić, że prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie.
5 3 5