Odpowiedzi

2010-03-27T18:43:02+01:00
TEZY SUWERENNOŚCI NARODU POLSKIEGO
W KWESTII TRAKTATU LIZBOŃSKIEGO
W OBLICZU ZBLIŻAJĄCEJ SIĘ JEGO RATYFIKACJI


1. Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej stanowi w art. 8. ust 1, że "Konstytucja jest najwyższym prawem w Rzeczypospolitej Polskiej". Przepis ten oznacza wyższość (pierwszeństwo) Konstytucji RP w stosunku do każdego innego aktu prawnego obowiązującego w Rzeczypospolitej Polskiej.

2. Konstytucja w art. 87 ust 1. w rozdziale III "Źródła prawa" wymienia kategorie aktów prawnych, będących źródłami powszechnie obowiązującego prawa Rzeczypospolitej Polskiej. Są nimi Konstytucja, ustawy, ratyfikowane umowy międzynarodowe oraz rozporządzenia.

3. Pozostałe przepisy Rozdziału III Konstytucji art. 88-94 określają obowiązującą w Rzeczypospolitej Polskiej hierarchię aktów prawnych. System prawny jest systemem jednolitym, system źródła prawa jest systemem zamkniętym. W takim systemie akt prawny niższego rzędu nie może w żadnym przypadku uchylać postanowień aktu prawnego wyższego rzędu. W szczególności postanowienia Konstytucji, jako aktu prawnego najwyższego rzędu, nie mogą być uchylone ani przez ustawę ani przez ratyfikowaną umowę międzynarodową, ani przez wynikające z tej umowy międzynarodowej tak zwane traktatowe prawo wtórne. Umowa międzynarodowa może mieć wprawdzie pierwszeństwo przed ustawą, ale tylko i wyłącznie przed ustawą, jeżeli nie da się jej z tą ustawą pogodzić (art. 91. ust. 2).

Żadna więc umowa międzynarodowa, mająca w polskim systemie prawnym status ustawy, nie może doprowadzić zwłaszcza do uchylenia Konstytucji RP jako najwyższego prawa na terytorium RP. Taka ustawa, czy umowa międzynarodowa, która do tego prowadziłaby, sama wykazywałaby swoją bezprawność, podobnie jak i każde rozumowanie sądowniczo-prawne, które miałoby za nią stać.

4. W ciągu całej 50-letniej historii traktatów europejskich aż do Traktatu Ateńskiego (akcesyjnego) z 2004 r. włącznie, żaden traktat nie zawierał najmniejszej nawet wzmianki stanowiącej wprost, iż prawo wspólnotowe ma jakiekolwiek pierwszeństwo przed prawem krajowym (narodowym) państw członkowskich, a tym bardziej przed konstytucjami tych państw.

5. Tymczasem w przeszłości Europejski Trybunał Sprawiedliwości (ETS) w Luksemburgu wydał w kilku przypadkach orzeczenia, w których uzasadnieniach istotnie wypowiadał się na rzecz pierwszeństwa prawa unijnego przed prawem krajowym państw członkowskich. Jednakże nie mając bezpośredniego pokrycia w przepisach traktatów wspólnotowych, były to jedynie opinie samego Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Orzeczenia te mogły być tolerowane lub nawet respektowane przez zainteresowane państwa członkowskie, jednakże było to zjawisko na bardzo ograniczoną skalę. Nie wiązało się ono bynajmniej z bezwzględną koniecznością akceptowania przez państwa członkowskie treści prawnych uzasadnień ETS, towarzyszących wydawanym przezeń wyrokom, zwłaszcza w całej ich rozciągłości. Teza ETS, mówiąca o nadrzędności prawa Unii nawet nad konstytucjami państw członkowskich została wręcz zakwestionowana przez trybunały konstytucyjne Włoch, Niemiec i kilku innych państw, tak iż można mówić o utrwalonym orzecznictwie trybunałów narodowych, podważającym tezę o nieomylności i bezdyskusyjności "utrwalonego orzecznictwa" ETS.

6. Pierwszy bezpośredni zapis o bezwzględnym pierwszeństwie prawa Unii Europejskiej przed prawem krajowym (narodowym) państw członkowskich pojawił się dopiero w projekcie konstytucji dla Unii Europejskiej (art. I-10). Brzmiał on następująco:

1.) Konstytucja i prawo przyjęte przez instytucje Unii w wypełnianiu ich kompetencji mają pierwszeństwo przed prawem Państw Członkowskich.
2.) Państwa Członkowskie podejmą stosowne środki, ogólne lub szczegółowe, dla zapewnienia wypełnienia obowiązków wypływających z Konstytucji lub wynikających z aktów prawnych wydawanych przez instytucje Unii Europejskiej."


Przepis art. I-10(1) projektu Konstytucji został oznaczony w Konstytucji dla Europy jako art. I-6.

7. Przytoczony powyżej przepis art. I-6 konstytucji europejskiej, uważany był i jest przez samych twórców tego projektu za absolutnie fundamentalny dla całej konstytucji europejskiej. Potwierdzał on status Unii Europejskiej jako nowego, nie istniejącego dotąd bytu politycznego, wyposażonego w osobowość prawną - nowego systemu prawnego odrębnego zarówno od dotychczasowego systemu wspólnotowego jak i od tworzących go państw członkowskich, a zarazem nadrzędnego wobec tych ostatnich. Tym nowym bytem było (miało być) tworzone na mocy tej konstytucji nie istniejące dotąd federalne superpaństwo europejskie, zmierzające do stopniowej likwidacji państwowości państw członków dotychczasowej Unii Europejskiej, rozumianej jako dobrowolna wspólnota suwerennych państw.

8. Należy zaznaczyć, że w związku z takim, a nie innym brzmieniem art. I-10 projektu Konstytucja europejska była od samego początku w zasadniczej sprzeczności z art. 8 ust. 1 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, który, jak wiadomo postanawia, iż Konstytucja RP jest w Rzeczypospolitej Polskiej najwyższym prawem.

9. Pośrednio przyznał to Trybunał Konstytucyjny RP w swoim orzeczeniu w sprawie K 18/04 z dnia 11 maja 2005 r. w sprawie zgodności Traktatu Ateńskiego z Konstytucją RP. W uzasadnieniu do swego wyroku Trybunał stwierdził, że:

"Zagwarantowane w art. 91 ust. 2 pierwszeństwo stosowania umów międzynarodowych, ratyfikowanych na podstawie upoważnienia ustawowego lub podjętego w trybie ogólnokrajowego referendum (...) nie prowadzi wprost (i to w żadnym zakresie) do uznania analogicznego pierwszeństwa tychże umów przed postanowieniami Konstytucji. Konstytucja pozostaje zatem – z racji swej szczególnej mocy – „prawem najwyższym Rzeczypospolitej Polskiej” w stosunku do wszystkich wiążących Rzeczpospolitą Polską umów międzynarodowych. Dotyczy to także ratyfikowanych umów międzynarodowych o przekazaniu kompetencji „w niektórych sprawach”. Z racji wynikającej z art. 8 ust. 1 Konstytucji nadrzędności mocy prawnej korzysta ona na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej z pierwszeństwa obowiązywania i stosowania."


10. Trybunał Konstytucyjny orzekł ponadto w uzasadnieniu swego orzeczenia, iż:

"ani art. 90 ust. 1, ani też art. 91 ust. 3 [Konstytucji RP] nie mogą stanowić podstawy do przekazania organizacji międzynarodowej (czy też jej organowi) upoważnienia do stanowienia aktów prawnych lub podejmowania decyzji, które byłyby sprzeczne z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej. W szczególności wskazane tu unormowania nie mogą posłużyć do przekazania kompetencji w zakresie, który powodowałby, iż Rzeczpospolita Polska nie może funkcjonować jako państwo suwerenne i demokratyczne."


11. Europejski traktat konstytucyjny został, jak wiadomo, odrzucony podczas referendum konstytucyjnego we Francji i w Holandii w 2005 r. Został on zastąpiony Traktatem Reformującym (Lizbońskim), aby uniemożliwić narodom Europy wypowiedzenie się na jego temat w referendach narodowych we wszystkich państwach członkowskich Unii Europejskiej. W tym celu jednolity tekst konstytucji europejskiej został podzielony na poszczególne przepisy, które wstawiono do już istniejących i obowiązujących prawnie traktatów europejskich pod pozorem nieznacznej ich modyfikacji, nie wymagającej rzekomo przeprowadzenia referendów narodowych w krajach członkowskich.

12. Ze wszystkich postanowień pierwotnego projektu konstytucji europejskiej jedynie przepis I-10 dawnego projektu, mówiący o bezwzględnym pierwszeństwie prawa Unii Europejskiej, został potraktowany odmiennie od pozostałych przepisów. Został on mianowicie usunięty całkowicie z Rozdziału I. i zastąpiony pozornie niewiele znaczącą deklaracją w Akcie Końcowym Traktatu Lizbońskiego pod nazwą "Deklaracja 17. o pierwszeństwie".

13. Pozornie niewiele znacząca Deklaracja 17. o pierwszeństwie (pełny tekst patrz: Załącznik 1.) jest wspólnym oświadczeniem wszystkich sygnatariuszy Traktatu Lizbońskiego, że wiadomym jest im, że zgodnie z utrwalonym orzecznictwem Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości Traktaty i prawo przyjęte przez Unię na podstawie Traktatów ma pierwszeństwo przed prawem Państw Członkowskich, na warunkach ustalonych przez to orzecznictwo. Ponadto sygnatariusze zgadzają sie na dołączenie do Aktu Końcowego Traktatu Lizbońskiego jako Aneks opinię Służby Prawnej Rady Europejskiej - która to opinia została rzeczywiście do Traktatu dołączona.

14. Wspomniana Opinia Służby Prawnej Rady Europejskiej jako Aneks do Aktu Końcowego Traktatu Lizbońskiego, nosząca datę 22 czerwca 2007, głosi, że:

"Z orzecznictwa Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości wynika, że pierwszeństwo prawa Wspólnot Europejskich przed prawem Państw Członkowskich jest kamieniem węgielnym prawa Wspólnotowego. Według Trybunału zasada ta jest związana jest ze specyficzną naturą Wspólnoty Europejskiej".


Z pozoru, Opinia Służby Prawnej Rady Europejskiej w tej części nie była niczym innym, jak tylko "dobrze utrwaloną" opinią ETS, odwołującą się wyłącznie do jego własnych wcześniejszych opinii, bez jakichkolwiek podstaw materialnych w prawie traktatowym Unii Europejskiej.

15. Jednakże Opinia Służby Prawnej Rady Europejskiej 22 czerwca 2007 nie ograniczyła się do tego tylko stwierdzenia, choć już samo ono mogło być groźne w skutkach. Dodana została bowiem również wzmianka - wyjaśnienie, iż w traktatach pierwszeństwo prawa unijnego nad prawem państw członkowskich w ogóle nie było wspomniane i że "tak jest do dzisiaj" (tj. do 22 czerwca 2007 r.), oraz że "fakt, że zasada pierwszeństwa nie będzie włączona do przyszłego traktatu ani nie zmieni istnienia tej zasady, ani istniejącego orzecznictwa Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości".

16. Należy zauważyć, że po pierwsze - Opinia stwierdzała w tym miejscu samo istnienie owej abstrakcyjnej zasady, której wykładni przez ETS na domiar nie uznały trybunały konstytucyjne szeregu państw członkowskich. Po drugie - Opinia, która pozornie była zwykłym, mniej czy bardziej trafnym stwierdzeniem jakiegoś stanu rzeczy na dzień 22 czerwca 2007, po jej wprowadzeniu do tekstu traktatu w formie Aneksu, staje się INTEGRALNĄ CZĘŚCIĄ TRAKTATU LIZBOŃSKIEGO ze wszystkimi konsekwencjami tego faktu, jak również - ze wszystkimi konsekwencjami wynikającymi z takiej, a nie innej redakcji tekstu tej Opinii. Wymieniona po raz pierwszy explicite w tekście traktatu europejskiego zasada pierwszeństwa, będąca dotąd jedynie roboczą opinią ETS, w wyniku ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego nabiera mocy prawa traktatowego i to w postaci "utrwalonego orzecznictwa" ETS "na warunkach ustalonych przez to orzecznictwo". Czyli, praktycznie biorąc, w każdy sposób, w jaki tę zasadę zechce ETS rozumieć. A więc przede wszystkim jako pierwszeństwo prawa unijnego przed całym krajowym prawem państw członkowskich, wraz z ich prawem konstytucyjnym włącznie.

Kiedy więc "Opinia" stwierdza, że "zasada pierwszeństwa nie będzie włączona do przyszłego traktatu", to właśnie to stwierdzenie zasadę tę do traktatu jak najbardziej wprowadzało. Trudno jest przyjąć, że stało się tak przez przypadek, bowiem stawiałoby to z kolei w niekorzystnym świetle profesjonalizm Służby Prawnej Rady Europejskiej.

17. Na kilka dni przed wyrażeniem przez Sejm RP zgody wyrażonej ustawą na ratyfikację Traktatu Lizbońskiego na łamach "Rzeczypospolitej" miała miejsce "publiczna debata" na ten temat. Głos zabrała najpierw p. Krystyna Pawłowicz, sędzia Trybunału Stanu RP, w artykule "Czy polska konstytucja jest jeszcze ważna?" (Rz.pl, 25-03-2008, http://www.rp.pl/artykul/111309.html). Na ten artykuł, zasadniczo mocno krytyczny w stosunku do Unii Europejskiej i Traktatu Lizbońskiego, odpowiedział polemicznie p. prof. Stanisław Biernat artykułem "Polska także jest Unią Europejską" (Rz.pl, 28-03-2008, http://www.rp.pl/artykul/112725.html).

18. Te dwie publiczne autorytatywne wypowiedzi znawców prawa europejskiego w dniach bezpośrednio poprzedzających zgodę Sejmu RP na ratyfikację Traktatu Lizbońskiego, stanowiąc namiastkę publicznej debaty nad traktatem, mogły i najprawdopodobniej miały znaczący wpływ na ostateczny wynik głosowania w polskim parlamencie. Pomimo całej różnicy stanowisk obu stron w sporze o Traktat Lizboński, w jednym punkcie zarysowała się jednomyślność. Mianowicie p. sędzia Pawłowicz stwierdziła, iż:

"Kiedy wydawany był pierwszy wyrok […] w Traktacie nie było żadnej wzmianki o zasadzie pierwszeństwa. Sytuacja ta do dziś nie uległa zmianie. Fakt, że zasada pierwszeństwa nie zostanie włączona do przyszłego Traktatu, w żaden sposób nie narusza samej zasady, ani obowiązującego orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości”.


Wbrew ogólnej wysoce krytycznej ocenie Unii Europejskiej oraz samego Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości przez p. Pawłowicz, było to nic innego, jak wierne powtórzenie i potwierdzenie znanych nam już sformułowań zawartych w Opini Służby Prawnej RE.

19. Z kolei prof. Biernat ze swej strony stwierdzał, że:

"Jeśli traktat lizboński wejdzie w życie, zasada pierwszeństwa pozostanie tym, czym jest obecnie: niepisaną zasadą ogólną prawa unijnego wywiedzioną z orzecznictwa ETS. W odróżnieniu od Krystyny Pawłowicz, nie widzę w tym nic nadzwyczajnego ani złego. Zintegrowana Unia nie byłaby w stanie sprawnie funkcjonować, gdyby każde państwo mogło decydować o tym, kiedy wykonywać na swoim terytorium prawo wspólnotowe, a kiedy od niego odstępować. Deklaracja nr 17 do traktatu lizbońskiego, nad którą ubolewa autorka, nie wnosi merytorycznie nic nowego i potwierdza jedynie ciągłość orzecznictwa ETS. Wątpliwości w tym względzie mogły wynikać z rezygnacji z zamieszczenia w samym traktacie przepisu proklamującego omawianą zasadę."


20. Jak widać z obydwu powyższych wypowiedzi, dla obu stron tego sporu kwestią nie podlegającą dyskusji było stanowisko, jakoby Deklaracja 17. w Akcie Końcowym Traktatu Lizbońskiego nie wnosiła nic nowego do unijnego prawa traktatowego i zasada pierwszeństwa, i że jakoby tak jak podczas pierwszego wyroku Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w sprawie pierwszeństwa z roku 1964, tak i obecnie, pod rządami Traktatu Lizbońskiego, nadal pozostawała tą samą "niepisaną zasadą wywiedzioną z orzecznictwa ETS".

21. Wspomniana teza, stanowiąca wspólny mianownik obu tych pozornie różnych stanowisk w ocenie traktatu, w oczywisty sposób wspierała wydatnie argumentację Rządu i Prezydenta RP, jakoby Traktat Lizboński to tylko swego rodzaju zabieg o charakterze kosmetycznym w celu poprawienia efektywności działania Unii, nie mający natomiast większego wpływu na polityczno-prawną sytuację Polski. Taki a nie inny wynik "publicznej debaty" na łamach prestiżowego dziennika "Rzeczpospolita" na kilka dosłownie dni przed krytyczną sesją Sejmu i Senatu w dniach 1-2 kwietnia 2008 z pewnością dostarczył wielu posłom i senatorom wygodnego alibi dla ich głosowania za traktatem.

22. Niezwykle ważkim głosem w publicznej debacie nad traktatem, niestety głosem całkowicie zignorowanym przez władze, był list otwarty ks. prof. Jerzego Bajdy do prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego z dnia 29 listopada 2007, w którym autor stwierdzał, iż

"oddanie komuś suwerenności narodu jest zdradą najwyższego stopnia".


23. Traktat Lizboński, będący wyliczeniem setek poprawek, bez istnienia tekstów skonsolidowanych poprawianych tym sposobem traktatów wspólnotowych, a zatem będąc dokumentem nieczytelnym, zatwierdzany był, praktycznie rzecz biorąc, bez jego czytania - i to zarówno na szczeblu europejskim jak i krajowym. Jak ujawnił duński europarlamentarzysta Jens-Peter Bonde, członek Komisji ds. Konstytucyjnych Parlamentu Europejskiego (w styczniu 2008 w Dublinie, podczas Dnia Informacji nt. Traktatu Lizbońskiego (Reformującego)), Rada Europejska wydała nieoficjalny zakaz publikowania przez jakąkolwiek instytucję Unii Europejskiej skonsolidowanej wersji Traktatu. Wskutek tego Parlament Europejski "uchwalał" Traktat Lizboński, nie przeczytawszy go. To samo dotyczy polskiego parlamentu, przy czym rzekomo każdy klub parlamentarny dostał PO JEDNYM EGZEMPLARZU tekstu skonsolidowanego do wglądu. Oznacza to, iż w praktyce uniemożliwiono posłom i senatorom zapoznanie się z traktatem, na którego ratyfikację mieli wydać i faktycznie wydali w dniach 1-2 kwietnia 2008 zgodę. Należy dodać - pozbawiwszy wcześniej Naród pełnej debaty publicznej oraz prawa wypowiedzenia się na temat traktatu w ogólnokrajowym referendum. Wicemarszałek Senatu RP sen. Zbigniew Romaszewski przyznał w wywiadzie dla mediów, już po głosowaniu Senatu w dniu 2.04.2008, iż Traktat "nie jest prosty, ani łatwy" i że "nikt nie wie, co w nim jest".

24. Jak pamiętamy, podczas kampanii propagandowej za wejściem Polski do Unii Europejskiej, poprzedzającej referendum akcesyjne 2004 r. prezydent RP Aleksander Kwaśniewski rozsyłał do wszystkich obywateli Rzeczpospolitej Polskiej zachętę do głosowania za Traktatem Ateńskim, zapewniając solennie, iż Polska nic nie straci przez to ze swej suwerenności. W tym samym kierunku zmierzała urzędowa propaganda, negująca możliwość nadrzędności prawa unijnego na polskim prawem krajowym (patrz: Ząłącznik 2). Tymczasem przedstawiciele RP na europejską konwencję konstytucyjną w 2002 r. w osobach Danuty Hübner, Edmunda Wittbrodta oraz Józefa Oleksego w istocie znacznie wcześniej, bo w 2002 r. wyrazili pełną zgodę na europejskie federalne superpaństwo, oparte o pełną nadrzędność prawa unijnego nad prawem krajowych w brzmieniu art. I-6 (później I-10) projektu konstytucji europejskiej. 21 marca 2002 Józef Oleksy stwierdził wprost:

"Jesteśmy gotowi uczestniczyć w popieraniu wspólnego projektu, jakiego Europa potrzebuje. Podpisujemy się pod ideą federacji państw narodowych z silnymi instytucjami wspólnotowymi przy zachowaniu bytu różnych kultur w ramach poszczególnych państw narodowych".


25. Jak wynikałoby to z pkt. 1-16 niniejszej analizy, polityczno-prawna rzeczywistość ustanawiana na mocy Traktatu Lizbońskiego okazuje się być diametralnie inna, niż przedstawiano to dotąd polskiej opinii publicznej. Polska jako państwo, które w 1989 r. uzyskało niezależność od dotychczasowego wschodniego hegemona, miało wejść na drogę nieodwracalnego unieważnienia polskiej konstytucji, uchwalonej zaledwie 5 lat wcześniej, w 1997 r. Poprzez pozbawienie polskiej ustawy zasadniczej waloru najwyższego prawa w Rzeczypospolitej Polskiej, co najmniej od 2002 r. wprowadzano Polskę na drogę likwidacji jej odrębnej państwowości, stopniowego wchłaniania jej przez europejskie superpaństwo o nazwie Unia Europejska. Na domiar czyniono to całkowicie samowolnie, z równoczesnym świadomym wprowadzeniem Narodu polskiego w błąd.

26. W dodatku można stosunkowo łatwo przewidzieć, iż na skutek przewrotnej interpretacji fundamentalnej zasady pomocniczości w Unii Europejskiej, to europejskie superpaństwo zacznie wkrótce nabierać cech państwa totalitarnego. Polska zaś, w rezultacie wprowadzanej przez Traktat Lizboński zasadzie podwójnej większości w głosowaniach w znakomitej większości spraw - nie jednogłośnie, jak dotąd, ale kwalifikowaną większością głosów - znajdzie się wkrótce w sposób nieunikniony pod dominacją nowego, niemieckiego tym razem hegemona.

27. Traktat Lizboński, wobec którego nader realnej ratyfikacji przez prezydenta RP obecnie stoimy, pozbawia Naród polski Konstytucji RP jako najwyższego prawa w Rzeczypospolitej Polskiej, o którym On i tylko On, jako Suweren, może stanowić. W rezultacie Naród, pozbawiony zostaje realnego wpływu na swoje dalsze losy i przyszłość następnych pokoleń. Zostaje bezprawnie, z pogwałceniem Konstytucji RP, wydany przez swoich prawnych przedstawicieli na łaskę i niełaskę Niemiec. Tymczasem strategiczny interes tych ostatnich, sądząc z zachowania, a zwłaszcza, mając na uwadze coraz kategoryczniejsze niemieckie roszczenia materialne pod adresem Polski, polega - jak się wydaje - na dążeniu do odwróceniu rezultatów rozpętanej przez Niemcy i przegranej II wojny światowej,

28. Jakakolwiek tzw. ustawa kompetencyjna, przygotowywana przez PiS wraz z Platformą Obywatelską, mająca rzekomo bronić polskiego interesu narodowego, nie jest w stanie w najmniejszym nawet stopniu zapobiec stosowaniu przez Europejski Trybunał Sprawiedliwości utrwalonej jego wieloletnim orzecznictwem zasady pierwszeństwa prawa Unii Europejskiej przed całym polskim prawem krajowym. Taki środek prawny można uznać za zwykły wybieg, mający stworzyć wrażenie dbałości aktualnej klasy politycznej o wspólne polskie dobro. Na dodatek działanie takie może być ze znacznym prawdopodobieństwem uznane przez ETS za niedopuszczalną próbę tworzenia przez rząd polski prawnych przeszkód dla pełnej integracji europejskiej.

29. Prezydent RP Lech Kaczyński miał prawo, jako jedyna osoba w państwie, skierować Traktat Lizboński do Trybunału Konstytucyjnego RP celem tzw. uprzedniej kontroli zgodności tego traktatu z polską konstytucją. Nie skorzystał on z tego uprawnienia. Zablokował on tym samym skutecznie możliwość stwierdzenia ewidentnej sprzeczności tej umowy międzynarodowej z polską ustawa zasadniczą. Sam ponadto jest w dalszym ciągu przekonany, iż Traktat Lizboński jest zgodny z Konstytucją RP. Stwierdzając kilkakrotnie, iż podpisze akt ratyfikacyjny z chwilą uchwalenia przez Sejm ustawy kompetencyjnej lub po pozytywnym wyniku powtórnego referendum w Irlandii, potwierdzał on w istocie za każdym razem, iż nadal podtrzymuje swoje stanowisko w sprawie rzekomej konstytucyjności Traktatu Lizbońskiego, "wynegocjowanego" zresztą przez siebie w Brukseli w III dekadzie czerwca 2007. Najwyraźniej nadal uważa on, że formuła Deklaracji 17. wraz z załączoną w formie Aneksu do Traktatu Opinią Służby Prawnej chroni zadowalająco interesy Narodu i Państwa polskiego.

30. Jednakże poniższy przypis (1) do Opinii Służby Prawnej Rady Europejskiej, który też nie jest już tylko zwykłym nawiązaniem do orzeczenia ETS z 1964 r, ale nabiera mocy traktatowej z chwilą ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego, głosi jednoznacznie i w sposób nie pozostawiający żadnych wątpliwości, iż oto:

"prawo wywodzące się z traktatu, niezależnego źródła prawa, z powodu jego szczególnego i oryginalnego charakteru, nie może być uchylone przez jakiekolwiek krajowe przepisy prawa, bez pozbawienia go charakteru prawa Wspólnotowego, a także bez zakwestionowania podstawy prawnej samej Wspólnoty."


31. W tym stanie rzeczy zbliżająca się wielkimi krokami ratyfikacja Traktatu Lizbońskiego przez prezydenta wywodzącego się z Prawa i Sprawiedliwości, będzie niczym innym, jak tylko postawieniem przez PIS przysłowiowej kropki nad "i" nad wieloletnim projektem likwidacji państwa polskiego autorstwa ówczesnego Sojuszu Lewicy Demokratycznej, Unii Wolności (Platformy Obywatelskiej), PSL oraz z ich przybudówek.

32. Takiemu groźnemu dla Polski scenariuszowi, uruchamianemu automatycznie z chwilą wejście w życie Traktatu Lizbońskiego, może zapobiec jedynie szybki wzrost poziomu świadomości polityczno-prawnej Narodu polskiego w omawianych kwestiach. Traktat Lizboński zawierający haniebny, zdradziecki zapis o nadrzędności prawa Unii Europejskiej nad polskim prawem narodowym, nie może być przez Polskę ratyfikowany pod żadnym względem, ani też pod żadnym pozorem. Byłby to, jak napisał ks. prof. Jerzy Bajda w liście do Prezydenta RP, akt "zdrady najwyższego stopnia".