Odpowiedzi

Najlepsza Odpowiedź!
2010-03-28T01:20:49+01:00
Smok Dyzio mieszkał w zatłoczonym mieście, Warszawie. Jak wiadomo jest to miasto wiecznie tętniące życiem. Nie wspominając już o o tych niekończących się sznurach samochodów. Zanieczyszczenie powietrza jest wręcz powalające. Dlatego tez Dyzio postanowił : "Nie ma co. Jadę do Ciechocinka odpocząć od tego gwaru."
Jak pomyślał tak zrobił. Spakował walizeczkę, włożył kurteczkę i pojechał taksówką na dworzec kolejowy.
Gdy tylko tam wszedł pomyślał, że może lepiej trzeba było zostać w swoim mieszkaniu. Bo na dworcu nie dość, ze było 3 razy głośniej to był taki tłum, że trudno było się dopchać do kasy biletowej. Lecz dzielny Dyzio który był uparty od dzieciństwa postanowił, ze nie wróci do domu tylko wyruszy w podróż.
Po zakupie biletu stwierdził, że nie orientuje się na tym przeraźliwie dużym dworcu. Na szczęście jakaś miła pani pomogła mu znaleźć się na peronie nr 4 gdzie właśnie zajechał pociąg do Ciechocinka. Nasz smok z radością wskoczył do niego i poi przepchaniu się w ciasnym, pełnym ludzi korytarzu dotarł do swojego przedziału.
Przez pierwsze 5 minut siedział spokojnie, lecz po chwili zauważył z rozpaczą, ze nie ma nic do czytania w podróży. Droga miała trwać minimum półtorej godziny. Będzie musiał wytrzymać tą przeraźliwą nudę.
10 minut później pociąg ruszył. Smok który zdążył już opaść z sił po walce z nieuniknioną nudą, ucieszył się, że będzie mógł chociaż pooglądać krajobrazy. Jednak pociąg jechał tak szybko, że biedny Dyzio nie był w stanie zobaczyć niczego wyraźnie, a od przemieszczających się szybko elementów kręciło mu się w głowie.
po 2 godzinach pociąg dojechał na miejsce. Smok wyskoczył uradowany i pobiegł do pensjonatu. I wtedy poczuł się jakby znalazł się w koszmarze. Wszędzie było pełno ludzi! Cały hol był wypchany po brzegi , że przejście przez pokój bez ocierania o przypadkowe osoby było niemożliwe.
Dyzio uciekający przed tłumną Warszawą trafił do przeludnionego Ciechocinka. Nawet świeże powietrze nie mogło go tu zatrzymać.
Odwrócił się na pięcie i ruszył do swojego (na szczęście) pustego mieszkania, gdzie odpocznie w ciszy.
1 1 1